Polemika Marginalizacja prawicy tradycyjnej, skupionej głównie w AWS, nie byłaby dobra

Dowód przydatności

RYS. KAROL B. BRZOZOWSKI

PIOTR ZAREMBA

Zgadzam się z Januszem Majcherkiem ("Rz" 5.02.2001) - powstanie i pierwsze sondażowe sukcesy Platformy Obywatelskiej to sygnał nastrojów społecznych lekceważonych przez polityków prawej  i centrowej części polskiej sceny politycznej. Czy jednak jest to klasyczny bunt klasy średniej, rewolta podatników? Sprawa jest chyba bardziej skomplikowana.

Musi być bardziej skomplikowana, skoro obraz innych ugrupowań jawi się w tekście Majcherka jako co najmniej uproszczony. Gdy czytam, że "na prawicy dekomunizacja, lustracja i rozliczenia z przeszłością ciągle stanowią temat dyskusji i motywy politycznych rozgrywek", mogę się tylko dziwić, o jakich dyskusjach i rozgrywkach autor pisze.

Demony lustracji i etatyzmu

Toczą się procedury lustracyjne, zaczął się proces udostępniania teczek, ale politycy mają z tym niewiele do czynienia (chyba że za głębokimi kulisami), a wrzawę podnoszą przede wszystkim oponenci rozliczeń, z "Gazetą Wyborczą" na czele.

AWS nie prowadzi wokół rozliczeń komunistycznej przeszłości żadnej politycznej kampanii (w walce o prezydenturę Marian Krzaklewski ledwie o tym wspominał). Zarazem gwoli uczciwości warto przypomnieć i to, że najwięcej o lustracji i dekomunizacji mówiono w uwieńczonej sukcesem kampanii parlamentarnej 1997 roku. Nie zaowocowało to odwróceniem się wyborców - przeciwnie. Tyle że remanenty przeszłości miały być częścią szerszego projektu uzdrowienia państwa. I w niepowodzeniu czy zaniechaniu tego projektu upatrywałbym jednego z istotnych powodów porażek sondażowych formacji Krzaklewskiego i Buzka.

Tak samo jak współczesna AWS nie jest obsesyjnie antykomunistyczna (ani fundamentalistyczna w sprawach religijnych i obyczajowych, o co też ją czasem komentatorzy i przeciwnicy pomawiają), tak samo uproszczeniem wydaje się charakterystyka tej formacji jako "uwikłanej w interesy archaicznej klasy robotniczej z zacofanych dziedzin przemysłu".

Na jedne decyzje związkowy segment AWS miał wpływ większy, na inne wszakże minimalny. Warto przypomnieć, że reformy podjęte przez rząd Buzka odznaczały się znacznym stopniem odejścia od idei społecznej solidarności. Komercjalizacja usług publicznych została zrealizowana bardziej bezwzględnie niż w wielu państwach Europy Zachodniej (na której centroprawicowych formacjach chcą się dziś wzorować buntownicy z Platformy).

W wielu debatach - od restrukturyzacji górnictwa po reprywatyzację - solidarnościową prawicę przedstawiano wprost jako eksponenta interesów bogatych. Czy było możliwe pójście jeszcze dalej w urynkowieniu społeczeństwa - rzecz do dyskusji. Nie upraszczajmy jednak, że "etatyści z AWS" niczym się nie różnią od lewicowej opozycji.

O zapomnianych wyborcach

Różnic między AWS i prawicowoliberalnym elektoratem garnącym się dziś do Platformy upatrywałbym bardziej w języku, w medialnym przekazie liderów niż w skrajnych rozbieżnościach programowych. Jest faktem, że w ostatniej kampanii prezydenckiej ujawniła się grupa wcześniej rozmyta pośród innych linii podziału. Ludzie raczej młodzi, raczej wykształceni, reagujący na argumenty modernizacyjne i proeuropejskie dużo żywiej niż na emocje antykomunistyczne czy narodowo-   -katolickie, aczkolwiek zainteresowani sprawnym i uczciwym państwem oraz przekonani, że nie zapewni go SLD. Ludzie ci (nie do końca zbadani przez socjologów) zaczęli opuszczać i AWS, i UW. Czy jednak opowiedzieli się świadomie za programem Platformy? I czy mogą się dziś uważać - oprócz garści haseł i skojarzeń - za obdarowanych konkretną ofertą programową?

Owszem, nowa "reprezentacja klasy średniej" zapowiada rewolucję podatkową, ale czy podatek liniowy (nieobecny w państwach Europy Zachodniej) jest realny, zwłaszcza gdy "platformersi" skazani są na koalicje z formacjami bardziej w tej kwestii ostrożnymi. Owszem, Platforma operuje retoryką antyreglamentacyjną i antybiurokratyczną, ale na razie poza tę retorykę nie wyszła, a w tak kluczowych sprawach jak uderzenie w pozabudżetowe agencje i fundusze pochłaniające masę pieniędzy jest równie wstrzemięźliwa jak reszta klasy politycznej. Owszem, przywódcy Platformy wiele mówią o wyzwalaniu przedsiębiorczości, ale czy wyjdą poza gładką ogólnikowość kampanii prezydenckiej Andrzeja Olechowskiego?

Nie wiadomo, jak serio traktują sami liderzy Platformy swoje zapowiedzi drastycznej redukcji państwa. Nie wiadomo, czy uważają to za możliwe i czy w istocie jest to możliwe. Nie wiadomo nawet, na jak daleko posunięty radykalizm w tym względzie pozwoliliby "liberalni" wyborcy. Wątpliwe, czy na większy niż standardy dość mocno opiekuńczej i zetatyzowanej Europy Zachodniej.

Na pewno wolnorynkowa retoryka "platformersów" zmienia atmosferę - przywołajmy choćby pośpiesznie złożone ostatnio przez AWS i Unię Wolności zapowiedzi liberalizacji kodeksu pracy przy stosunkowo słabym oporze związkowców z "Solidarności". Jest to jednak w równym stopniu konsekwencja pojawienia się liberalnej konkurencji, co zmian wewnątrz samej AWS, które osłabiły jej socjalne skrzydło.

Wygrywają zgodni i atrakcyjni

Warto też przy okazji wspomnieć, że krytykowanej dziś za programową inercję prawicy udawało się ostatnio, w warunkach mniejszościowego rządzenia, co nieco osiągnąć (uwłaszczenie mieszkań spółdzielczych, aktywność ministra Kaczyńskiego w walce z przestępczością i korupcją). Tyle że te osiągnięcia ginęły w ferworze wewnątrzprawicowych waśni. Gdy dodać do nich ujawnione ostatnio waśnie wewnątrzunijne (a wcześniej rozgrywkę wewnątrz koalicji AWS - UW), kontrast nowego tworu z rywalami po "posierpniowej" stronie staje się dojmujący. Platforma oferuje - na razie, bo nie przeszła testu normalnej działalności - wzorową harmonię i organizacyjny impet.

Liderzy Platformy są zgodni, podczas gdy liderzy tradycyjnych formacji solidarnościowych kłócą się. Liderzy Platformy potrafią się jawić jako nowocześni i europejscy, podczas gdy przywódcy AWS i UW nie mają medialnego seksapilu, a tradycyjną prawicę wpędzono w dodatku - nie bez pewnego jej udziału, ale i ze znacznym udziałem nieprzychylnych mediów - w schemat formacji archaicznej i wrogiej postępowi.

Co istotniejsze, i AWS, i UW nie odnotowały zasadniczych sukcesów w odpartyjnieniu państwa i zwalczaniu korupcyjnych pokus przybierających najczęściej postać strukturalną - politycznego kapitalizmu. Na tym tle czołowi politycy Platformy prezentują się niezbyt przekonująco (Olechowski równocześnie polityk i gospodarczy lobbysta, liberałowie sprawnie pozyskujący w przeszłości fundusze dla UW). Wystarczy jednak sam klimat zużycia starych partii i kilka dobrze brzmiących, czasem słusznych pomysłów wymierzonych w dominację partyjnych struktur (bezpośrednie wybory burmistrzów to dobry przykład), aby oczarować sporą grupę wyborców.

Co wyniknie z konkurencji?

Czy to tylko błyskotki, czy coś więcej, nie wiadomo. Jako test intencji w kwestii autentycznego odpartyjnienia państwa potraktowałbym w większym stopniu wspomniane uderzenie w pozabudżetowe agencje i fundusze niż najsłuszniejsze nawet manipulacje prawem wyborczym albo redukowanie liczby radnych. Ale możliwe, że atmosfera gorączkowej konkurencji wyzwoli więcej wiążących deklaracji wyborczych i po stronie samej Platformy, i jej solidarnościowych konkurentów.

Na razie dobrze tego nie widać. Trwa festiwal Platformy, lecz sukcesy zgrabnie rzucanych haseł nie będą zachęcać do wypracowania klarownych ofert programowych. Zwłaszcza Andrzej Olechowski, pytany o konkrety, celuje w kolejnych unikach. Unia Wolności jest sparaliżowana wizją już nie osłabienia, ale klęski, a jej programowa żywotność zdawała się wyczerpana na długo przed rozłamem (paradoksalnie - zawdzięcza ona to wypalenie tyleż nie cierpiącemu programowych dyskusji Balcerowiczowi, co etosowcom przekonanym, że wystarczy mieć zasługi i "moralną wyższość").

Jeśli chodzi o AWS, nie widać, aby powaga chwili zaowocowała jakimś przełomem. Owszem, rząd Buzka miał kilka "trafień", i to nawet przed powstaniem Platformy, ale chyba trudno mu będzie przekonać kilka miesięcy przed wyborami, że dysponuje świeżymi i niekoniunkturalnymi pomysłami na odpartyjnienie państwa, ograniczenie kapitalizmu politycznego czy zredukowanie biurokracji.

W dodatku refleksja wielu polityków tej formacji nie sięga dalej (lub może wyżej) niż pierwsze reakcje czołowych polityków RS AWS, którzy po spodziewanym odejściu SKL cieszyli się, że będzie dla nich więcej miejsc na listach wyborczych. Inni z kolei - z kręgów ZChN - wyrażali podobną radość z pobudek ideowych, licząc na większą czystość Akcji w duchu "narodowo-katolickim". Tymczasem zredukowanie tradycyjnej prawicy do nurtu narodowo-związkowego to utrwalenie jej statusu na poziomie 10 - 12 procent, z tendencją do dalszego słabnięcia w miarę wzrastania kolejnych roczników wyborców.

Już ostatnie wybory prezydenckie pokazały, że szansą na osłabienie dominacji postkomunistów jest współdziałanie prawicy tradycyjnej i liberalnej - choćby po wyborach, bo teraz rozłamowe emocje są zbyt silne. Także i liberalnego centrum, czyli UW, jeśli nie zejdzie ono w ogóle ze sceny albo nie stanie się wasalem SLD, nad czym usilnie pracuje Adam Michnik. To jednak, jak silne będą poszczególne człony tego porozumienia, zależy od nich samych.

Całkowita marginalizacja prawicy tradycyjnej, skupionej dziś głównie w AWS, nie byłaby niczym dobrym. To z tamtej strony padają zgłaszane najbardziej serio zastrzeżenia do jednostronnego kierunku rozwoju współczesnych społeczeństw liberalnych - z ich nadmierną łagodnością wobec przestępczości, słabnięciem rodziny, permisywnym wychowaniem. Ale i sama tradycyjna prawica, aby przetrwać, musi dowieść swojej przydatności. Nie tylko w walce o wykrojenie sobie kawałka tortu w systemie politycznego kapitalizmu.

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Nowe Państwo".


