POGOŃ SZCZECIN

Dzisiaj Rada Miasta ma podjąć strategiczne decyzje o dalszej współpracy z Sabrim Bekdasem

Gra o hipermarket

Gdy Rada Miasta zastanawiała się nad wprowadzeniem zakazu budowy wielkich sklepów, przed Urzędem Miejskim spotkały się dwie kontrmanifestacje: z jednej strony kupców wspomaganych przez mieszkańców Pogodna i działkowców, a z drugiej zagorzałych kibiców Pogoni.

FOT. MACIEJ PIĄSTA

MICHAŁ STANKIEWICZ

Chyba żadne wybory polityczne, lot szczecińskich kosmonautów na Marsa,  a nawet pokonanie przez Pogoń Realu Madryt nie wzbudziłyby takich emocji, jakie towarzyszą w Szczecinie planom tureckiego biznesmena Sabriego Bekdasa, który chce zagospodarować tereny wokół miejskiego stadionu.

- Wstrzymuję finansowanie klubu, miasto nie wywiązuje się z umów - ogłosił tuż po zakończeniu rundy jesiennej zniecierpliwiony Sabri Bekdas, który od roku utrzymuje szczecińską Pogoń, lidera piłkarskiej I ligi. - To szantaż, widocznie Bekdasowi skończyły się pieniądze - odpowiadał mu za pośrednictwem mediów prezydent Szczecina Marek Koćmiel.

Od roku szczecińską opinię publiczną elektryzują wciąż nowe wiadomości z pola walki pomiędzy zwolennikami tureckiego inwestora i przeciwnikami proponowanej przez niego koncepcji zabudowy terenów wokół stadionu. Zasady rozgrywki są proste: turecki inwestor ponagla władze miasta, które nie radzą sobie ze sprawnym przekazywaniem wcześniej obiecanych gruntów. Bekdas co pewien czas wspomina o możliwości wycofania pieniędzy z Pogoni. Trwożą się wtedy działacze sportowi, złe wieści szarpią nerwy kibiców, a dziennikarze mają pełne ręce roboty.

Miłe złego początki

Początek był obiecujący. W listopadzie ubiegłego roku w Urzędzie Miejskim w Szczecinie władze miasta uroczyście podpisały umowę wstępną o zawiązaniu Sportowej Spółki Akcyjnej Pogoń. Dwa miesiące później, w dniu podpisania aktu notarialnego, spółka stała się faktem. Jej głównym udziałowcem była spółka Mat Trade należąca do Sabriego Bekdasa. Udziały otrzymały także Stowarzyszenie Sportowe Pogoń oraz gmina Szczecin.

Sympatycy piłki nożnej świętowali. Powody do zadowolenia miały też władze miasta. Trudno się dziwić - problem, jak utrzymać pierwszoligową Pogoń, piłkarską chlubę miasta i regionu, został prawie rozwiązany. Miasto od kilku lat poszukiwało inwestora. Propozycje składały różne firmy. Większość rozmów z różnych względów kończyła się fiaskiem. Przez pewien czas Pogonią interesował się Stanisław P., uchodzący za niezwykle bogatego mieszkańca jednej z podszczecińskich miejscowości, który - jak się później okazało - był zamieszany w największą w Polsce aferę z wyłudzaniem podatku VAT.

A co skłoniło Bekdasa do zainwestowania w Pogoń? Przede wszystkim propozycja pozyskania wielce atrakcyjnych gruntów położonych wokół stadionu, ulokowanego na Pogodnie, w jednej z najdroższych dzielnic willowych Szczecina. Inwestor mógłby tam wznieść obiekty sportowe, rekreacyjne i handlowe. Zarząd zaproponował dzierżawę nie tylko 8,5 ha gruntów użytkowanych obecnie przez Pogoń, ale również 10 ha pobliskich ogródków działkowych. Te plany gwarantują tureckiemu biznesmenowi, że nie pozostanie jedynie sportowym filantropem pomagającym z dobrego serca biednemu klubowi, ale osiągnie również konkretne zyski. Te ma zapewnić przede wszystkim hipermarket, jako część całego kompleksu.

Działki i wille

Plany zabudowy terenów wokół stadionu Pogoni wywołały jednak popłoch wśród mieszkańców Pogodna, byłej niemieckiej dzielnicy o charakterze willowo-parkowym. Sporą jej część zajmują pojedyncze domy, ogródki, wąskie uliczki, niekiedy brukowane, oraz skwerki i alejki. Obszar, na którym miałby powstać m.in. hipermarket, w planie zagospodarowania przestrzennego figuruje jako teren rekreacyjny, przylegający jednym bokiem do śródmieścia. Plany budowy kompleksu obiektów z dojazdami o dużej przepustowości wzbudziły sprzeciw nie tylko okolicznych mieszkańców, ale i sporej rzeszy sympatyków dawnego układu miasta. Tym bardziej że społeczności lokalnej stosunkowo niedawno udało się wywalczyć likwidację ogromnej giełdy samochodowej działającej co weekend na terenie Pogoni.

Do protestów mieszkańców przyłączyli się też użytkownicy ogródków działkowych, przeznaczonych do likwidacji w związku z inwestycją: - Właściciele, starsi ludzie, nie chcą się przenosić. To są działki pokoleniowe, ludzie są przyzwyczajeni do ziemi. Obawiają się zmian. Nie chcą od nowa sadzić drzew, budować altanek - mówi Edward Grabowski, sekretarz Okręgowego Zarządu Polskiego Związku Działkowców. - W tym miejscu jest 190 działek i mniej więcej tyle osób wraz z rodzinami napisało protest. A my mamy obowiązek bronić działkowców.

Przed władzami miasta stanęło więc trudne zadanie przekonania do inwestycji mieszkańców Pogodna, usunięcia działkowców, a potem doprowadzenia do zmiany planu zagospodarowania przestrzennego. Przeszkody zaczęły się jednak mnożyć.

Ultimatum  po raz pierwszy

Pod koniec maja, a więc pół roku po założeniu spółki, zniecierpliwiony i zaniepokojony Sabri Bekdas po raz pierwszy publicznie postawił miastu ultimatum: - Albo zagwarantujecie mi działki, albo wycofuję pieniądze z Pogoni - oświadczył władzom miasta i dał im dwutygodniowy termin na załatwienie sprawy, wywołując popłoch wśród sympatyków klubu. Problem dotyczył zbyt wolnego - według niego - przekazywania obiecanych terenów pod inwestycje. Chodziło oczywiście o nieszczęsne ogródki działkowe.

- Pan prezes stawia sprawę jasno. Cała inwestycja musi być zaplanowana jako całość i wszystkie działki muszą być przekazane jednocześnie. Inwestycja będzie prowadzona w sposób rozsądny, zaplanowany, szybki i oszczędny, jeśli budowa będzie realizowana kompleksowo - mówi Bartłomiej Sochański, pełnomocnik SSA Pogoń. - Nie wyobrażamy sobie, by powstał jakiś jeden obiekt, później długo nic i potem następny. Wszystkie obiekty mają sobie służyć nawzajem.

Wszyscy pod urząd

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Bekdas postawił swoje pierwsze ultimatum, przeciwnicy inwestycji otrzymali wsparcie od kupców miejskich protestujących przeciw budowie hipermarketów w centrum miasta, m.in. obiektu Bekdasa. Kiedy Rada Miasta zastanawiała się nad wydaniem zakazu budowy wielkich sklepów, przed Urzędem Miejskim spotkały się dwie kontrmanifestacje: z jednej strony kupców wspomaganych przez mieszkańców Pogodna i działkowców, a z drugiej zagorzałych kibiców Pogoni. Ci ostatni, ubrani w barwy ukochanego klubu, zawiesili transparenty z napisem: "Pogoń naszym życiem", ustawili bębny używane podczas imprez piłkarskich i w ich rytm wznosili okrzyki.

- Do roboty! - wołała kilkusetosobowa rzesza w większości młodych mężczyzn do protestujących kupców.

- Nie jesteśmy przeciw Pogoni, ale chcemy pracy! - odpowiadali kupcy kibicom.

Ostatecznie Rada Miejska zastosowała rozwiązanie pośrednie - hipermarkety w mieście tak, ale jako wielopoziomowe centra handlowe i tylko w specjalnych strefach. Pogodno znalazło się wśród stref zakazanych, lecz uchwała może wejść w życie dopiero po zmianie planu zagospodarowania przestrzennego. Tak więc nie wstrzymano budowy hipermarketu na terenach Pogoni.

Kontrowersje

Mimo że majowa awantura zakończyła się porozumieniem, w myśl którego miasto zobowiązało się do przekazania zagwarantowanych spółce aktem notarialnym gruntów spornych do końca czerwca 2001 roku, kupcy nie dali za wygraną. Kontrowersje wzbudził jedenasty punkt owego porozumienia, zgodnie z którym miasto zobowiązuje się, że jeśli inwestor zasadnie uzna, iż realizacja porozumienia jest zagrożona, to Zarząd Miasta wystąpi do Rady Miasta o bezprzetargowe zbycie terenu Pogoni, ale bez ogródków działkowych. Jeśli Rada Miasta nie wyrazi na to zgody, spółka dalej będzie dzierżawić grunty, a co więcej - będzie już mogła na nich postawić dowolne obiekty.

W tej sytuacji prokuratura po złożeniu przez kupców zawiadomienia o przestępstwie wszczęła śledztwo. Zarzut kupców brzmi: przekroczenie uprawnień przez zarząd i pogwałcenie interesów majątkowych miasta.

- Kupcy złożyli wniosek, ale pani prokurator ma problem ze stwierdzeniem, o co w nim chodzi, bo ja na przykład nie mogłem się od niej dowiedzieć, jakie są zarzuty - komentuje prezydent Koćmiel. - Cała treść punktu jedenastego jest zależna od pierwszego zdania, które mówi o uznaniu za zasadne zagrożenia niewykonania porozumienia. A do tego nie dojdzie, ponieważ na sesji w dniu 18 grudnia na porządku dziennym stają dwie uchwały: jedna o zmianach w planie zagospodarowania przestrzennego terenów okołostadionowych i druga o zgodzie Rady na dzierżawę terenów działkowych. Czyli 18 grudnia wieczorem prawdopodobnie, bo takie jest działanie Zarządu i Komisji Rady Miasta oraz większości w Radzie Miasta, będziemy mieli sytuację, w której nie ma zastosowania punkt jedenasty.

Drugie ultimatum  Bekdasa

W listopadzie wybuchła kolejna awantura. SSA Pogoń wydała decyzję o wstrzymaniu finansowania klubu. Na łamach prasy lokalnej Bekdas rozważał nawet wycofanie się ze Szczecina. Powód - ten sam co poprzednio - zbyt wolne działania władz miasta przy przekazaniu gruntów spółce. Wiadomość znów zatrwożyła kibiców klubu i działaczy sportowych. Lokalne media zaatakowały zarząd za opieszałość. Władze miasta poczuły się szantażowane.

- To jest szantaż. Nie boję się użyć tego określenia - mówi prezydent. - I na to są dwie teorie. Jedna, że Sabri Bekdas ma złych doradców, druga, że stało się coś, o czym nie wiemy, mianowicie, że są jakieś problemy finansowe - komentuje prezydent i dodaje: - Rozumiem zdenerwowanie pana Bekdasa, wiem, że utrzymanie drużyny pierwszoligowej kosztuje, i widzę, że to wytrawny gracz, bo nie przypadkiem zaczął mówić o zaprzestaniu finansowania, kiedy to niczym nie groziło, ponieważ skończył się sezon piłkarski. To była także gra medialna, w którą myśmy nie dali się wpuścić jako Zarząd Miasta, natomiast uczuliło nas to, że pan Bekdas może jeszcze kiedyś zmienić zdanie, i dlatego na pewno będziemy bardzo ostrożni i bardzo wyczuleni na wszystkie zapisy w umowie dzierżawy.

- Spółka Mat Trade postanowiła wstrzymać finansowanie, uzasadniając to niewykonywaniem świadczenia wzajemnego przez drugiego akcjonariusza, czyli miasto Szczecin - odpowiada Bartłomiej Sochański. - Strony umówiły się, że miasto przeniesie na spółkę na korzystnych warunkach trzydziestoletnią dzierżawę gruntu wokół stadionu i umożliwi inwestowanie. To się do dzisiaj nie stało. Włożyliśmy w tę spółkę 16,5 mln zł, przy czym 12,5 mln to żywa gotówka z Mat Trade, a 4 mln zł kredyt zaciągnięty pod gwarancje przedsiębiorstw grupy kapitałowej pana Bekdasa.

Kolejna awantura skończyła się kolejnymi negocjacjami.

Zadecydują radni

Dzisiaj Rada Miasta ma podjąć strategiczne decyzje o dalszej współpracy z Sabrim Bekdasem. Jedną o tym, czy przekazać spółce tereny w trzydziestoletnią dzierżawę, i drugą, czy zmienić plan zagospodarowania przestrzennego. Na razie władzom udało się dogadać z działkowcami, którym zaproponowały w zamian za ogródki przy Pogoni obszar na Wyspie Puckiej o powierzchni 35 ha. Pojawiły się jednak nowe obawy.

- Radni tworzą rozmaite teorie, które znajdują posłuch. Mówi się o tym, że Sabri Bekdas zamierza wybudować sklep i nic więcej go nie interesuje. To nieprawda, a jeżeli chodzi o gwarancję, to jest cała koncepcja uzgodniona między stronami. Mniej niż 40 procent powierzchni ma być przeznaczonych na handel, więcej niż 60 procent na rekreację - zapewnia Sochański.

- To jest też moja troska, będę chciał, żeby po inwestycji komercyjnej była inwestycja sportowa, dlatego prawdziwa umowa, warunki, harmonogram rzeczowy i czasowy będą główną treścią umowy dzierżawy trzydziestoletniej - mówi prezydent Koćmiel. - Chcemy, by zostały spisane bardzo szczegółowe terminarze, jaka inwestycja i kiedy będzie realizowana włącznie do ostatniej, bo głównym interesem miasta jest wybudowanie tam centrum sportowo-rekreacyjnego, a inwestor nie ukrywa, że dla niego najważniejszy jest ośrodek handlowy.

Wstrzymuję finansowanie klubu, miasto nie wywiązuje się z umów - ogłosił tuż po zakończeniu rundy jesiennej zniecierpliwiony Sabri Bekdas,  turecki biznesmen, który od roku utrzymuje szczecińską Pogoń, lidera piłkarskiej I ligi.  - To szantaż, widocznie Bekdasowi skończyły się pieniądze - odpowiadał mu za pośrednictwem mediów prezydent Szczecina Marek Koćmiel.


