Sejm Czy Polska staje się państwem korporacyjnym

Każdy  w swoją stronę

JERZY PILCZYŃSKI

Czy każda profesja musi mieć swoją ustawę? Wszystko zdaje się zmierzać w tym kierunku. W ostatnich latach Sejm uchwalił kilka ustaw nadających niektórym grupom zawodowym uprawnienia samorządowe. Wzorem były korporacje adwokatów i lekarzy. Rodzą się obawy, że stajemy się państwem korporacyjnym.

Nad kilkoma ustawami z tej serii Sejm właśnie pracuje. Kolejne grupy zawodowe próbują się dobić własnych projektów i prowadzą w związku z tym szeroko zakrojoną akcję lobbingową.

Oprócz zawodów z samorządowymi tradycjami, takich jak adwokaci, korporacyjny charakter zyskały niedawno zawody radcy prawnego, notariusza, komornika.

Sędziom ustawy gwarantują nie tylko daleko posuniętą samorządność, lecz wykonywanie funkcji w ramach niezależnych sądów i niezawisłość.

W służbie zdrowia oprócz lekarzy samorządowe uprawnienia uzyskały pielęgniarki i położne oraz aptekarze. Zrzeszeni w samorządzie są także weterynarze. Ostatnio Sejm nobilitował w ten sposób również architektów, urbanistów, inżynierów budownictwa i psychologów.

Nieco wcześniej status samorządowy wywalczyli sobie doradcy podatkowi i biegli rewidenci.

Do bram przy Wiejskiej pukają w tej sprawie fizykoterapeuci, diagności laboratoryjni i przedstawiciele kolejnych zawodów.

Jak wyręczać państwo

Jak oceniać taką tendencję? Czy jest to chwalebny powrót do średniowiecznej tradycji cechów - jak chcą jedni, czy też grozi to niebezpiecznym dla funkcjonowania państwa partykularyzmem - jak przestrzegają inni?

Samorządność i społeczeństwo obywatelskie mają być wszakże drogowskazami dla III RP. Kierunek ten wyznacza konstytucja. Jej twórcy, biorąc pod uwagę zasadę pomocniczości, uznali, że wszędzie tam, gdzie państwo może swe funkcje przekazać z powodzeniem w ręce obywateli, powinno to czynić.

Artykuł 17 ust. 1 konstytucji stanowi więc, że "w drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe, reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony".

Uznano przy tym, że żadna władza czy administracja państwowa nie będzie w stanie tak dobrze strzec reguł wykonywania zawodu i etyki zawodowej jak samo, zrzeszone w samorządzie, środowisko zawodowe. W przypadku zawodów zaufania publicznego ma to szczególne znaczenie.

Nikt nie będzie też miał tak dobrego rozeznania co do rzetelności i poziomu zawodowego członków korporacji, jak ona sama. Dbając o swą reputację, powinna być więc zdolna do samooczyszczania.

Rachunek samorządności

Czy jest tak w rzeczywistości? Nie zawsze. Samorządność, jak pokazuje dziesięcioletnia praktyka, nie we wszystkim można ocenić pozytywnie.

Nawet samorządowi z tak wspaniałymi tradycjami jak adwokacki można dziś wiele zarzucić. Wystarczy prześledzić przebieg postępowań dyscyplinarnych albo kłopoty z przydzielaniem obrońców z urzędu w skomplikowanych procesach.

Także środowisko sędziów oskarżane jest dziś o nieumiejętność oczyszczania swoich szeregów, chowanie się za immunitetem, a nawet korupcję. Można też mówić o opieszałości prowadzącej do przedawnienia wcale niebłahych spraw. Warto przy tym zauważyć, jaki bezruch panuje w sądach w okresie urlopowym, a także popołudniami w ciągu całego roku.

Notariusze z kolei bronią jak Częstochowy dostępu do zawodu, czyli siebie przed konkurencją, która mogłaby zmącić ich błogi spokój i zagrozić niemałym dochodom.

Podobnie rzecz się ma z komornikami, których apanaże tak urosły w pewnym okresie, że niekiedy jeden przedstawiciel tego zawodu zarabiał więcej, niż wynosi fundusz płac niewielkiego sądu. Nie poprawiło to jednak w istotny sposób skuteczności egzekwowania sądowych orzeczeń.

Trudności z wejściem do zawodów prawniczych sprawiają, że stają się one hermetyczne. Dostanie się na aplikację adwokacką, sędziowską czy radcowską bez rodzinnych koneksji graniczy z cudem.

Polityczny protekcjonizm

Korporacjonizm III RP ma więc także swoje ciemne strony. Zamykanie się w wąskim kręgu zawodowym prowadzi do wytwarzania mechanizmu obrony rynku i ustanawiania jak najkorzystniejszych warunków dla wyodrębnionej grupy, ale lekceważenia interesu klientów.

Zadaniem samorządu jest niewątpliwie dbanie o dobre warunki wykonywania zawodu, choć konstytucja nie mówi o tym wprost, podkreśla natomiast interes publiczny. Stawianie więc interesu zawodowego nad publicznym to nieporozumienie. To zadanie należy przecież do związków zawodowych.

Dążenie do ograniczania konkurencji wydaje się sprzeczne z art. 20 konstytucji, w którym mowa o tym, że podstawą ustroju gospodarczego jest "społeczna gospodarka rynkowa, oparta na wolności działalności gospodarczej...". Tę wolność w myśl art. 22 może ograniczać ustawa tylko "ze względu na ważny interes publiczny".

Projektodawcy ustaw korporacyjnych szermują więc hasłem "interes społeczny", a w rzeczywistości każdy ciągnie w swoją stronę. Nic dziwnego, skoro podobnie czynią nie tylko związki zawodowe, ale i organizacje biznesowe, poszczególne branże, nawet zrzeszenia działkowców. Takie działania są rezultatem słabości państwa i politycznego protekcjonizmu funkcjonującego w naszym kraju.

Siła przebicia

Większość projektów ustaw, których nazwy zaczynają się od zwrotu: "O zawodzie...", wnieśli posłowie. Jeśli nawet były to projekty rządowe, w uzasadnieniu podkreślano, że ich stworzenie i wniesienie do Sejmu jest rezultatem zabiegów środowisk zawodowych, których dotyczą.

Lobbingowy charakter takich przedsięwzięć zaznaczył się najmocniej przy uchwalaniu ustawy o doradcach podatkowych. Przez półtora roku trwały zmagania, by odrzucić propozycje zawarte w projekcie rządowym i przeforsować rozwiązania lansowane przez środowisko doradców. Rząd zamiast korporacji proponował wprowadzenie konkurencji przez zniesienie barier wykonywania tego zawodu. Doradztwem mógłby się parać każdy po zarejestrowaniu działalności gospodarczej. Jej zakres byłby jednak ograniczony do stosunkowo prostych usług, np. wypełniania PIT. Ostre ustawowe wymagania dotyczące kandydatów do zawodu zastąpiono by prawami wolnego rynku. Czołówkę zawodu stanowiliby "biegli doradcy podatkowi", którzy mieliby prawo świadczenia pełnego zakresu usług po spełnieniu zaostrzonych warunków kwalifikacyjnych.

To rozwiązanie, zdaniem rządu, nie tylko ułatwiałoby korzystanie z usług tego rodzaju, wpływając przy okazji na obniżenie ich cen, ale pozwoliłoby podjąć pracę w tym zawodzie większej liczbie osób, zawłaszcza tam, gdzie pracy brakuje, np. na wsi i w małych miasteczkach. Doradcy mogliby np. pomagać rozliczać VAT wprowadzony niedawno w rolnictwie.

Przedstawiciele środowiska ostrzegali, że przyjęcie rozwiązań rządowych stwarzałoby niebezpieczeństwo uzależnienia doradców od władz podatkowych i nie gwarantowałoby ich właściwego poziomu etycznego.

Są to niewątpliwie sprawy godne troski. Tak się jednak składa, że eksperci, którzy tezy te w Sejmie głosili, sami nie mają najlepszej reputacji. Jeden z nich, zajmując poprzednio ministerialne stanowisko, walnie przyczynił się do doprowadzenia polskiego prawa podatkowego do absurdu. Pozwala to mu teraz nieźle prosperować jako doradcy.

Czyj interes

Rząd ustąpił, osiągając jedynie kompromis pozwalający na stopniowe zlikwidowanie kolejki 10 tys. chętnych do zawodu, którzy spełnili niezbędne warunki.

Tylko trochę udało się poszerzyć pole konkurencji przy okazji nowelizacji ustawy o biegłych rewidentach, ułatwiając wejście do zawodu m.in. pracownikom administracji publicznej, głównie dobrze do tego przygotowanym księgowym. Był to wynik szybko rosnącego zapotrzebowania na usługi audytorskie, podczas gdy od 1994 r. do znowelizowania ustawy (w 2000 r.) zdołało się do korporacji dostać, w wyniku postępowania kwalifikacyjnego, jedynie 229 osób.

Nieuzasadnione ograniczanie konkurencji i dostępu do zawodu to jednak nie jedyna ciemna strona ustaw o samorządach zawodowych. Znajdują się w nich także postanowienia mogące budzić pewne wątpliwości z punktu widzenia osób, którym członkowie tych zawodów mają służyć. Na przykład ustawa o zawodzie architekta, urbanisty oraz inżyniera budowlanego wprowadza obowiązek ubezpieczenia od ryzyka związanego z czynnościami zawodowymi.  Stwarza to zapewne komfort członkom korporacji, działalność w tych zawodach ma jednak charakter typowo gospodarczy i oparta jest na zleceniu lub umowie. Takie postanowienie ustawy ogranicza wolność umów, a jednocześnie w nieuzasadniony sposób napędza przymusowych klientów firmom ubezpieczeniowym, nie wspominając już o tym, że wpływa znacząco na wzrost cen świadczonych usług.

Zawód zawodowi nierówny

Jak więc ograniczyć złą stronę korporacjonizmu? Przede wszystkim posłowie powinni być bardziej powściągliwi i krytyczni, przyznając szerokie samorządowe uprawnienia i gwarancje niezależności. 

Nie wszystkie grupy zawodowe wymagają tak daleko posuniętej ochrony niezależności zawodowej i autonomii jak adwokaci. Przywileje samorządu adwokackiego wiążą się nie tylko z tradycją palestry, lecz także z doniosłą rolą publicznoprawną tej profesji, polegającą na ochronie praw obywatelskich i podstawowych zasad ustrojowych. Miała ona szczególne znaczenie, gdy o demokracji w naszym kraju nie dało się mówić bez przymiotnika, który pojęcie to dezawuował.

Konstytucja mówi wyraźnie, że można tworzyć samorządy zawodów zaufania publicznego. Chodzi więc o zawody szacowne, z tradycją, których rola publiczna jest powszechnie znana.

Pojęcia tego jednak się nadużywa. Do niedawna jeszcze fizykoterapeuci czy diagności laboratoryjni nie byli wymieniani nawet w urzędowym spisie zawodów. Dziś stosowne projekty ustawy dotyczące tych kategorii zawodowych znajdują się w Sejmie.

Gdy do laski marszałkowskiej wpłynął projekt ustawy o urbanistach jako wolnym zawodzie, w Sejmie znajdował się już projekt ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, w którym kategorię tę sprowadzano do typowo urzędniczej. Całe szczęście, że nie powiodły się i w tej, i w poprzedniej kadencji próby uchwalenia ustawy o taksówkarzach. Grupa inicjatorów, posłów z SLD, wycofała też z Sejmu projekt ustawy o zawodzie optometrysty. Ciekawe, ile osób wie, co to za zawód.

Posłowie nie mogą się zdecydować, czy można już mówić o zawodzie psychologa, choć swoją drogą na pilne uregulowanie czekają warunki i metody działania psychologów ze względu na niezwykle szybko rosnące zapotrzebowanie na ich usługi i szerzącą się szarlatanerię w tej dziedzinie.

Przykład ten wskazuje, że ustawodawca powinien kłaść większy nacisk nie tyle na ochronę interesu korporacji, ile na ochronę interesu klientów.

Przede wszystkim ustawy powinny precyzyjnie określać warunki podejmowania pracy w zawodzie i sposób nadzoru władz państwowych nad działalnością samorządów. Dobrego uregulowania wymagają też zasady odpowiedzialności dyscyplinarnej członków korporacji przy zachowaniu jawności w tych sprawach.

Można też mieć za złe posłom, że w różnych ustawach, nie zawsze dotyczących kategorii zawodowych, szczodrze rozdzielają przywileje zawodowe, przeważnie pod wpływem nacisków pewnych grup. Polega to niekiedy na tworzeniu monopolu na świadczenie usług bądź też przymusu korzystania z nich.

Przykładem może być ustawa o wspieraniu inwestycji termomodernizacyjnych, przy uchwalaniu której większe emocje wzbudzał interes audytorów niż inwestorów.

Nie trzeba chyba dodawać, że przepisy takie godzą w funkcjonowanie rynku, a także w nas, obywateli, i biją nas po kieszeni. -


