Piłka nożna Ulice Krakowa przez cały rok są areną "świętej wojny" toczonej przez fanów Wisły i Cracovii. Zadymy z udziałem kibiców nikogo już w Krakowie nie szokują. 

Jak uratować Cracovię

Bilans ostatnich awantur to 51 zatrzymanych, kilku rannych policjantów i straty materialne wynoszące ponad 100 tysięcy złotych

FOT. ŁUKASZ  TRZCIŃSKI

WOJCIECH HARPULA

Cracovia w tym roku obchodzi  95-lecie istnienia. Będzie to chyba najsmutniejszy jubileusz w dziejach "Pasów" - klub stoi bowiem na krawędzi bankructwa, a jego kibice urządzili niedawno burdy, jakich Kraków nie widział od czasów stanu wojennego. 

Historia Cracovii rozpoczyna się w czerwcu 1906 roku. W Krakowie goszczą dwie najlepsze drużyny piłkarskie z Lwowa - Czarni i IV Gimnazjum. Piłkarze ze stolicy Galicji przyjechali sprawdzić, co potrafią młodzi krakowianie, którzy kopią piłkę na Błoniach. Do rywalizacji z lwowiakami stają dwie ekipy - "biało-czerwoni" i "akademicy". Krakowianie mecze przegrywają, ale już tydzień później organizują zespół piłkarski z prawdziwego zdarzenia. Nowy klub przyjmuje nazwę Cracovia i barwy biało-czerwone. W 1910 roku krakowski zespół otrzymuje tytuł drużyny I Klasy Austriackiej. Dwa lata później ma już własne boisko u wylotu Błoń, na którym rozgrywa mecze do dziś. Po powstaniu niepodległego państwa polskiego Cracovia przeżywa najlepszy okres. W 1921 roku zdobywa pierwszy tytuł piłkarskiego mistrza kraju. Siedmiu piłkarzy Cracovii gra w reprezentacji Polski, w pierwszym meczu międzypaństwowym z Węgrami. Do 1939 roku krakowski klub jeszcze trzykrotnie sięga po mistrzostwo Polski. Ostatni raz jego piłkarze zwyciężają w lidze w 1948 roku.

Trzecia liga

Rok później "Pasy" świętowały jeszcze zdobycie wicemistrzostwa, ale potem rozpoczął się powolny upadek. Ostatni raz Cracovia grała w I lidze w 1983 roku. Teraz jej piłkarze występują w grupie małopolskiej III ligi. Po rundzie jesiennej zajmują trzecie miejsce, ze stratą 7 punktów do lidera, krakowskiego Hutnika. Z kilkudziesięciu sekcji (między innymi hokej na trawie, golf, żużel, a nawet bobsleje) do dzisiaj pozostały cztery: piłki nożnej, juniorskiej koszykówki, kolarska i hokejowa. Starzy kibice "Pasów" winą za upadek klubu obarczają komunistyczne władze. Mają trochę racji. Sekretarze różnych szczebli nie lubili Cracovii. "Pasy" spotkał los podobny do Polonii Warszawa. "Inteligenckie" i "burżuazyjne" kluby zostały skazane na wegetację w cieniu kombinatów sportowych, otoczonych opieką przez wpływowe resorty. W Warszawie najważniejsza była wojskowa Legia, pod Wawelem zaś milicyjna Wisła. Polonia i Cracovia przetrwały "realny socjalizm" dzięki przywiązaniu wiernych sympatyków i osobistemu zaangażowaniu działaczy. 

Polonii udało się odnaleźć w kapitalistycznej rzeczywistości. Cracovia po 1989 roku działała nadal według starych zasad, zupełnie nie pasujących do nowych warunków. Pieniędzy starczało na związanie końca z końcem, ale na nic więcej. Efektem była dalsza sportowa i organizacyjna degrengolada klubu. Nadzieja na lepsze czasy pojawiła się w 1997 roku. Terenami Cracovii zainteresował się bogaty inwestor - niemiecki holding Ivaco, który postanowił zrobić w Krakowie dobry interes. 

W lipcu 1997 roku powstał Miejski Klub Sportowy Cracovia Spółka Akcyjna. 95 procent udziałów stało się własnością miasta Kraków, które wniosło aportem do spółki zajmowane przez Cracovię tereny przy ul. Kałuży i alei 3 Maja. Niedługo potem została podpisana umowa między Radą Miasta Krakowa, Cracovią i Ivaco. Na jej mocy niemiecki inwestor zobowiązywał się do zbudowania na terenie Cracovii centrum handlowo-usługowego i podziemnego parkingu na 500 samochodów, z którego zyski miał czerpać klub. Niemcy mieli też wybudować Cracovii nową siedzibę. "Pasy" oddawały swoje tereny w dzierżawę na 50 lat, w zamian zyskiwały długoletnią stabilizację finansową. 

Dobra martwej ręki

Planowana inwestycja wywołała jednak prawdziwą burzę pod Wawelem. Przeciwko budowie zaprotestowali okoliczni mieszkańcy i "zieloni". Mieszkańcy chcieli spokoju w sąsiedztwie. Ekolodzy obawiali się zabudowy części Błoń (wielka łąka niemal w środku miasta), które w Krakowie darzy się szacunkiem porównywalnym z najsłynniejszymi zabytkami. Najmocniejsze argumenty miały jednak ss. norbertanki, które już kilka lat przed planowaną inwestycją zgłosiły roszczenia do części terenów przekazanych Ivaco przez Cracovię. W 1912 roku Cracovia wydzierżawiła od klasztoru tereny, na których powstał stadion. W 1950 roku ss. norbertanki straciły do nich prawo - ówczesne władze odebrały je siostrom jako tzw. ziemskie dobra martwej ręki. Od 1992 roku przed Wspólną Komisją Episkopatu i Rządu trwa postępowanie w sprawie zwrotu terenów przy ul. Kałuży. Plany Ivaco i Cracovii tylko zaogniły sytuację. Siostry złożyły bowiem deklarację, że po odzyskaniu własności nie wyrażą zgody na budowę centrum handlowego. 

Mimo protestów i niewyjaśnionej sytuacji własnościowej, w 1999 roku została wydana decyzja zezwalająca na rozpoczęcie budowy. Niedługo potem uchylił ją jednak wojewoda, nakazując dopracowanie projektu. Inwestor poprawił projekt zgodnie z zaleceniami wojewody i po raz drugi można było ruszać z budową. Wojewoda jednak i tym razem doprowadził do wstrzymania inwestycji. Jacek Lackowski przesłał całą dotyczącą sprawy dokumentację do Wspólnej Komisji Episkopatu i Rządu. Zrobił to na prośbę jej współprzewodniczącego ks. Tadeusza Nowoka. To opóźniło rozpoczęcie prac i spowodowało, że przedstawiciele Ivaco zaczęli tracić cierpliwość. Ze spornego terenu wycofała się ekipa budowlana, a prezes Cracovii otrzymał pismo nakazujące opuszczenie prowizorycznej siedziby klubu przy ul. Kraszewskiego, mieszczącej się w barakach będących własnością niemieckiej firmy. Dotychczasowa siedziba, znajdująca się na terenie planowanej budowy, została wcześniej rozebrana. 

Nowy lokal klubowy, obiecany przez Ivaco, można było obejrzeć tylko na papierze. Cracovia została bez dachu nad głową i, co gorsza, bez pomysłu na przyszłość. Żaden z działaczy nie opracował bowiem planu B. Zarząd "Pasów" przyszłość klubu wiązał wyłącznie z powodzeniem przedsięwzięcia Ivaco. Wtedy na ulice Krakowa wyszli szalikowcy. 

Starsi panowie,  snoby i szalikowcy

Na trybunach stadionu przy Kałuży generalnie można spotkać trzy typy osób. Pierwszy to starsi panowie, którzy po raz pierwszy na mecz "Pasów" przyszli bardzo dawno temu. Bez końca rozpamiętują czasy minionej świetności, narzekają na ciężki los ukochanego klubu, ale gdyby nawet Cracovia grała w lidze okręgowej i tak przychodziliby na jej mecze. Drugą kategorię tworzą ludzie, dla których "chodzenie na Cracovię" jest pewnego rodzaju snobizmem. Czymś lepszym i bardziej wartościowym jest przecież kibicowanie drużynie grającej w III lidze, niż Wiśle, która kroczy po tytuł mistrza Polski. Kibicowanie Wiśle jest proste, łatwe i przyjemne. Bycie fanem Cracovii wymaga szlachetnego samozaparcia i poświęceń. Trzeci typ fanów "Pasów" to szalikowcy. 

W ciągu ostatnich dziesięciu lat nazwa "Cracovia" pojawiała się w mediach najczęściej z dwóch powodów - noworocznego treningu, rozgrywanego zawsze 1 stycznia w samo południe lub kolejnej zadymy urządzonej przez krakowskich szalikowców. Cieszą się oni bardzo złą sławą. Należą do najbardziej niebezpiecznych kibiców piłkarskich w Polsce. W "lidze chuliganów" od lat plasują się w ścisłej czołówce. Są nieobliczalni i brutalni. Często zachowują się jak zwykli bandyci. Szalikowiec Cracovii śmiertelnie ranił nożem kibica ze Szczecina przed meczem Polska - Anglia w 1993 roku. Ulice Krakowa przez cały rok są areną "świętej wojny" toczonej przez fanów Wisły i Cracovii. Dlatego zwykłe pobicia i zadymy z udziałem kibiców "Pasów" nikogo już w Krakowie nie szokują. Podobnie jak kominiarki i kije bejsbolowe znajdowane w ich domach przez policję. Dla wielu z nich kibicowanie jest tylko wygodnym pretekstem do urządzenia kolejnej rozróby z wrogimi szalikowcami lub policjantami.

Ukradli czapkę 

Trzecioligowe boiska nie dostarczają ku temu wielu możliwości - dlatego fani Cracovii należą do najbardziej aktywnych uczestników rozrób podczas meczów reprezentacji Polski. W światku kibiców ich przyjaciółmi są fani Arki Gdynia, Polonii Warszawa, Sandecji Nowy Sącz i Tarnovii. Najwięcej szalikowców "Pasów" mieszka w staromiejskiej dzielnicy Kazimierz oraz peryferyjnych blokowiskach  - Bieżanowie, Prokocimiu i Kurdwanowie. Ich protest przeciwko decyzjom wojewody przerodził się szybko w pospolitą zadymę, która różniła się od dotychczasowych jedynie skalą. Jej bilans to 51 zatrzymanych, kilku rannych policjantów i straty materialne wynoszące ponad 100 tysięcy złotych. Kibice Cracovii nie oszczędzili nawet portiera w Wierzynku - ukradli mu czapkę od liberii. 

Prezes Cracovii Andrzej Palczewski potępił zachowanie szalikowców, a Rada Miasta uchwaliła rezolucję rozpoczynająca się od słów - "Klub Cracovia musi zostać uratowany". Także wojewoda nie zraził się jajkami rzucanymi w budynek Urzędu Wojewódzkiego i zaproponował powołanie "okrągłego stołu", który miałby ostatecznie wyjaśnić wszystkie sprawy związane ze spornym terenem i planowaną inwestycją. Mają przy nim zasiąść przedstawiciele ss. norbertanek, Kurii, Ivaco, Cracovii i Rady Miasta. Jego szybkie powołanie jest w zasadzie jedyną szansą na to, by Cracovia doczekała swojego 100-lecia. - 


