Z Magdaleną Tesławską, autorką kostiumów do filmów "Ogniem i mieczem", "Pan Tadeusz", "Quo vadis" rozmawia Krzysztof Feusette

Fałdy rzymskiej togi

FOT. PIOTR BUJNOWICZ

Rz: - Kino jest sztuką, dzięki której możemy poczuć atmosferę minionych epok. Czy ich obraz jest w polskim filmie prawdziwy?

Magdalena Tesławska: - Nie bardzo. Tylko kino angielskie i włoskie, i też tylko w dobrych filmach dobrych reżyserów, pokazuje prawdę o dawnych obyczajach. U nas, niestety, często tę prawdę się pomija uważając, że jest nieważna i że nie należy absorbować widza innymi sprawami niż fabuła. Niewielu jest w Polsce reżyserów, którzy chcą przedstawić choćby część polskiej tradycji. Nawet w "Panu Tadeuszu" nie udało się nam pokazać wszystkiego, co chcieliśmy.

Dlaczego?

Przez pośpiech. Kiedyś okres przygotowawczy filmu był dłuższy, dzisiaj wszystko odbywa się w szaleńczym tempie. Jest też inny, dużo smutniejszy powód. Nie tylko polską kinematografię zdominowały filmy akcji. Rzadko kiedy tak zwany masowy odbiorca ma dziś ochotę "smakować" kino, delektować się dawnymi zwyczajami.

Jak pani sobie radzi w tym szaleńczym tempie?

Staram się zawsze dobrze przygotować. To nieprawda, że kostiumolog to ktoś, kto ma w małym palcu całą historię ubioru i obyczajów. Przy każdym filmie trzeba przyjrzeć się na nowo konkretnej epoce, poszperać w tekstach źródłowych. A na to w polskim kinie brakuje czasu.

Czy zdarzyło się pani postawić reżyserowi weto w sprawie wizerunku postaci?

Tak. Niejednokrotnie.

Kiedy ostatnio?

Na planie "Quo vadis". Poszło o togi. Najłatwiej zarzucić na aktora kawałek prześcieradła i powiedzieć:  niech gra. To nie jest takie proste. Nawet w "Gladiatorze" Ridleya Scotta są błędy. Można je oczywiście nazwać kompromisem - między prawdą historyczną a wrażliwością współczesnego widza. Każda toga miała w starożytnym Rzymie określone wymiary i określoną liczbę fałd. Po tym można było rozpoznać przynależność społeczną jej właściciela. Każda fałda miała swoją nazwę, każda toga szyta była z materiału o długości siedmiu metrów. Nie zgodziłam się, by aktorzy w "Quo vadis" Kawalerowicza chodzili w strojach poważnie uproszczonych. Stanęło na moim - musieli nauczyć się ruchu w rzymskim kostiumie.

Czy zmiany zachodzące we współczesnej modzie wpływają na filmowy obraz przeszłości?

Oczywiście, że tak. W swojej pracy unikam jednak narzucania historycznej postaci współczesnej mody. Kiedy oglądamy amerykańskie filmy historyczne z lat 50., możemy rozpoznać datę ich produkcji po wyglądzie aktorów - po ich sylwetce, fryzurze, makijażu. Ale od jakiegoś czasu nawet Amerykanie rezygnują z nachalnego uwspółcześniania filmowych bohaterów. To efekt rozwoju środków masowego przekazu. Dzisiejszy widz ciągle ogląda, choćby w telewizji, najróżniejsze zakątki świata. Poznaje inne kultury, inne obyczaje, nic już dla niego nie jest szokujące. Dzięki temu nie ma w nim już tych oporów, które sprawiały, że postać w filmie była bliska tylko wtedy, gdy przypominała sąsiada, albo ludzi na ulicy. Teraz widz oczekuje niezwykłości i oryginalności. Zwykłość go nudzi.

Skoro moda kształtuje w jakimś stopniu pani pracę, czy dziś ubrałaby pani Kmicica inaczej?

Na pewno. Robiąc "Potop" mieliśmy dużo więcej czasu niż na przykład przy "Ogniem i mieczem", więc można było pokazać więcej detali charakterystycznych dla epoki. Problem jednak w tym, że wtedy przygotowywało się filmowe kostiumy zupełnie inaczej. Dziś projekt zaczynamy od tkaniny, to znaczy - myśląc o elementach ubioru bohatera, wymyślamy najpierw strukturę materiału. Kiedyś było to niemożliwe, trzeba było szyć z tego, co było dostępne w Polsce. Nie mogliśmy niczego ściągać z zagranicy. I tak na przykład robiąc "Potop", wiejskie ubrania przygotowywaliśmy w dużej części ze zwykłego filcu używanego w przemyśle do odsączania papieru. Dzisiaj, poza możliwością importu, mamy na szczęście firmę pana Dariusza Makowskiego "Ład", w której materiały do kostiumów głównych bohaterów tkane są ręcznie. "Ład" niejednokrotnie stawał na krawędzi bankructwa. Trzeba było go ratować przed eksmisją, urządziliśmy więc wielką akcję, do której włączyli się m.in. Andrzej Wajda, Allan Starski, Daniel Olbrychski... Dzięki temu możemy w polskim kinie oglądać niespotykane już nigdzie tkaniny. A trzeba przypomnieć, że przedsiębiorstwo to ma przebogate tradycje. Przed wojną była to spółdzielnia zatrudniająca wybitnych projektantów. W 1920 roku na pokazach w Paryżu mówiło się przede wszystkim o polskim stylu w ubiorze. Jeśli chodzi o Kmicica, z pewnością dziś jego stroje dworskie miałyby dużo więcej wdzięku. Właśnie dzięki tkaninie.

A czy obraz epoki u Sienkiewicza jest wiarygodny?

- Jeżeli chodzi o opis wyglądu postaci - tak. Za to ich zachowanie, sposób bycia, reakcje na konkretne wydarzenia - to wszystko dalekie jest od prawdy o Polaku z XVII wieku czy Rzymianinie z początków chrześcijaństwa. Że nie wspomnę o kształtowanym przez niego wizerunku płci pięknej. Niestety - jego kobiety są głupie i infantylne, za to mężczyźni zawsze zabójczo interesujący.

Ale kobiety przeważnie ponętne. Czy można znaleźć w urodzie człowieka takie cechy, które niezależnie od mód i estetycznych trendów, uznaje się za piękne?

Tutaj pierwsze skrzypce grają klasyczni rzeźbiarze. To im zawdzięczamy wzorce dotyczące sylwetki człowieka. Przyglądając się poszczególnym epokom można stwierdzić, że zdarzają się ludzie, których fizjonomią zachwycano się w starożytnym Egipcie, których malowano by w fin de siecle'u i którzy również dzisiaj zdobiliby niejedną okładkę kolorowych tygodników. To rzadkie okazy. Ideał urody zmienia się nieustannie. Dość wspomnieć, że w czasach biedermeieru przystojny mężczyzna miał wąskie ramiona i okrągłe biodra. I do tego wzorca dostosowywano ubrania. Krawcy szyli zaszewki na wysokości bioder tak, by je uwypuklić. Zszywano rękawy, by ramiona miały kształt spadzisty. Porównując to z amantem naszych czasów trudno znaleźć podobieństwa. Jedno jest pewne - najpierw zmienia się w ludzkiej świadomości obraz ideału kobiecych i męskich kształtów, dopiero później ideał ten "gonią" kreatorzy mody.

Jest pani w tej dziedzinie ekspertem. Proszę powiedzieć, co z naszych ubrań przetrwa do następnego wieku?

Niech pan wycofa to pytanie. Perspektywa zdefiniowania stylu współczesnego jest dla mnie przerażająca. Jestem wobec naszych czasów bezradna. Wszystko jest dozwolone i możliwe. Nie można określić stylu. Żyjemy w okresie bardzo dynamicznym. Żurnale nie są już źródłem wiedzy o modzie, choć jeszcze niedawno były.

Właśnie. Od kilku lat na największych pokazach mody kobiety paradują z odsłoniętym biustem. Czy doczekamy się tego na ulicy?

Myślę, że nie. Pokazy mody stały się odrębną dziedziną sztuki. Prawdy o stylu i guście współczesnego człowieka trzeba szukać w autobusie, na przyjęciu, w dyskotece, w biurze, ale nie na pokazach czy w pismach branżowych.

Z czego wynika, pani zdaniem, dowolność stylu w ubiorze współczesnego człowieka?

Z jego tęsknoty za wolnością. Nie jesteśmy już spętani konwenansami, dużo więcej nam wolno, możemy wyrazić swoją osobowość bardziej ekspresyjnie, nie musimy się na każdym kroku dopasowywać do obowiązujących reguł. Kiedyś kształtując charakter dziecka dbano przede wszystkim o to, by nauczyć je odpowiednich manier, narzucano mu sposób bycia według pewnych schematów. Dziś już od malucha oczekuje się dużo większej autokreacji - dzięki temu od najmłodszych lat rozwijają się w człowieku cechy indywidualne i sposoby ich wyrażania. Bardzo mi się to podoba, bo łamie bariery między kulturami. Stajemy się bardziej otwarci na czyjąś inność.

A propos - jakie włosy miał Neron?

Rude, kręcone. ZarazÉ - kręcone na pewno. Zaskoczył mnie pan tym pytaniem. Znam wizerunek Nerona przede wszystkim z rzymskich posągów i monet. No więc kręcone na pewno, ale czy rude? Tak pisał Sienkiewicz. Szperał w tekstach źródłowych, więc chyba się nie pomylił. Choć głowy bym nie dała.-

Magdalena Tesławska  - kostiumolog filmowy i telewizyjny, projektantka mody. Absolwentka Państwowej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi (1969). Projektowała kostiumy do filmów m. in. Andrzeja Wajdy, Wojciecha Jerzego Hasa, Jerzego Kawalerowicza, Andrzeja Żuławskiego, Jerzego Hoffmana, Juliusza Machulskiego. Pracuje dla teatrów dramatycznych i Teatru Telewizji. Moda jest jej wielką pasją, jako projektantka miała pokazy swoich kolekcji autorskich we Francji. Niedawno wspólnie z Pawłem Grabarczykiem otrzymała Polską Nagrodę Filmową "Orły 2001" za kostiumy do filmu "Wrota Europy" Jerzego Wójcika.


