Mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek domagać się poszanowania naszej kultury, o co tak gwałtownie występuje Fallaci

Głos w obronie Zachodu

RYS. JANUSZ MAYK MAJEWSKI

BRONISŁAW WILDSTEIN

Po dziesięciu latach milczenia sławna dziennikarka i pisarka włoska, śmiertelnie dziś chora Oriana Fallaci, na łamach "Corriere della Sera' (29.09) wybuchnęła tekstem, który obudził burzę. Wygląda na to, że "GW", która tekst przedrukowała, przestraszyła się jego konsekwencji  i opublikowała później wyłącznie wybór zagranicznych tudzież krajowych napaści na autorkę (mimo że odpowiedzią  na "Wściekłość i dumę" nie był  na świecie wyłącznie  chór potępienia).

Głosem szczególnym, choć jedynie do ostateczności doprowadzającym tezy oponentów Fallaci, był artykuł polskiego eksperta od poprawności politycznej, Konstantego Geberta, który nie tylko subtelnie uznał autorkę za emanację "europejskiego chama", ale przede wszystkim oburzył się, że artykuł został wydrukowany. Gebert zawyrokował, że w odniesieniu do tego typu niesłusznych tekstów redakcji przysługuje wyłącznie prawo krytycznego ich omówienia. W nagonce wzięła udział również Rada Etyki Mediów, która zaprotestowała przeciwko tego typu publikacjom. Uznano, że pisarka szerzy nienawiść i nawołuje do rasizmu.

Na świecie jeszcze większą wrzawę wywołało wystąpienie premiera Włoch Silvia Berlusconiego, który podkreślił wyższość zachodniej cywilizacji ze względu na przestrzeganie w niej praw człowieka.

Przerobić po swojemu

Swojego czasu lewicowi strażnicy poprawności politycznej załatwiali swoich przeciwników określeniem "faszysta". Dziś takim epitetem młotem stało się określenie "rasista". Nie chodzi oczywiście o to, że rasizm nie występuje i nie należy strzec się tego typu aberracyjnych i niebezpiecznych postaw. Jednak łatwe szermowanie tym epitetem walnie przyczynia się do jego banalizacji, a w efekcie rehabilitacji. Skoro tak wiele zjawisk i postaw określić można jako rasistowskie, skoro określenie to traktowane jest jako instrument dezawuowania adwersarzy, to trudno utrzymać wobec niego odium, które rasizmowi rzeczywiście się należy. Nie sposób też wyodrębnić i nazwać rasizmu prawdziwego. Jeżeli określana jest tak każda niewygodna postawa, to coraz trudniej będzie wzbudzić oburzenie z powodu rasizmu autentycznego. Podobnie rzecz ma się w Polsce (i nie tylko) z oskarżeniem o antysemityzm.

Nieograniczone możliwości rzucania oskarżeń o rasizm stworzył zawodowym antyrasistom koncept "rasizmu kulturowego". Zmienił on zasadniczo znaczenie pojęcia rasizmu. O ile bowiem hierarchizacja ludzi ze względu na przynależność rasową jest ponurym absurdem, o tyle hierarchizacja kultur i ich przejawów jest nieuniknionym elementem każdego wartościowania. Przynależność rasowa jest dana człowiekowi niezależnie od niego, i to ostatecznie, w wypadku kultury sprawa ma się inaczej - zwłaszcza współcześnie. Kultura jest bytem złożonym i człowiek przynależący do niej może ją przekształcać, przyjmować aktywną postawę wobec konkretnych jej przejawów, a wreszcie odejść od niej.

Uznanie, że nie możemy wartościować kultur i ich określonych aspektów, oznacza, że nie możemy wartościować w ogóle. Jest to stwierdzenie nie tylko absurdalne, ale i paradoksalne. U jego fundamentów musi leżeć mocne przeświadczenie o równowartości wszystkich kultur - a przeświadczenie takie sformułować można wyłącznie na gruncie kultury zachodniej.

Ten wstrętny Berlusconi

Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy ukazał się tekst Fallaci, włoski premier Silvio Berlusconi powiedział, że "musimy być świadomi wyższości naszej cywilizacji, systemu, (...) który w przeciwieństwie do krajów islamskich gwarantuje poszanowanie praw religijnych i politycznych".

Berlusconi wyraził się jak na polityka niezręcznie, używając określenia "wyższość". Powiedział jednak prawdę: w cywilizacji zachodniej obowiązują prawa religijne i polityczne, w krajach islamskich (poza, w ograniczonym sensie, Turcją) - nie. Jeśli więc prawa takie uznajemy, a odwołują się do nich krytycy Berlusconiego, nie możemy niczego zarzucić jego rozumowaniu.

Niezręcznością Berlusconiego było również stwierdzenie, że "Zachód będzie kontynuował podbój ludów, tak jak podbił komunizm". Oczywiste w tym kontekście było, że premierowi Włoch chodzi o "podbój" kulturowy. Przecież komunizm nie upadł na skutek fizycznej wojny ze światem Zachodu. A więc określenie "podbój" znaczyło w tym wypadku również "podbój świata" przez prawa człowieka i kulturę demokracji.

Ataki na premiera Włoch ujawniały całą wewnętrzną sprzeczność kulturowego relatywizmu. Belgijski minister spraw zagranicznych Luis Michel oświadczył: "wartości europejskie nie pozwalają nam sądzić, że nasza cywilizacja jest wyższa od innych". W wypowiedź tę wpisane jest stwierdzenie, że zasadą naszej cywilizacji jest otwartość na innych. Tylko że w pewnym momencie cecha ta musi wejść w konflikt z cywilizacją zamkniętą na innych, zwłaszcza jeśli cywilizacja ta ma ambicje uniwersalne, a takie ambicje ma również islam.

Popularny pisarz i teoretyk włoski Umberto Eco w artykule "Święte wojny, pasja i rozum" ("La Republica", 5.10), który miał być odpowiedzią na wystąpienie premiera Włoch, a jest ciągiem frazesów składających się na obowiązującą dziś w opiniotwórczych sferach Zachodu poprawną politycznie wykładnią kultury, wzywa, abyśmy spojrzeli na siebie oczyma drugiej cywilizacji. Wezwanie jest słuszne, zawsze płodne jest popatrzenie na siebie cudzymi oczyma, ale apel ten jest właśnie charakterystyczny dla kultury Zachodu. To z jej perspektywy możemy zobaczyć kulturę muzułmańską jako propozycję, nad którą należy pochylić się z dobrą wolą i zainteresowaniem - natomiast w oczach jej reprezentantów możemy zobaczyć Zachód jako materialistyczny świat pochłonięty żądzą indywidualnego użycia, apoteozujący ją w pełnej hipokryzji koncepcji praw człowieka.

W chórze potępień, które wywołała wypowiedź Berlusconiego, nastąpiło pomylenie praw człowieka i uprawnień zbiorowości. Tymczasem w wielu istotnych kwestiach zasady te mogą wchodzić ze sobą w konflikt. Jeśli zbiorowości muzułmańskich imigrantów na Zachodzie nie tylko domagają się prawa do wyznawania swojej religii, ale i budowania swojej społeczności  opartej na jej prawach - to konflikt z normą europejską staje się oczywisty. Muzułmańskie prawo - szarijat - jest sprzeczne z prawami człowieka. Pod groźbą śmierci zakazuje apostazji, czyli opuszczenia muzułmańskiej wspólnoty religijnej, ogranicza prawa kobiet i zbudowane jest na zupełnie odmiennej zasadzie niż prawo europejskie, dla którego podmiotem jest osoba ludzka.

Odwoływanie się więc do praw człowieka w polemice z Berlusconim jest wyjątkowo nietrafne, gdyż idea ta o jednoznacznie zachodnim rodowodzie jest sprzeczna z kulturą islamu, a w każdym razie z jej dominującą dziś wersją.

Ta rasistka Fallaci

Fallaci pisze, że wojna wypowiedziana naszemu światu w dniu ataku na USA to "wojna religijna, której chce i którą wypowiada być może tylko odłam tamtej religii". Wzbudziło to oburzenie, a przecież trudno polemizować z tym stwierdzeniem.

Fundamentaliści islamscy odwołują się do religii. To ona jest absolutną podstawą i ostateczną formą ich kultury. Odrzucają możliwość budowy świeckiego państwa, rozdzielenie państwa od religii uznają za herezję. W ich przeświadczeniu jest to wojna religijna.

Nie mają racji i źle interpretują Koran? Co daje nam podstawę do takiego osądu? W islamie nie ma hierarchicznego Kościoła, który mógłby narzucić wiernym swoją interpretację religii. Jedyny w miarę zwarty system kościelny, który od niedawna w odłamie szyickim powstał w Iranie, broni takiej właśnie fundamentalistycznej interpretacji islamu. Ulemowie, czyli uczeni islamscy z całego świata islamu, w ogromnej przewadze (głosy innych są niesłyszalne) głoszą jego interpretację w fundamentalistycznej wersji.

- Islam jest religią miłości - tak brzmi mantra dzisiejszej poprawności politycznej. Podtrzymują to również fundamentaliści, ale dodają - miłości, ale nie dla świata rządzonego przez grzech. "Dom pokoju" to świat rządzony przez wiernych, poza nim rozciąga się "Dom wojny". Tak brzmi tradycyjna i przyjęta powszechnie nie tylko przez fundamentalistów zasada islamu. Muzułmanin nie nawraca siłą. Podporządkowany władzy muzułmanina innowierca ma prawo wyznawać swoją religię, ale muzułmanin nie może zgodzić się, aby być rządzonym przez niewiernego.

W przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które rozpięte jest między skażoną doczesnością a boską transcendencją, islam jest monistyczny. Jest projektem ustrojowym, w którym grzech jest przestępstwem. Projektem, który łatwo zinterpretować w wymiarze totalitarnej ideologii. W przeszłości istniały odmienne interpretacje islamu, również w łonie muzułmańskiej kultury. Ale dziś dominuje złowroga, ideologiczna interpretacja tej religii. Pełni ona dziś funkcję globalnie zreinterpretowanego marksizmu. Za globalną klasę wyzyskiwaczy uznany został bogaty Zachód, świat bezbożny, opętany przez demona materializmu. Zniszczenie go otworzy bramy dla wprowadzenia boskiego porządku na całym świecie.

Ma to również społeczno-polityczną genezę. Muzułmańskie kraje wychodzące z kapitalizmu, a raczej ich elity, chętnie odwoływały się do zachodniego, lewicowego utopizmu. Przejmowały trzecioświatowe warianty marksizmu, arabską wersję socjalizmu. Skończyło się to tak jak zawsze: cywilizacyjną zapaścią i gospodarczą klęską. To na tej glebie wyrósł wymierzony w świat Zachodu fundamentalizm - owoc resentymentu. Ponure utopie totalitarnych dyktatur rodziły się zawsze z poczucia krzywdy i upokorzenia.

O tym wszystkim pełnym namiętności językiem pisze Oriana Fallaci. Pisze o wyższości kultury Zachodu, która ufundowana została na wolności i która zweryfikowała się w historii, przynosząc niespotykaną wcześniej zamożność i cywilizacyjny postęp. To dzięki tej wolności kultura zachodnia zbudowała naukę, nie jakiś pojedynczy wynalazek, ale system poznawania świata i wykorzystywania wiedzy dla potrzeb cywilizacji. Poprawność polityczna każe dziś tonować sukcesy naszej cywilizacji, opowiadać, że Chińczycy wynaleźli papier i proch, kto inny kalendarz, a kto inny jeszcze co innego... Być może wynaleźli, ale nigdy nie zastosowali powszechnie, nie uczynili elementem gospodarki. Powody tego są oczywiste, tak jak oczywiste jest, że nauka powstać mogła tylko w systemie wolności, jaki stworzyła cywilizacja zachodnia. Choć dziś wydaje się, że korzystać z niej mogą wszyscy, również przedstawiciele innych cywilizacji, to w sposób pełny mogą ją adaptować tylko wtedy, kiedy przejmą zasady cywilizacji, która naukę stworzyła. Ostatnim dowodem na to jest klęska komunizmu.

Powodowana szlachetną namiętnością Fallaci często przesadza i bywa nieprzyjemna. Dzieje się tak, gdy odnajduje w sobie wyrozumiałość dla rosyjskich najeźdźców na Afganistan. Przesadza zwłaszcza wtedy, gdy zaczyna postrzegać muzułmanów jako jednorodną zbiorowość. Kultura warunkuje ludzi, ale przecież nie modeluje ich ostatecznie. Z Fallaci nie sposób się zgodzić, kiedy zaczyna wrzucać do jednego worka i uznawać za plagę wszelkich muzułmańskich imigrantów, którzy przybyli do Europy. Ale kiedy oburza się na ekscesy europejskiej tolerancji wobec barbarzyństwa niektórych imigrantów, kiedy uznaje, że kraje europejskie winny domagać się od wszystkich stosowania się do swoich zasad - ma rację.

Racje polityków  - prawdy pisarzy

Bush zachowuje się rozsądnie, starając włączyć do antyterrorystycznej koalicji jak najwięcej krajów muzułmańskich. Trzeba starać się uniknąć globalnej konfrontacji cywilizacyjnej. Zmiażdżenie ośrodków terrorystycznych przy utrzymaniu choćby neutralności większości krajów islamskich będzie sukcesem i może ograniczyć skalę konfliktu. Dla osiągnięcia takich celów trzeba bardzo ważyć słowa i często unikać mówienia prawdy. Dlatego z perspektywy politycznej wystąpienie Berlusconiego było błędem. Jednak innym regułom winna podlegać działalność intelektualistów, pisarzy, dziennikarzy.

Barbarzyństwo, którego Fallaci doświadczyła i które obserwowała w krajach islamu, jest faktem. Opisując je, spełnia swoją powinność. Zwolennicy poprawności politycznej, którzy nawołują do powstrzymywania się przed tego typu relacjami, bo mogą być one wodą na młyn rasistów, bo są doświadczeniem subiektywnym i deformują prawdę obiektywną, albowiem w każdej kulturze... itd. - przypominają Sartre'a, który protestował przeciw pisaniu o sowieckich gułagach, aby nie pozbawiać nadziei francuskich robotników.

Nie należy zamykać oczu na to, że europejskie kraje azylu dla imigrantów muzułmańskich stały się również krajami azylu dla fundamentalizmu i wyrastającego zeń terroryzmu, który pasożytuje na glebie tolerancji i demokratycznej kultury. To, że kraje europejskie nie potrafią sobie z tym poradzić, jest symptomem rozkładu i tchórzostwa tutejszych elit politycznych. Jeśli istnieją normy prawne, które karzą za działalność antykonstytucyjną, za nawoływanie do nienawiści na tle rasowym i religijnym, to czemu nie można zastosować ich do podejmujących takie działania fundamentalistycznych ugrupowań muzułmańskich? Jak można tolerować pochwały bin Ladena wygłaszane przez "autorytety" religijne w Londynie czy Brukseli? Czy trzeba czekać, aż w kolejnym zamachu, tym razem być może w Europie, zginą znowu tysiące ludzi?

Po zamachu na USA cały Zachód znalazł się w sytuacji wyjątkowej. Czy nie powinien, używając nawet środków wyjątkowych dla liberalnej demokracji, stosowanych jednak, kiedy prowadzi ona wojnę, zniszczyć wszystkich ośrodków fundamentalizmu, nie czekając, aż jeszcze głębiej uda się im zakorzenić w muzułmańskich diasporach?

Mit wielokulturowości

W tym momencie dotykamy być może najbardziej delikatnej kwestii, o której tak gwałtownie pisała Fallaci. Kwestii imigracji. I znowu, jakkolwiek można zarzucić jej przesadę, każdego, kto zna trochę Europę Zachodnią, uderza paradoks. Zbiorowości imigrantów uciekających ze swojego świata przed despotyzmem i nędzą usiłują częstokroć odbudować warunki, które do despotyzmu i nędzy prowadzą. Czy winniśmy więc zmuszać je do przyjęcia zasad naszej kultury?

Mit wielokulturowego państwa jest niebezpieczny i sprzeczny wewnętrznie. Oczywiście, jeśli ograniczymy definicję kultury do rytuału religijnego i obyczaju, to wielokulturowość istnieje już w państwach Zachodu i ma się doskonale. Jeśli jednak kulturę zgodnie ze współczesnymi definicjami rozumieć głębiej, jako model organizacji ludzkiego życia, to od razu pojawiają się problemy. Konflikt dotyczy systemu prawnego, który jest formą życia społecznego. Winniśmy domagać się, aby przybysze przyjęli zasady kultury, z dobrodziejstwa której korzystają. Inaczej fundujemy chaos i - na zasadzie reakcji - rasizm, który ugodzi we wszystkich. Również w niewinnych przybyszy.

Mamy nie tylko prawo, ale i obowiązek domagać się poszanowania naszej kultury, o co tak gwałtownie występuje Fallaci. Tylko że w tym celu sami musimy szanować jej fundamenty. Współczesne relatywizmy kulturowe prowadzą do podważenia naszej kultury, tworząc niebezpieczny klimat, na którym łatwo wyrasta ideologia przemocy. Taki klimat, jaki opisywał choćby Witkacy w okresie międzywojennym. -


