Ministerstwo Skarbu Państwa zorganizowało maraton zgromadzeń akcjonariuszy

Drugie rozdanie stanowisk

RYS. PAWEŁ GAŁKA 

W środę na zgromadzeniu akcjonariuszy PKN Orlen Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) próbowało zmienić radę nadzorczą, by uzyskać pełną kontrolę nad tą - wydawałoby się - już sprywatyzowaną firmą. W poniedziałek MSP zdobyło większość w radzie nadzorczej PZU, łamiąc porozumienie z zagranicznym inwestorem w tej firmie. Również w wielu innych firmach, w których państwo ma udziały, na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy wybierane są nowe rady nadzorcze. Może to mieć związek z finansowaniem przyszłych wyborów parlamentarnych.

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że rady nadzorcze w firmach, w których państwo ma udziały, są wymieniane w rytm wyborów parlamentarnych. Ostatnio wyborów nie było, a mimo to jesteśmy świadkami masowej wymiany przedstawicieli skarbu państwa. Jak się wydaje, zmiany te są spowodowane przygotowaniami do tegorocznych wyborów parlamentarnych oraz chęcią zapewnienia uposażeń członkom rządzących partii.

Niestety, zmiany te dotyczą również spółek, w których skarb państwa nie jest już jedynym, a czasami nawet nie dominującym, akcjonariuszem. Zdarzają się przypadki ewidentnego naruszania praw mniejszościowych akcjonariuszy. Ministerstwo dąży też do przejęcia władzy nad spółkami, w których państwo nie ma bezpośrednich udziałów.

Do niedawna stanowiska w radach nadzorczych traktowano przede wszystkim jako uzupełnienie pensji urzędników. Dzisiaj podstawowym wyznacznikiem do pełnienia tych funkcji wydaje się przynależność partyjna. 

Nastąpiła też drastyczna zmiana postrzegania skarbu państwa jako akcjonariusza w spółkach, w których nie ma on większości głosów. Do tej pory Ministerstwo Skarbu Państwa było traktowane jako neutralny akcjonariusz broniący tylko interesu państwa. Teraz trudno o racjonalne wytłumaczenie niektórych jego posunięć.

Kluczowe PZU

Na początku tego tygodnia na zgromadzeniu akcjonariuszy PZU Ministerstwo Skarbu Państwa powołało nową radę nadzorczą, która z kolei wyłoniła nowy zarząd firmy. Oznaczało to zerwanie umowy prywatyzacyjnej podpisanej z konsorcjum, w skład którego wchodzi BIG Bank Gdański oraz międzynarodowa firma ubezpieczeniowa Eureko. Konsekwencją tego będzie spór międzynarodowy, który na pewno nie poprawi wizerunku Polski za granicą.

Ministerstwo twierdzi, że musiało się zdecydować na taki krok, bo umowa prywatyzacyjna dawała mu mniej władzy nad PZU, niż wynikałoby to z posiadania 56-proc. pakietu akcji. Ale właściwie można odnieść wrażenie, że wojna o kontrolę nad PZU w rzeczywistości jest bitwą o PZU Życie (w 99,9 proc. należy do PZU).

Ministerstwo proponowało na pewnym etapie konfliktu, by konsorcjum Eureko-BIG Bank Gdański zachowało władzę nad PZU, ale pozostawiło bez zmian nieprzychylne sobie kierownictwo PZU Życie z prezesem Grzegorzem Wieczerzakiem. Konsorcjum nie chciało się na to zgodzić. Argumentowało, że za przeszło 3 mld zł kupiło 1/3 akcji całej grupy, a nie tylko samo PZU, którego wartość bez spółki ubezpieczeń na życie oraz kontrolowanego przez nią towarzystwa emerytalnego była o przeszło połowę niższa. Ministerstwo - po odrzuceniu, jego zdaniem, ugodowej propozycji - przystąpiło do siłowego rozwiązania konfliktu łamiąc umowę prywatyzacyjną i statut spółki, narażając Polskę na utratę prestiżu i mniejsze wpływy budżetowe.

Wierny sojusznik

Dlaczego więc ministerstwo uznało, że warto dla PZU Życie ryzykować międzynarodowy skandal. Wiele wskazuje na to, że o dużym znaczeniu tej spółki decyduje rola, jaką odgrywa ona na polskim rynku kapitałowym. Towarzystwa ubezpieczeń życiowych lokują na rynku składki swoich klientów (w akcje, papiery skarbowe) i bardzo dobrze nadają się na sojusznika w operacjach na rynku kapitałowym.

Tę rolę grupa PZU zaczęła pełnić jeszcze przed sprzedażą jej akcji konsorcjum. Na początku ubiegłego roku PZU, zgodnie z polityką Ministerstwa Skarbu Państwa przesądziło o sprzedaży Citibankowi kontrolnego pakietu akcji Banku Handlowego. Odrzucono wtedy wartą kilkadziesiąt milionów złotych więcej ofertę Commerzbanku.

Wojna o fundusze

Już w tym roku grupa PZU wraz z MSP przystąpiła do walki o kontrolę nad trzema narodowymi funduszami inwestycyjnymi (wcześniej kontrolowanymi przez grupę Capital Everest). Dotychczasowi akcjonariusze funduszy byli całkowicie zaskoczeni zaangażowaniem ministerstwa wspierającego PZU. Do tej pory resort nie mieszał się do kłótni między akcjonariuszami NFI. Pilnował jedynie, by nie umniejszano jego pozycji, np. poprzez podniesienie kapitału akcyjnego, w efekcie czego malałby udział skarbu państwa.

Atak Ministerstwa Skarbu Państwa i PZU zakończył się połowicznym sukcesem. Tylko w zaatakowanym w pierwszej kolejności NFI Foksal udało się wybrać nową radę, która powołała kierownictwo funduszu popierane przez PZU Życie. Atak na Zachodni NFI odparto.

Najciekawsza sytuacja wystąpiła w VII NFI. Tam, ze względów proceduralnych, zdecydowano o pozbawieniu prawa głosu przedstawiciela Ministerstwa Skarbu Państwa i wybrano radę nadzorczą kontrolowaną przez dotychczasowych akcjonariuszy. Jednak ministerstwo podało do protokołu zgromadzenia własne informacje (tak jakby głosowało). Na podstawie tych informacji sąd zarejestrował inny skład rady, niż podano w protokole. W efekcie, fundusz ma dwie rady i dwa zarządy.

Ministerstwo twierdzi, że porzuciło neutralność, bo akcjonariusze kontrolujący wcześniej fundusz nie interesowali się restrukturyzacją tzw. spółek parterowych, dbając tylko o bieżące zyski. Nietrudno jednak zauważyć, że nie ma specjalnych różnic w strategii realizowanej przez zaatakowane fundusze i inne działające na polskim rynku. Dlatego bardziej przekonująca jest teza, że ministerstwu zależy na wprowadzeniu swoich ludzi do rad nadzorczych firm kontrolowanych przez NFI. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że w końcu ubiegłego roku we wszystkich firmach kontrolowanych przez fundusze, będące pod wpływem grupy PZU, zwołano walne zgromadzenia akcjonariuszy. W porządku obrad zazwyczaj znajduje się tylko jeden punkt - zmiany w radzie nadzorczej.

Niespodziewany atak

W końcu grudnia ubiegłego roku odbyło się walne zgromadzenie akcjonariuszy KGHM. Miało ono przeprowadzić zmiany w radzie nadzorczej. Spodziewano się, że chodzi tylko o zamianę jednego z członków rady - Jerzego Zdrzałki, prezesa PZU, który utracił zaufanie Ministerstwa Skarbu Państwa. Ostatecznie wymieniono jednak 6 z 9 osób, wyrzucając z rady m.in. przedstawiciela banku depozytariusza GDR. Podobnie jak w PZU, teoretycznie zrobiono to na wniosek drobnego akcjonariusza, tyle że uzyskał on poparcie skarbu państwa.

Podobny przebieg miało zgromadzenie akcjonariuszy PKN Orlen. Państwo usiłowało przejąć kontrolę nad tą spółką - też przy współdziałaniu PZU. Atak był całkowitym zaskoczeniem. W porządku obrad były zapisane zmiany w radzie nadzorczej, ale wydawało się to naturalne, skoro jeden z członków złożył rezygnację. Mało kto spodziewał się, że ministerstwo będzie chciało przejąć kontrolę nad spółką, a tym bardziej że będzie usiłowało odwołać z rady przedstawiciela inwestorów zagranicznych. Ostatecznie zgodzono się na kandydaturę reprezentanta Templetona, który wcześniej nie raz współpracował z PZU.

Przejęcie kontroli na KGHM i PKN Orlen pozwoli zdobyć władzę nad Polkomtelem. Państwo nie ma w nim bezpośrednio udziałów, ale dwaj inni akcjonariusze są spółkami skarbu państwa. Przez te spółki i poprzez wymienione wcześniej firmy państwo kontroluje przeszło 60 proc. akcji Polkomtelu.

Państwo we współdziałaniu z PZU Życie próbowało odwołać również zarząd Polskiego Towarzystwa Reasekuracyjnego. Jednak ze względu na chwilowe sukcesy konsorcjum Eureko-BIG BG w bitwie o PZU (brakowało w związku z tym większości na WZA) nie udało się osiągnąć tego celu.

Kierownictwo Ministerstwa Skarbu Państwa wymienia rady nadzorcze także w spółkach, w których jest jedynym akcjonariuszem. W październiku ubiegłego roku zmieniono prawie całą radę nadzorczą PKO BP (z 9-osobowej rady odwołano 6 członków). Miesiąc wcześniej resort wymienił 5 z 11 członków rady nadzorczej Ruch SA.

Dla pieniędzy i kariery

Niepotwierdzone informacje o tym, że PKN Orlen finansował kampanię wyborczą Mariana Krzaklewskiego, mogą być wskazówką do wyjaśnienia przyczyny wszystkich tych posunięć MSP. Warto zwrócić uwagę, że wśród firm, które wymieniliśmy, znajdują się spółki dysponujące olbrzymimi środkami i wielkimi funduszami promocyjnymi. Dlatego hipoteza, że zmiany w radach nadzorczych wynikają z chęci zdobycia środków na zbliżającą się kampanię wyborczą, jest bardzo prawdopodobna.

Ale warto też zwrócić uwagę na zmiany w radach nadzorczych mniejszych spółek. Do nowych rad ministerstwo często desygnuje ludzi według niejasnego klucza. Część z nich pochodzi z Nowego Sącza, miasta, w którym minister Andrzej Chronowski został wybrany na senatora.

W PKO BP do rady powołano wicedyrektora nowosądeckiego oddziału Kredyt Banku. Dowiedział się o tej nominacji z "Rzeczpospolitej". Następnego dnia Ministerstwo Skarbu Państwa zwołało kolejne walne zgromadzenie i odwołało go z rady. Świadczy to o pośpiesznym zdobywaniu stanowisk dla ludzi powiązanych z kierownictwem partii i o braku jasnej polityki personalnej. Wydaje się, że kierownictwo MSP chce zapewnić dobrze płatne dodatkowe zajęcie swoim poplecznikom. Wprawdzie należy się liczyć z tym, że po wyborach ludzie ci stracą stanowiska, ale do tego czasu minie kilka miesięcy.

Paweł Jabłoński


