W oczach mieszkańców Unii Europejskiej

Polak lepszy od Polski

RYS. PAWEŁ GAŁKA

EDMUND SZOT

Polak jest w świecie postrzegany lepiej  niż Polska - wynika  z wyników badania przeprowadzonego  na użytek naszego Instytutu Spraw Publicznych w pięciu krajach Unii Europejskiej. To mniej więcej tak, jak byśmy komuś powiedzieli: jesteś sympatyczny, ale  w domu masz bałagan  i wolelibyśmy cię  nie odwiedzać. A u nas możesz bywać kiedy chcesz, jeśli tylko  nie będziesz przychodził pijany i trochę się ogarniesz. I jeszcze jedno: nie próbuj nas przypadkiem "nawracać".

Dlaczego sympatyczny mieszkaniec kraju między Bugiem a Odrą nie potrafi posprzątać w swoim domu? Dlaczego znalezienie w nim czegokolwiek (załatwienie jakiejkolwiek sprawy) zajmuje tyle czasu, a niekiedy jest niemożliwe, jeśli niektórym domownikom nie wręczy się bakszyszu? Dlaczego ten tak pracowity facet nie potrafi u siebie zarobić tyle, by starczało mu na jedzenie, ubranie, dom i samochód, na urlop w Alpach i na kształcenie dzieci?

Odpowiedź rysuje się prosta: bo jego kraj jest źle rządzony. Winę za to, że w Polsce jest tak, jak jest, ponoszą nie szeregowi obywatele, ale rządząca nimi skorumpowana i niekompetentna oligarchia. W tym kraju nie funkcjonują właściwe mechanizmy wyłaniania wartościowych elit, a te już wyłonione - nawet jeśli były przedtem uczciwe - łatwo się demoralizują.

Koligacje i deklamacje

Wielkie szkody wyrządza Polsce m.in. to, że życie społeczne zostało do granic absurdu upolitycznione, że w niektórych państwowych instytucjach nawet sprzątaczka musi się wywodzić z szeregów rządzącej koalicji. Nie jest to zresztą nic nowego.

"Człowiek utalentowany sam sobie wystarczy, ale żaden rząd, żaden naród bez ludzi prawdziwie zdatnych nie obstoi - pisał Hugo Kołłątaj. - Nieszczęśliwy to kraj, gdzie dla człowieka nie dosyć być zdatnym, gdzie za okrzykiem opinii nieuk na uwielbienie zasługuje, a utalentowany intrygi stać się musi ofiarą. (...) O tę wadę obwiniani jesteśmy Polacy, iż się do wszystkich urzędów i posług za zdolnymi sądziemy. (...) Dobierając ludzi, uważamy naprzód, kto jakiej partyi przychylnym będzie, kto pensyi do urzędu przywiązanej potrzebuje. Zdatność jest u nas rzeczą na ostatku uważaną albo wcale zapomnianą". Słowa jakże do dzisiaj aktualne!

Drugim z kardynalnych grzechów życia naszego społecznego jest uleganie magii uroczystych słów. "Możesz kpem być i cymbałem, możesz dureń być siarczysty, byleś z mocą i zapałem kraj miłował macierzysty" - zauważył przed laty Adam Asnyk. Dziś też patriotyczna deklamacja jest wciąż w wyższej cenie od siermiężnej racji, zwłaszcza wtedy, gdy ta ostatnia niezbyt jest rodakowi miła. Deklamatorzy zawsze cieszyli się w Polsce większą estymą, niż ludzie obdarzeni rzeczywistym talentem. Pieśni śpiewano o Józefie Chłopickim, a nie o dużo zdolniejszym generale Ignacym Prądzyńskim. Od lat najwyższym uznaniem cieszy się w Polsce bitny, ale mało w sumie udany dowódca Kościuszko, gdy o znacznie odeń zdolniejszych wodzach: generale Henryku Dąbrowskim czy księciu Józefie Poniatowskim pamięć jest o wiele mniej uroczysta.

"Dlatego to każdy upadek podobnej gwiazdy roztapia od razu łączący nas cement, ogół rozkłada się w cząstki. (...) Nie przegrana pod Maciejowicami, ale wzięcie Kościuszki, pomimo że on nie miał znakomitych zdolności wodza, zadało raz śmiertelny owczasowej sprawie" - wywnioskował Aleksander Fredro. Gdy przegrał prezydenckie wybory zdolny przywódca związkowy, niektórzy odczuli to jako "koniec świata". Oczywiście, ich świata: wielkości nadmuchanych przez media.

Zacofany kraj  młodego duchem narodu

Nie dziwi, że Polska jest postrzegana jako kraj skrzywdzony przez historię, biedny, nieszczęśliwy, cierpiący. Cierpiący także z powodu zimna, jako że ankietowani lokują nas, widać, gdzieś koło Syberii. Wielu pytanych o to obywateli UE nie wie, że w Polsce istnieje system parlamentarny, że funkcjonuje u nas gospodarka rynkowa i że przestrzegane są swobody obywatelskie i prawa mniejszości. Na ogół nie dowierza się też temu, że w Polsce szybciej niż w krajach UE rośnie produkt krajowy brutto. Wie się natomiast, że istnieje w Polsce ogromna biurokracja, że panuje korupcja oraz że Kościół katolicki ma u nas zbyt duże wpływy.

Ogólna ocena Polski widzianej oczami cudzoziemców da się streścić jednym słowem: jest to kraj "zacofany". Na tym tle Polak przedstawia się o wiele korzystniej: religijny (to zresztą uważane jest jako pewnego rodzaju "obciążenie"), pracowity, zdyscyplinowany(!), uczciwy (tak uważają przede wszystkim Francuzi, gdyż zdaniem większości Niemców Polak jest raczej nieuczciwy), odpowiedzialny i tolerancyjny. No, może trochę nadużywający alkoholu i cokolwiek też, niestety, podobnie jak jego kraj, "zacofany".

Z faktu, że Polskę widzi się mimo wszystko jako bliskiego już członka Unii Europejskiej wynikałoby, iż dominuje przeświadczenie, że trapiące nasz kraj plagi da się z czasem z pomocą Brukseli wyeliminować lub przynajmniej ograniczyć, a sami Polacy wniosą do UE coś nowego i pożytecznego. Spontaniczność, fantazję, kreatywność, życzliwość dla innych itp. sympatyczne cechy, które są pożądane pod każdą szerokością geograficzną. Wydaje się, że stara Europa tęskni też za jeszcze jedną cechą Polaków, mianowicie za ich infantylizmem, czyli nieodłącznym atrybutem narodów młodych duchem.

Przywódca z importu

W opinii, że Polacy są narodem niezdolnym do wyłaniania wartościowych elit czai się też istotne niebezpieczeństwo: przekonanie, iż widocznie takich elit u nas nie ma! A zatem trzeba je importować. W historii mieliśmy importowane dynastie Jagiellonów, Wazów, Sasów, o krótkotrwałym incydencie z Henrykiem Walezym nie wspominając. Te nabytki miały różną wartość. Sprawdzili się Jagiellonowie, wielce udanym królem był też siedmiogrodzki książę Stefan Batory. Ale już takiego Zygmunta III Wazę, bigota i lubieżnika, mogliśmy wyhodować sobie w jakimkolwiek bądź polskim grajdole.

"Najdzielniejsi z dzielnych, często przewodzeni przez najpodlejszych z podłych" - mówił o Polakach Winston Churchill. Podłość górnych warstw, ich samowola była w Polsce tak wielka, że niektórzy nawet taką klęskę jak rozbiory traktowali jako ratunek dla siebie.

Objawy samowoli nie mogą już dziś przybierać takich form jak w końcu XVIII wieku. Czy jednak np. obecne niedofinansowanie samorządów lokalnych nie wynika z przeświadczenia centralnej władzy, że ona "wie lepiej"?

Dlatego w Polsce nie było dotąd większych sprzeciwów wobec "wyprzedawania narodowego majątku w obce ręce". Większość społeczeństwa rozumie, że obecnie są to pojęcia cokolwiek zwietrzałe. Natomiast obce (narodowo) kierownictwo przedsiębiorstwa może się okazać w sumie korzystniejsze niż władztwo rodzimej kliki. Nie pociąga natomiast za sobą groźby wynarodowienia czy uzależnienia od obcych.

Jeden z francuskich polityków dokonawszy kiedyś wysokiej oceny patriotyzmu i poświęcenia Joanny d'Arc zauważył po cichu: "swoją drogą, to ja nie bardzo rozumiem, po co tak zaciekle walczyła ona z tymi Anglikami. Przecież za sto lat i tak byliby oni Francuzami". -


