Andrzej Gołota przegrał z Michaelem Grantem w 10. rundzie 

Stracone złudzenia

Komentarz: Gołota znów zadziwił

Fot. (C) AP

JANUSZ PINDERA

Zbije go jak psa" - mówił przed pojedynkiem w Atlantic City manager Andrzeja Gołoty, Ziggy Rozalski. Don Turner, trener Michaela Granta, był pewny zwycięstwa swojego boksera. "To mistrz XXI wieku - mówił dziennikarzom. - Najpierw pokona Gołotę, a później rozprawi się z Lennoxem Lewisem". 27-letni Michael Grant był faworytem w pojedynku z Gołotą. Olbrzym z Norristown (202 cm, 114 kg) nie przegrał żadnej z 30 zawodowych walk. Kilku znanych mistrzów boksu twierdziło jednak publicznie, że Polak ma duże szanse. 

Pierwsza runda walki w Atlantic City potwierdziła te opinie. Gołota był szybszy i bardziej zdecydowany. Jego akcja, po której Grant padł na deski, była szkoleniowa. Polak zaczął podwójnym lewym prostym, po którym wystrzelił prawym, i wydawało się, że jest po walce. Grant to jednak kawał chłopa. Były gracz futbolu amerykańskiego wstał dość szybko i robił wszystko, by przetrwać do gongu kończącego pierwsze starcie. Nie uchronił się jednak od kilku mocnych ciosów Polaka i równo z gongiem znów leżał na deskach. "Byłem w poważnych opałach, ale kontrolowałem sytuację - mówił Grant po zakończeniu pojedynku. - Po ciosie w szczękę szybko się zerwałem i patrzyłem, czy Gołota nie ponowi ataku" - tłumaczył dziennikarzom. Don Turner, trener Granta, przyznał, że w trakcie walki miał dla niego jedną radę. "Powiedziałem mu, tylko bez paniki. Wiesz, co musisz teraz zrobić. Znokautuj go...!". Druga runda, podobnie jak pierwsza, przebiegała pod dyktando Polaka. Jego przewaga nie była jednak tak przygniatająca jak w pierwszym starciu, ale sędziowie tym razem też nie mieli wątpliwości, kto jest lepszy. 

W trzeciej rundzie poniżej pasa uderzył Michael Grant, ale Randy Naumann przymknął na to oko. Dla Gołoty nie był już tak łaskawy. Gdy tylko ten uderzył nieprawidłowo, z miejsca został ukarany ostrzeżeniem i odebraniem punktu. Kilka minut później ringowy wyrównał dług wobec Gołoty i odebrał punkt Grantowi. Ta sytuacja i dobra postawa Polaka w tym starciu dała mu wygraną w czwartej rundzie 10:8. O Grancie jednak nie darmo się mówi, że to robot, który rozkręca się z rundy na rundę i wyniszcza rywali siłą swoich ciosów. 

W piątym starciu to on był górą. Trafiał częściej i mocniej, choć wydawało się, że jego ciosy nie robią większego wrażenia na byłym mistrzu Polski. Szósta runda tego pojedynku na pewno nie przejdzie do historii. To były bezsprzecznie najmniej ciekawe trzy minuty pojedynku. Kolejna runda, również remisowa, też nie wniosła nic nowego do sprawy. Gołota i Grant sprawiali już wrażenie wyraźnie zmęczonych. Walka od pierwszego gongu prowadzona była w dużym tempie, a ciosy z obu stron przypominały uderzenia młota pneumatycznego. 

Ósme starcie, choć znacznie ciekawsze niż poprzednie, również nie zmieniło niczego w obrazie pojedynku. W dziewiątej rundzie Gołota znów przyśpieszył i sędziowie, chyba bez większych oporów, mogli zapisać ją na konto polskiego pięściarza. Przed dziesiątą rundą Gołota prowadził na punkty u wszystkich sędziów. Przewaga była wyraźna: siedem, pięć i trzy punkty. W tym momencie przypomniała się druga walka z Riddickiem Bowe'em. Wtedy też były pięściarz warszawskiej Legii przegrał pojedynek na własne życzenie. Po jednym z potężnych ciosów Bowe'a nie wytrzymał nerwowo i uderzył poniżej pasa, za co został zdyskwalifikowany. Tym razem Polak walczył czysto, zachowywał się w ringu jak dżentelmen. Nie zamierzał też bronić zdobytej wcześniej przewagi. To on wciąż był tym, który dyktował tempo i rozwój wydarzeń w ringu. Niepokojące było tylko to, że jego lewy prosty nie dochodził celu już tak często i precyzyjnie jak wcześniej. 

W połowie rundy Grant po raz pierwszy trafił prawym prostym. Gołota nawet nie drgnął, choć cios był potężny. Chwilę później dłuższy i jeszcze mocniejszy prawy prosty Granta wyraźnie wstrząsnął Gołotą. To był początek końca. Grant, który zaczyna każdy pojedynek od słów: "Niech cię Bóg błogosławi", rozpoczął wyniszczający atak. Tym razem chyba wszystkim stanęły przed oczami obrazy z walki Gołota - Lewis. Tak samo jak wtedy Polak nie potrafił się przed tym atakiem obronić. Grant bił mocno, ale niezbyt celnie. Jednak po lewym sierpowym i prawym podbródkowym Gołota padł na deski. Po raz pierwszy i ostatni w tej walce. Wstał wprawdzie dość szybko, jeszcze szybciej przyjął postawę bokserską, ale Randy Naumann przerwał pojedynek. Publiczność zgromadzona w hotelu Taj Mahal przyjęła tę decyzję gwizdami. Gołota nie wyglądał na zaskoczonego. Bardziej zdziwiony był Grant, do którego powoli docierało, że wygrał przegraną walkę. 

Gołota przegrał i zarobił kolejny milion dolarów. Czy zarobi następne, zależy tylko od niego. Raz jeszcze pokazał, że jest bokserem wyśmienitym, ale charakteru do wygrywania mu brak. To jednak wcale nie musi być przeszkodą do podpisania jeszcze jednego intratnego kontraktu.

Grant: Kontrolowałem  sytuację. Po ciosie  w szczękę  szybko się zerwałem  i patrzyłem, czy Gołota  nie ponowi ataku. Nie ponowił.

Dramat  w ringu. Bokser walczy  o życie

Walka poprzedzająca pojedynek Gołota - Grant zakończyła się w dramatyczny sposób. W pojedynku o tytuł mistrza Stanów Zjednoczonych w kategorii junior średniej Paul Vaden znokautował w 10. rundzie prowadzącego na punkty Stephana Johnsona. Mimo zabiegów lekarzy Johnson nie odzyskał przytomności i został odwieziony do szpitala w Atlantic City. Jego stan jest krytyczny.

Komentarz

Gołota znów zadziwił

Andrzej Gołota znów wszystkich zaskoczył. W pojedynku z faworyzowanym Michaelem Grantem walczył dobrze; udowodnił, że potrafi to robić. Kiedyś, w dwóch walkach ze słynnym Riddickiem Bowe'm pokazał ogromne umiejętności i brak panowania nad swoimi emocjami. Dwukrotnie przegrał przez dyskwalifikację, ale mimo to dostał szansę i walczył z Lennoxem Lewisem o mistrzostwo świata.

Gołota jest nieobliczalny. To dziwny bokser i jeszcze dziwniejszy człowiek. "Każdy ma jakąś ciemną stronę" - mówił dziennikarzom podczas ostatniej konferencji prasowej w Atlantic City. Trudno określić, co miał na myśli. Nikt tak naprawdę nie wiedział, dlaczego w dwóch walkach bił Bowe'a poniżej pasa i przegrywał walki, które zapewne wygrałby wysoko na punkty. Trudno też powiedzieć, dlaczego po kilku mocnych ciosach Granta, nie podjął walki w dziesiątej rundzie. Wydawało się, że był w stanie dotrwać do gongu kończącego to starcie.

Stało się jednak inaczej. Raz jeszcze prysły sny o potędze, raz jeszcze okazało się, że Gołota nie umie wygrywać najważniejszych pojedynków, nawet wtedy, gdy prowadzi wysoko na punkty. Gdyby pokonał Granta, prawdopodobnie w połowie przyszłego roku biłby się z Witalijem Kliczką, mistrzem świata organizacji WBO. A z kim spotka się teraz, po porażce? Nie można wykluczyć, że powie koniec i zawiesi rękawice na kołku. Gołota od dawna powtarza, że nie lubi boksu i walczy tylko dla pieniędzy. Jeśli tak jest w istocie, to chyba jeszcze się skusi. Wciąż stać go na wielkie rzeczy.

Janusz Pindera 


#### SUMMARIES ####
#### SUMMARY START ####
W starciu Gołoty z Grantem faworytem był Amerykanin. Kilku znanych mistrzów boksu nie przekreślało jednak szans Polaka. Na początku walki Gołota był istotnie szybszy i bardziej zdecydowany. Zdobył się nawet na dwie akcje, po których Grant padał na deski. W kolejnych rundach przewaga Polaka jednak malała, podczas gdy Amerykanin się rozkręcał. Mimo to przed dziesiątą rundą to Gołota wciąż z wyraźną przewagą prowadził na punkty u wszystkich sędziów. W decydującym starciu padł jednak na deski. Choć szybko się podniósł i przyjął nawet postawę bokserską, sędzia przerwał mecz. Publiczność przyjęła tę decyzję gwizdami. Grant był z kolei zaskoczony, że wygrał przegraną już walkę. Gołota zarobił za ten pojedynek kolejny milion dolarów. Pokazał, że jest wyśmienitym bokserem. Brak mu jednak charakteru do wygrywania. Wielokrotnie już prowadził wysoko na punkty, żeby w końcu przegrać przez nieumiejętność panowania nad emocjami. W dwóch starciach z Bowe'em został zdyskwalifikowany za ciosy poniżej pasa. Nasz bokser ma dziwny charakter. Czy zakończy karierę po ostatniej porażce? Wydaje się, że nie. Gołota przyznaje bowiem, że nie lubi boksu i walczy tylko dla pieniędzy, a te skuszą go pewnie po raz kolejny. Przed walką Gołoty z Grantem doszło do dramatycznej sytuacji w pojedynku o mistrzostwo USA. Znokautowany Stephan Johnson nie odzyskał przytomności i został przewieziony do szpitala, gdzie przebywa w stanie krytycznym. 
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
W starciu Gołoty z Grantem faworytem był Amerykanin. Mimo to przed dziesiątą rundą to Gołota z wyraźną przewagą prowadził na punkty u wszystkich sędziów. W decydującym starciu padł jednak na deski. Choć szybko się podniósł, sędzia przerwał mecz. Publiczność przyjęła tę decyzję gwizdami. Gołota zarobił kolejny milion dolarów. Pokazał, że jest wyśmienitym bokserem. Brak mu jednak charakteru do wygrywania. Wielokrotnie już prowadził wysoko na punkty, żeby w końcu przegrać przez nieumiejętność panowania nad emocjami. Czy Gołota zakończy karierę po ostatniej porażce? Wydaje się, że nie. Przyznał bowiem, że nie lubi boksu i walczy tylko dla pieniędzy, a te skuszą go pewnie po raz kolejny.
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
W starciu Gołoty z Grantem faworytem był Amerykanin. Mimo to przed dziesiątą rundą to Gołota z wyraźną przewagą prowadził na punkty u wszystkich sędziów. W decydującym starciu padł jednak na deski. Choć szybko się podniósł, sędzia, mimo gwizdów publiczności, przerwał walkę. Gołota pokazał, że jest wyśmienitym bokserem. Brak mu jednak charakteru do wygrywania.
#### SUMMARY END ####
