TURNIEJ CZTERECH SKOCZNI

Funaki znów wygrał  - Mateja na 22. miejscu - Goldberger piąty

Hasło do lotów

Kazuyoshi Funaki - trzy konkursy, trzy zwycięstwa

FOT. (C) AP

ANDRZEJ ŁOZOWSKI 

z Innsbrucku

Trzeci konkurs Turnieju Czterech Skoczni, rozegrany w Innsbrucku, wygrał Japończyk Kazuyoshi Funaki. Jest to trzecie z rzędu zwycięstwo tego skoczka i za dwa dni, w Bishofschofen, pewnie będzie podobnie. W finale skakał też Robert Mateja, który skończył konkurs na 22. miejscu.

Miał być i jest tłum, ale nie tylko dlatego że dzisiaj skacze syn marnotrawny Andreas Goldberger. W górach nie ma śniegu i dzieci się nudzą, więc rodzice mają dla nich bardzo dobrą ofertę, tzn. konkurs skoków na Berg Isel. Dzieci jedzą ciastka i bawią się w berka, a rodzice piją piwo i łapią słońce. Miał być halny i zachmurzone niebo, tymczasem jest piękny, bardziej majowy niż styczniowy dzień. Śnieg jest tylko na rozbiegu i zeskoku, ale czy to na pewno śnieg, a nie jakaś chemiczna mieszanina białego koloru?

Koniec marzeń

Strasznie blisko leci Adam Małysz (88 m) i nie ma co marzyć, że będzie w finale. Ma w parze Austriaka Schwarzenbergera, który ląduje prawie dziesięć metrów dalej w stylu podobnym do Małysza, ale różnica w długości jest przytłaczająca na korzyść Austriaka. Nie ma co również marzyć o awansie z listy "szczęśliwych przegranych" - skok był po prostu słaby. 

To początek finałowego konkursu. Zaraz po Małyszu jest na rozbiegu Robert Mateja: 93,5 m, dużo dalej od Niemca Hornschuha i Mateja skacze dalej! Ten wykrzyknik jest dlatego, że na razie musimy zapomnieć o podium, pierwszych dziesiątkach i innych temu podobnych zaszczytach, bo na przełomie roku polskim skoczkom przejście pomyślnie kwalifikacji i - jak się uda - dostanie się do finału sprawia problem. Robert Mateja będzie miał dopiero 25. wynik eliminacji, ale trzeba się cieszyć z tego, co się ma.

Jak samolot

Najdłuższy skok eliminacyjnej serii (113 m) ma Japończyk Masahiko Harada, który dzień wcześniej leżał, ale stało się to przy tak wielkiej odległości (119 m), że mimo upadku pozostał on w konkursie. Kazuyoshi Funaki tym razem nie szarżuje, lecz w jak pięknym stylu ląduje na 108. metrze! Dwóch sędziów widzi to jak trzeba i daje mu maksymalne noty. Natomiast dlaczego pan Ralf Goertz z Niemiec ocenia ten skok na 19 punktów, pozostanie jego tajemnicą. Pewnie myśli perspektywicznie i przygotowuje grunt dla Dietera Thomy, który długością potrafi dorównać Japończykom, ale ląduje, nie przymierzając, jak samolot - na obie nogi.

Skoro jesteśmy przy sędziach, to dlaczego przestraszyli się pierwszego finałowego skoku Rosjanina Kobylewa na odległość 111,5 m? Przekroczył on punkt konstrukcyjny o jeden metr, to prawda, ale po pierwsze to jest finałowa seria z udziałem trzydziestu najlepszych, a po drugie skok Kobylewa jest naprawdę perfekcyjny. On szybował tak daleko nie dlatego, że rozbieg jest zbyt długi, lecz dlatego, że "trafił na punkt", co i jemu i wielu innym zdarza się bardzo rzadko. 

Śmieszne spekulacje

No, może przesadzam, bo kiedy finał dobiegał końca, zaczęły dziać się rzeczy niezwykłe. Hasło już nie do skoków, ale prawie lotów dał Andreas Goldberger, który wylądował na 115. metrze. Oczywiście objął prowadzenie, oczywiście był szał na trybunach, ale nie trwało to długo. Po "Goldim" Fin Ahonen ląduje na 117. metrze, potem Thoma na 112., po nim młodziutki Niemiec Hannawald ma 113,5 m i jest na prowadzeniu.

Wtedy pojawił się na górze Funaki. Ma po pierwszej finałowej serii małą stratę do Harady i ponad pięciu punktów do Hannawalda. Może przegrać ten konkurs, jeśli pozwoli sobie na bezpieczny skok, niechby stylowo perfekcyjny. Za chwilę te spekulacje wydają się śmieszne, bo Funaki ląduje na 113. metrze, znowu jest 20. za styl i bezapelacyjnie wygrywa konkurs. Trzeci w tegorocznym Turnieju Czterech Skoczni i tylko wyjazd do domu może mu odebrać zwycięstwo w klasyfikacji łącznej. Po prostu kamikadze. Nasz Robert Mateja jest 22. Dobrze, że znalazł się w finale, szkoda, że tak daleko.

Delikatny temat

Na pytanie, czy najpierw była skocznia Berg Isel, czy położony w najbliższym sąsiedztwie cmentarz, nie otrzymuje się jednoznacznej odpowiedzi. Dość, że każdy uczestnik konkursu w Innsbrucku widzi dokładnie miejsce wiecznego spoczynku, kiedy pojawia się na rozbiegu i patrzy przed siebie. Różnie to opisywano w przeszłości, w zależności od taktu piszących. Niektórzy wypytywali skoczków, czy to ich mobilizuje, czy jest im obojętne. Byli i tacy, którzy o nic nie pytali, tylko walili prosto z mostu, że sąsiedztwo skoczni i cmentarza jest jak najbardziej prawidłowe, bo wiadomo jak niebezpiecznym sportem są skoki narciarskie. Temat jest delikatny, z gatunku tych, których lepiej nie poruszać, jeśli nie ma wyraźnej potrzeby, a dzięki Bogu takiej potrzeby nie było w ostatnich dziesięcioleciach i miejmy nadzieję że tak będzie nadal.

Na pewno pobliski cmentarz nie robi żadnego wrażenia na Japończyku Kazuyoshim Funakim, który nie zwraca uwagi na to, gdzie skacze i co widzi na horyzoncie. Po wygraniu dwóch z czterech konkursów turnieju przyjechał do Innsbrucku z wyraźnym postanowieniem, by tak trzymać. W sobotniej serii kwalifikacyjnej lądował na 119. metrze (rekord skoczni - 120 m). Oczywiście nie miał konkurencji, bo pozostali z największym wysiłkiem przekraczali granicę 110 m. Mógł z nim powalczyć rodak Masahiko Harada, ale usiadł przy lądowaniu przy skoku na odległość 118,5 m. Wyglądało to nawet groźnie, bo Haradą cisnęło o śnieg jak workiem z cementem. Zaraz jednak wstał i na twarzy miał uśmiech od ucha do ucha, ale Harada zawsze się śmieje.

Blady ze złości

Do niedzielnego finału zakwalifikowało się dwóch naszych: Adam Małysz i Robert Mateja. Obaj na miejscu 21., bo mieli takie same skoki (po 104,5 m) i takie same noty (po 104,1 pkt.). To dobrze, że nie byli na końcu tych, którzy awansowali, bo nie musieli następnego dnia być parą dla Funakiego, Saitoha czy Thomy. Czy to jest promyk słońca na zachmurzonym od dobrego miesiąca niebie polskich skoków, czy Małysz z Mateją powoli dźwigają się z niemocy - naprawdę trudno powiedzieć. Bardzo biedny jest Krystian Długopolski, a biedny dlatego, że jego możliwości są o wiele większe niż osiągane wyniki. W sobotę miał tylko 88,5 m w serii kwalifikacyjnej (78. miejsce) i kiedy odpiął narty i wchodził po schodkach na górę, był blady ze złości. Na pytanie, czy nie lubi skoczni w Innsbrucku, machnął tylko ręką i powiedział, że nie wie, co się dzieje. Oczywiście nie jest jedynym przegranym, ale to dobrze, że jest tak zły na siebie. On może skakać, będzie skakać i powinno to mieć miejsce już niedługo. Czego nie można powiedzieć o Wojciechu Skupieniu, któremu chyba wystarczy to, co robi, a robi za tło dla Funakiego, Harady i innych. To jest w końcu wolny wybór.


#### SUMMARIES ####
#### SUMMARY START ####
W Innsbrucku odbył się trzeci konkurs Turnieju Czterech Skoczni, rozgrywany przy słonecznej pogodzie i piknikowej atmosferze.Trzeci raz z rzędu zwyciężył Japończyk Kazuyoshi Funaki. Do finałowej rundy zakwalifikował się jako jedyny z Polaków Robert Mateja, który pokonał skaczącego z nim w parze Niemca Hornschuba. Mateja skończył zawody na 22. miejscu. Nie powiodło się Adamowi Małyszowi, który skoczył tylko 88 metrów, 10 metrów bliżej niż skaczący z nim w parze Schwarzenberger. Można mieć zastrzeżenia do sędziów, którzy niepotrzebnie zdecydowali o obniżeniu rozbiegu po bardzo długim skoku Kobylewa, który spowodowany był idealnym odbiciem. W rundzie finałowej można było oglądać długie skoki, między innymi Goldbergera, któremu kibicowała publiczność, a także Ahonena, Thoma i Hannawalda. Funaki wygrał w pięknym stylu, oddał długi skok i otrzymał dwudziestkę za styl. Do niedzielnego konkursu finałowego zakwalifikowało się dwóch Polaków – Adam Małysz i Robert Mateja, obaj zajeli w kwalifikacjach 21. miejsce po skokach na odległość 104,5 m i otrzymaniu identycznych not za styl. Dzieki temu, że nie zajęli końcowych miejsc, nie będą musieli skakać w parze z najlepszymi. Być może jest to znak, że powoli dźwigają się z niemocy. Nie powiodło się Krystianowi Długopolskiemu, który w sobotniej serii kwalifikacyjnej skoczył 88,5 m – znacznie poniżej swoich możliwości. Po złości wymalowanej na jego twarzy widać jednak, że Krystiana nie satysfakcjonują takie skoki, co jest dobrym znakiem na przyszłość.
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
W Innsbrucku odbył się trzeci konkurs Turnieju Czterech Skoczni. Trzeci raz z rzędu zwyciężył Japończyk Kazuyoshi Funaki. Do rundy finałowej zakwalifikował się jako jedyny z Polaków Robert Mateja, który skończył zawody na 22. miejscu. Adam Małysz skoczył tylko 88 metrów i przegrał ze skaczącym z nim w parze Schwarzenbergerem. Funaki wygrał w pięknym stylu, oddał długi skok i otrzymał dwudziestkę za styl. Do niedzielnego konkursu finałowego zakwalifikowało się dwóch Polaków - Adam Małysz i Robert Mateja. Obaj zajeli w kwalifikacjach 21. miejsce, dzieki czemu nie będą musieli skakać w parze z najlepszymi. Nie powiodło się Krystianowi Długopolskiemu, który w sobotniej serii kwalifikacyjnej skoczył 88,5 m - znacznie poniżej swoich możliwości.


#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
Japończyk Kazuyoshi Funaki wygrał rozgrywany w Innsbrucku trzeci konkurs Turnieju Czterech Skoczni. Jedynym Polakiem w rundzie finałowej był Robert Mateja, który zajął ostatecznie 22. miejsce. Adam Małysz skoczył tylko 88 metrów i przegrał ze skaczącym z nim w parze Schwarzenbergerem. Do niedzielnego konkursu finałowego zakwalifikowało się dwóch Polaków - Adam Małysz i Robert Mateja.

#### SUMMARY END ####
