MEDIA

Znani dziennikarze odchodzą z Radia Zet

Konflikt wartości czy konflikt osobowości

LUIZA ZALEWSKA

Radio Zet musi się zmieniać, bo zmieniają się rynek i słuchacze - mówi prezes stacji Robert Kozyra. Niedawno świętowano dziesięciolecie, w październiku rozgłośnia zdobyła najwyższą w historii słuchalność, a mimo to największe gwiazdy nie chcą już  w niej pracować. 

10 lat temu zajmowali dwa pokoje i jedno studio. Przez trzy miesiące reporterzy pracowali na starym sprzęcie pożyczonym od francuskiego radia RFI, a serwisy informacyjne wystukiwano na starej maszynie do pisania.

Mało kto miał doświadczenie i na antenie trudno było to ukryć. Raz poważną rozmowę przerywało szczekanie psa, bo dziennikarka nie miała co z nim zrobić i wzięła do studia, kiedy indziej didżej dusił się ze śmiechu podczas czytania serwisu. - Jak się uspokoję, to poczytam wam dalej - obiecywał.

Słuchaczom to nie przeszkadzało. Tylko w Zetce można było usłyszeć czterogodzinne autorskie audycje z muzyką, której jak ognia bały się wówczas państwowe media. Nieograniczonej wolności muzycznej towarzyszyły nowoczesne serwisy informacyjne - szybkie jak karabin maszynowy, niezwykle treściwe, z dnia na dzień coraz bardziej profesjonalne. Emocjonalne relacje na żywo po raz pierwszy wzbudzały u słuchacza wrażenie, że jedną nogą jest na miejscu wydarzeń. W porannych rozmowach z politykami ("Gość Radia Zet") twórca stacji Andrzej Woyciechowski narzucił standardy, na których wzorowała się większość dziennikarzy. Wkrótce politycy zaczęli przychodzić do studia nawet w niedzielę - na "Śniadania z Radiem Zet" Krzysztofa Skowrońskiego. 

By podać najświeższą wiadomość, przerywano najbardziej atrakcyjny program. W szczególnych przypadkach uruchamiano "otwarte studia". Gdy w czerwcu 1992 r. wybuchła afera lustracyjna, Zetka do później nocy relacjonowała gorącą debatę sejmową, która zakończyła się upadkiem rządu Jana Olszewskiego.  Wyborom parlamentarnym i prezydenckim towarzyszyły audycje i wieczory wyborcze. Za "Pojedynek wyborczy" - program z udziałem publiczności, która uczestniczyła w dyskusji polityków z przeciwnych obozów - Woyciechowski i Radio Zet otrzymali nagrodę mediów "Słoń '93".

Najpierw informacja

Naturalne było, że Radio Zet stanie do konkursu na ogólnopolską koncesję i naturalne było, że ją otrzyma. - Chcemy przypominać BBC. Być profesjonalnym, spokojnym radiem politycznym, bez oper mydlanych, porad dla emerytów itd. Robimy radio jak dla siebie - mówił Woyciechowski. 

Miały być przede wszystkim debaty polityczne, wywiady i relacje na żywo. Z deklaracji przedkoncesyjnych: 60 proc. czasu antenowego dla informacji i publicystyki, 30 proc. to muzyka, 10 proc. - reportaże i słuchowiska literackie.

W przeciwieństwie do konkurencji, czyli krakowskiego RMF FM, Radio Zet nie prosiło Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o prawo do tzw. rozszczepiania reklam, czyli nadawania w różnych miastach różnych reklam. - Ten proceder niszczy małe rozgłośnie - tłumaczył Woyciechowski.

Obie stacje miały się uzupełniać: Zetka miała być stacją informacyjną, RMF FM - rozrywkowo-muzyczną.

Woyciechowski twardo pilnował wprowadzonych standardów. Rygorystyczny kodeks reklamy wykluczał emitowanie treści wykraczających poza dobre obyczaje i naruszających dobry smak. Z tego powodu w 1993 r. nie zgodzono się na emisję przed 22.00 kontrowersyjnej reklamy filmu, w której dyskutowano o wielkości męskiego członka. - Ten fragment jest pornograficzny. Nie chcę, jako tata dwojga dzieci, siedzieć przy śniadaniu i odpowiadać na pytania: Tato, a co to znaczy... - wyjaśniał. 

Tych, których nie interesowała zbytnio polityka, przyciągały konkursy, np. "Kuferek Radia Zet", do którego przez cały dzień wkładano rozmaite rzeczy, a ten słuchacz, który żadnej nie przeoczył, otrzymywał całą jego zawartość.

Pod numerem "Czerwonego telefonu" wysłuchiwano każdego, kto za pięćset złotych chciał się podzielić ważną wiadomością, o której jeszcze nikt inny nie wiedział. (Dziś stawka wzrosła do tysiąca złotych.)

Do "Zielonego telefonu" można się było - ale już za darmo&nbsp;- wypłakać. Dziś uruchamiany jest w szczególnych przypadkach, gdy zbierane są opinie w konkretnej sprawie. 

Najpierw słuchacz

Takie radio przyciągało słuchaczy, ale nie były ich miliony. W połowie 1995 r. słuchalność Zetki wynosiła 13 proc., podczas gdy programu I PR sięgała 47 proc., a RMF - 23 proc. (odsetek słuchaczy, którzy w ciągu tygodnia słuchali stacji przez co najmniej kwadrans, dane OBOP). - Radio, które ma takie wyniki, albo musi się zmienić, albo czekać na śmierć - mówiła wdowa po Woyciechowskim, Dorota Zawadowska-Woyciechowska.

Wybrano pierwszy wariant. Sprecyzowano adresata programu (25 - 35-latkowie, aktywni zawodowo i atrakcyjni dla reklamodawców) i do jego upodobań dostosowano program. Wynajęto amerykańskich doradców, zatrudniono nowego dyrektora programowego Roberta Kozyrę, którego wypatrzył sam Woyciechowski. Wcześniej Kozyra pracował w poznańskich rozgłośniach S i RMI FM, poznańskim oddziale TVP, gdańskim Radiu Plus.

Zmieniono ramówkę. Programy publicystyczne zastąpiły żywe magazyny informacyjne, np. "Świat o szóstej". Ambitną, alternatywną muzykę zastąpiły światowe przeboje. O ich emisji przestał decydować autor audycji, a zaczął - program komputerowy. - Musieliśmy się rozejść. Moje eksperymenty dźwiękowo-muzyczne przestały się mieścić w nowej formule - wspomina Wojciech Szymocha, przez cztery lata jeden z najoryginalniejszych didżejów Radia Zet.

Większość jednak akceptowała zmiany. By przyciągnąć młodych słuchaczy, wprowadzono "Komputerową listę przebojów". Dla nich powstało też "Party mix" z muzyką z zachodnich dyskotek. Pojawiły się programy satyryczne i rozrywkowe, wywiady z gwiazdami muzyki i show-biznesu. Do dzisiaj artyści, aktorzy, sportowcy - w ramach projektu "Znani tylko z nami" - goszczą na antenie nawet w weekendy. Niedawno, w listopadzie tego roku, byli to aktorzy sitcomu "Miodowe lata", emitowanego przez Polsat.

Masowej publiczności zaproponowano wielkie bezpłatne koncerty: "Niebieskie lato", "Niebieską zimę", "Wielką majówkę".

Najpierw muzyka

Zaczęły znikać radiowe reportaże, które za czasów Woyciechowskiego były codziennym punktem programu. Zredukowano je do jednej, sobotniej audycji "Raport specjalny". Była za mało komercyjna i w październiku tego roku zniknęła z anteny. Robert Kozyra, który dziś jest już prezesem i redaktorem naczelnym radia, uznał, że reportaż nie jest w tej chwili stacji potrzebny.

- Nie ma czasu na wytłumaczenie słuchaczowi, dlaczego jeden ważny pan spotkał się z drugim ważnym panem i co z tego wynika. Ważniejsze są postacie z okładki "Vivy" - coraz częściej narzekali sfrustrowani dziennikarze i coraz częściej porównywali nowego prezesa z założycielen stacji. - Mówienie o tym, co dzisiaj robiłby Andrzej Woyciechowski, jest czysto teoretyczne. Nie wiadomo, jak pogodziłby niezależność polityczną stacji z jej niezależnością finansową - odpowiada na to Kozyra.

Ponad dwa lata temu na antenie pojawiła się nowa postać, która szybko stała się symbolem zmian - Irek Bieleninik. Do tegorocznych wakacji prowadził trzygodzinne "Poranki z Radiem Zet". Wielu pamięta do dziś jeden z jego telefonów do przypadkowej osoby, wybranej z książki telefonicznej. - Czy jest pan X? - zapytał.

- Nie. Nie żyje - odpowiedziała wdowa.

- To ma pani wielkie szczęście, bo wygrała pani nagrodę - odparował Bieleninik.

Kozyra: - Bieleninik to niewątpliwie kontrowersyjna postać, ale też osobowość. Jest zadziorny i prowokujący, ale wiele znanych osób, m.in. Marek Borowski, Władysław Frasyniuk i prezydent Aleksander Kwaśniewski, chwaliło jego audycję.

W połowie 2000 r. (według firmy badawczej ARC Rynek i Opinia) słuchacze uznali, że dwie największe stacje komercyjne są do siebie bardzo podobne - dynamiczne, nowoczesne, nadające modną muzykę. Pierwszy raz badani stwierdzili też, że to RMF bardziej kojarzy im się ze stacją informacyjną i publicystyczną, a Radio Zet z rozrywką i muzyką.

Kozyra przyznaje: Radio Zet jest dziś stacją muzyczno-informacyjną. - Rynek się zmienił i nie udźwignąłby takiego radia, jakie robił Andrzej Woyciechowski - wyjaśnia. 

Radio poważnieje

Jednak od września tego roku zmieniono strategię rozwoju rozgłośni. Radio Zet spoważniało. W jesiennej ramówce  poranne wejścia Bieleninika zredukowano do trzech minut. Według nowej strategii stacja ma być "prestiżowa i aspiracyjna". - Oznacza to radio, którego słuchanie jest w dobrym tonie - wyjaśnia prezes. Więcej wagi przywiązuje się do sposobu komunikacji ze słuchaczem. Do starszego i bardziej wykształconego odbiorcy adresowany jest ambitny projekt "Sto twarzy Krystyny Jandy". Składa się z konkursu dla słuchaczy nawiązującego do trwającego właśnie wielkiego tourne aktorki, co w całości finansuje radio.

Efekt był piorunujący. W październiku Radio Zet osiągnęło najwyższą słuchalność w historii. W grupie docelowej (od 25 do 44 lat ze średnim i wyższym wykształceniem) prześcignęło RMF FM.

Dziennikarze: - Przez lata narastało rozgoryczenie - radio tak się zmieniło, że czasem musimy się wstydzić. Ale teraz doszło do paradoksu, bo nasze niezadowolenie wybuchło akurat w chwili, kiedy zaczęto powoli wracać do tego, co kiedyś było w nim najlepsze. 

Otwarty konflikt zaczął się, gdy Kozyra postanowił zwolnić didżeja, który współtworzył rozgłośnię. Dziennikarze stanęli w jego obronie, ale to nie pomogło. Zaczęły wybuchać kolejne konflikty, aż w końcu dziennikarze zaczęli składać wypowiedzenia. Największe gwiazdy, które od dziesięciu lat pracowały w stacji, i ci, którzy przyszli tam kilka lat temu. Razem 28 osób. W liście, jaki skierowali w piątek do właścicieli stacji, postawili jeden warunek - Kozyra musi odejść.

Prezes przeprasza  i zwalnia

"Nie negujemy prawa zarządu do określania strategii i celów programowych. Nie możemy jednak akceptować sposobu realizacji tej strategii, polegającego na przedmiotowym traktowaniu dziennikarzy, którzy gwarantują Radiu Zet jego poziom, niezależność i pozycję na rynku mediów" - napisali odchodzący. 

- To my stworzyliśmy to radio i jego markę. Dlatego uważamy, że mieliśmy prawo zaprotestować, bo dziś o wszystkim decydują sympatie i antypatie prezesa. On mówi: "Zet jak zmiany". My odpowiadamy na to: "Zet jak zasady"- mówi jeden z dziennikarzy.

Odchodzący podkreślają, że to nie zmiany, jakim podlega radio, są przyczyną ich protestu. - Doskonale zdajemy sobie sprawę, że to przedsięwzięcie, które musi na siebie zarabiać. Akceptujemy, że w radiu musi być szef, ale powinien mieć  autorytet. I powinien szanować pracowników. 

Kozyra odpowiada na to: - Nie jest moim celem przedmiotowe traktowanie dziennikarzy. Każdy ma prawo do błędu, szczególnie gdy kieruje zespołem tak wybitnych osobowości. Ale z tego powodu nie można przekreślić człowieka w taki sposób, w jaki robią to dziś dziennikarze Radia Zet. Tym bardziej że jeszcze niedawno publicznie deklarowali oni, iż Radio Zet to wyjątkowe miejsce pracy.

- Wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci moimi decyzjami lub sposobem ich podejmowania, przepraszam. Ale nie mogę zaakceptować publicznego sposobu załatwiania tej sprawy - mówił prezes w miniony piątek. 

Tego samego dnia podpisał wypowiedzenia pierwszych siedmiu dziennikarzy, m.in. Krzysztofa Skowrońskiego, Andrzeja Morozowskiego i szefowej serwisów informacyjnych Pauliny Stolarek. - Nie odbije się to na finansowej sytuacji radia, bo będziemy starali się zapewnić słuchaczom równie dobrych dziennikarzy i równie dobry program - uważa Kozyra. Równocześnie namawia pozostałych dziennikarzy, by pozostali w radiu. 

- Przyczyną konfliktu części pracowników nie są sprawy finansowe, polityczne, merytoryczne, a jedynie spór personalny. Nie ma więc wiele o czym rozmawiać. Bo ja nie wyobrażam sobie, by pracownicy sami wybierali sobie prezesa. To nie była i nie jest spółka pracownicza - mówi prezes EuroZetu Sławomir Suss.





