Nieprawdę można wykryć dzięki dokładnemu słuchaniu, w jaki sposób ludzie przedstawiają swoją wersję wydarzeń

Kłamcy w pułapce

PIOTR KOŚCIELNIAK, ŁUKASZ KANIEWSKI

Wystarczy dobrze wsłuchać się w słowa,  aby wykryć kłamstwo  - twierdzą amerykańscy psychologowie.  Nie są do tego potrzebne żadne urządzenia  w rodzaju wykrywacza kłamstw - trzeba tylko wiedzieć, czego szukać. Banalna z pozoru  metoda okazała się skuteczna aż w dwóch trzecich analizowanych wypadków.

Zdaniem amerykańskich naukowców wykryć nieprawdę można dzięki dokładnemu słuchaniu, w jaki sposób ludzie przedstawiają "swoją wersję" wydarzeń. "Osoby, które kłamią, komunikują się w zupełnie odmienny sposób od osób prawdomównych" - powiedział agencji Reuters Matthew Newman z Uniwersytetu Teksasu w Austin. Wyniki prac jego zespołu badawczego zaprezentowane zostały podczas ostatniego kongresu Amerykańskiego Towarzystwa Psychologii Społecznej. Prace amerykańskich specjalistów to kolejny dowód na to, że używane sformułowania czy nawet niektóre słowa mogą zdradzić kłamstwo.

Usta prawdy

Najważniejszym mechanizmem obserwowanym u kłamców jest dystansowanie się od relacjonowanych wydarzeń. Osoba świadomie mijająca się z prawdą stara się unikać słów "ja" czy "moje" - uważa Matthew Newman. W ten sposób kłamca stawia się w pozycji obserwatora, a nie uczestnika wydarzeń. Drugim znakiem, że coś "brzydko pachnie", jest ograniczenie szczegółów w relacjonowanej historii i zastąpienie ich kilkoma, często powtarzanymi faktami. "Kiedy ktoś kłamie, jest obciążony koniecznością wymyślenia całej historyjki, a to oznacza, że ma dostatecznie dużo do myślenia, aby całość brzmiała przekonująco. Nie ma już siły na to, aby wymyślać szczegóły" - tłumaczy to zachowanie Newman. Ostatnim analizowanym przez amerykańskich badaczy sygnałem oszustwa były negatywne emocje, przebijające przez kłamliwe wypowiedzi. Zdaniem badaczy z Uniwersytetu Teksasu kłamcy czują prawdopodobnie winę z powodu oszustwa. Wina ta przejawia się strachem i złością, którą można odkryć niejako między wierszami.

Aby przetestować ten prosty sposób wykrywania kłamstw, naukowcy przeprowadzili eksperyment, w którym wykorzystali zwykłych ludzi - "sędziów" mających ocenić prawdomówność oraz program komputerowy LIWC (Linguistic Inquiry and Word Count), który miał obiektywnie przeanalizować wypowiedzi kłamców, poszukując w nich opisanych wyżej wzorców. "Sędziowie" wychwycili jedynie połowę kłamstw (czyli "na dwoje babka wróżyła"), komputer aż 67 proc.

Bella DePaula, psycholog na Uniwersytecie stanu Virginia w USA, przeprowadziła podobne badania kilka lat temu. Po przebadaniu 3000 osób stwierdziła, że kiedy ludzie kłamią, nie podają szczegółów, nazw miejsc ani imion; dają bardzo krótkie odpowiedzi; używają najchętniej czasu przeszłego; używają zdań przeczących (mówią "nie jestem oszustem" zamiast "jestem uczciwy"); starają się patrzeć w oczy; ich głos jest nieznacznie wyższy.

"FBI używa podobnego sposobu do badania prawdziwości zeznań" - twierdzi Matthew Newman. Metoda ta jest na tyle wygodna, że umożliwia testowanie wypowiedzi zapisanych na papierze, a nie jedynie podawanych w trakcie badania lub zarejestrowanych za pomocą urządzeń audiowizualnych.

Stres oszusta

Najbardziej rozpowszechnionym obecnie sposobem testowania prawdomówności jest tzw. wykrywacz kłamstw, czyli poligraf. Jest to urządzenie nie tyle wykrywające kłamstwa, ile monitorujące nieświadome reakcje organizmu na to, co mówi osoba obsługująca urządzenie i to, co odczuwa badany. W przeszłości wykorzystywano znane z licznych filmów poligrafy analogowe - pisakami rysujące krzywe na papierze. Obecnie korzysta się z urządzeń skomputeryzowanych, jednak zasada ich działania pozostała niezmieniona. 

Poligraf może zwykle mierzyć ciśnienie krwi, puls, częstotliwość oddechów oraz przewodnictwo elektryczne skóry (pocenie się, zazwyczaj na dłoniach lub palcach). Może również rejestrować np. poruszenia rąk i nóg badanego. Wszystkie te parametry mogą zmieniać się w zależności od poziomu stresu badanego. Nieświadome reakcje organizmu mogą zatem zdradzić, kiedy badana osoba czuje dyskomfort z powodu mówienia nieprawdy. Nie mniej istotnym elementem badania niż sam mechanizm są pytania zadawane przez badającego. Ich celem jest na początku "skalibrowanie" urządzenia i przygotowanie do sesji właściwych pytań. Tych jest z reguły ok. kilkunastu, z czego jedynie część dotyczy właściwej sprawy, np. przestępstwa. Dzięki temu można precyzyjnie określić, które reakcje badanej na poligrafie osoby mogą być "podejrzane". Nigdy nie ma bowiem stuprocentowej pewności, czy badany kłamie, czy mówi prawdę - podkreśla mający 18-letnie doświadczenie z poligrafami dr Bob Lee z firmy Axciton Systems, producenta sprzętu do badania "wykrywaczem kłamstw". 

"Nie ma maszyny potrafiącej wykryć kłamstwo. Urządzenia nie mierzą prawdomówności, a jedynie zmiany ciśnienia krwi czy częstość oddechu, ale te fizjologiczne efekty mogą być powodowane przez rozmaite emocje" - twierdzą działacze American Civil Liberties Union (ACLU), jednej z największych organizacji chroniącej prawa jednostki w USA. Taka opinia nie jest bezzasadna, tym bardziej że od lat znane są sposoby na oszukiwanie "wykrywaczy kłamstw". Niektóre są prymitywne - można ugryźć się w język lub nadepnąć na pinezkę w bucie, aby wywołać reakcję organizmu, czy też posmarować ręce dezodorantem. Inne są bardziej wyrafinowane, jak przyjmowanie odpowiednich leków uspokajających. 

Coraz bliżej pewności

W ostatnich latach pojawiły się jednak nowe metody badania emocji towarzyszących kłamstwu. Obserwacja zmiany barwy głosu czy mocniejszego ukrwienia niektórych części twarzy to tylko niektóre sposoby na kłamców. Kolejnym wykorzystywanym dziś sposobem jest poklatkowa analiza obrazu wideo przedstawiającego osobę podejrzewaną o mijanie się z prawdą. Trwające ułamek sekundy mikroekspresje twarzy mówią więcej o intencjach danej osoby niż badania poligrafem i analiza słów. Nagła i krótkotrwała zmiana wyrazu twarzy zwykle nie jest uświadamiana. W pełni kontrolować mimikę potrafi  tylko ok. 10 proc. ludzi.

Do badania prawdomówności wykorzystywane jest także badanie rezonansem magnetycznym. Podczas wykonanych w ubiegłym roku eksperymentów neurologowie z Uniwersytetu Pensylwanii zbadali w ten sposób 18 studentów, którzy mieli za zadanie oszukiwać podczas gry w karty. Okazało się, że kłamstwo powoduje zmianę aktywności w obszarach mózgu odpowiedzialnych za koncentrację uwagi, zaprzeczanie i monitorowanie błędów. Była ona wyższa wtedy, gdy studenci kłamali.

Zauważono również, że kiedy człowiek kłamie, więcej obszarów mózgu jest aktywnych - zmyślanie jest trudniejsze niż mówienie prawdy. Profesor Stephen Kosslyn z Harvardu twierdzi, że w zależności od rodzaju kłamstwa uaktywniają się rozmaite obszary kory. Na przykład, kiedy ktoś kłamiąc improwizuje - nie opowiada wcześniej przygotowanej bajki - uaktywnia się tylna część mózgu, odpowiedzialna za wizualizację.

Lawrence Farwell, neurofizjolog, skonstruował urządzenia do wykrywania "odcisków mózgu". Nazwa powstała przez analogię z odciskami palców, ale zasada jest trochę inna - to nie mózg odciska się na przedmiocie, ale przedmiot pozostawia niezatarty ślad w mózgu. Urządzenie Farwella wykrywa obecność specyficznej fali mózgowej zwanej P300, która uaktywnia się, gdy badany widzi przedmiot mu znajomy. Pokazując podejrzanemu narzędzie zbrodni, zdecydować można, czy brał udział w morderstwie.

Bardzo owocne okazują się też badania nad ciałem migdałowatym. Jest to część tzw. układu limbicznego (odpowiedzialnego za emocje), która odpowiada za strach i złość. Mierząc dopływ krwi do tego miejsca, wykryć można strach towarzyszący kłamstwu. Sprawdzić też można np. negatywne nastawienie badanego do pokazywanego mu przedmiotu. W USA przez obserwację aktywności ciała migdałowatego próbuje się na przykład wykrywać uprzedzenia rasowe, do których badani świadomie i szczerze nie przyznają się. -

Podręczny poligraf

Już w 1997 roku izraelska firma Mahk-Shevet opracowała program komputerowy, dzięki któremu można sprawdzić prawdomówność rozmówcy. Określany nazwą Truster, był pierwszym ogólnie dostępnym sposobem analizy cech głosu. Początkowo pomysł badania cech głosu był opracowywany dla wojska i policji, która potrzebowała narzędzia pozwalającego wstępnie analizować intencje telefonicznych rozmówców. Później okazało się, że programem zainteresowani są biznesmeni. "Często dzwonię do różnych firm, które starają się przekonać mnie, że mają najlepsze produkty w najlepszych cenach. Lubię wiedzieć, czy mówią prawdę" twierdzi Tamir Segal, prezes Mahk-Shevet.

Najdroższa wersja Trustera, przeznaczona dla przedsiębiorstw, kosztowała ok. 2,5 tys. dolarów. Przetestowano ją na politykach wypowiadających się przed kamerami telewizji. Oświadczenie izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu o przyjęciu pełnej odpowiedzialności za zamach na palestyńskiego lidera zostało określony przez komputer jako "przesadne". Zapewnienie o wdrożeniu pełnego śledztwa policji w tej sprawie było, zdaniem komputerowego programu, zwykłym kłamstwem.

Oprogramowanie wykorzystano w przenośnym urządzeniu zwanym Handy Truster południowokoreańskiej firmy 911 Computer Co.  Handy Truster trafił na rynek półtora roku temu, kosztuje ok. 50 dolarów. Konstruktorzy urządzenia twierdzą, że niełatwo je oszukać. Kiedy człowiek kłamie, do jego strun głosowych dopływa mniej krwi, co wpływa na zmianę barwy głosu. Nie sposób tego kontrolować. Trzeba tylko zarejestrować próbkę głosu osoby badanej, kiedy mówi prawdę. Na podstawie odstępstw od tej próbnej barwy głosu Handy Truster wykrywa kłamstwo z dokładnością ok. 82 proc. Reporterzy "Time'a" przetestowali wynalazek podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Wyniki były następujące: podczas trzech debat Al Gore skłamał 23 razy, George Bush - 57.

Prof. dr hab. Tadeusz Tomaszewski, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UW

Termin "wykrywacz kłamstw" jest niewłaściwy, choć bardzo często stosowany. Właściwą nazwą, międzynarodową, jest poligraf, lub spotykana niekiedy w Polsce - wariograf. Poligraf nie wykrywa kłamstw, a jedynie mierzy reakcję organizmu. Tak, jak termometr mierzy temperaturę, tak poligraf mierzy reakcję na bodźce - tymi bodźcami są pytania - istotne dla sprawy. Nie można zatem powiedzieć z całkowitą pewnością, czy dana osoba kłamie. Trafność badań określana jest różnie, w zależności od tego, czy mówią o nim zwolennicy, czy przeciwnicy. Z reguły jest to między 75 a 95 proc.

Dziś wykorzystuje się poligraf raczej do określenia, czy dana osoba ma wiedzę o czynie, o przestępstwie. Pozwala też na szybkie eliminowanie podejrzanych. Wiadomo, że są firmy, które prowadzą badania poligrafem np. na pracownikach. Nie ma zakazu wykorzystywania takich urządzeń na użytek niedowodowy. Policja czy UOP stosują je do celów operacyjnych. Odrębną kwestią jest jednak zastosowanie takiego urządzenia w procesie karnym. W sądzie - po zmianie kodeksu - urządzeń wykrywających reakcje emocjonalne (bo nie mówi się wprost o poligrafie) nie można używać w związku z przesłuchaniem. Przepisy pozwalają jednak na wykorzystanie takiego badania jako ekspertyzy. Wszystko wskazuje na to, że do sądów wraca ostrożne stosowanie poligrafu.



#### SUMMARIES ####
#### SUMMARY START ####
Zdaniem amerykańskich naukowców wystarczy dobrze wsłuchać się w słowa, aby wykryć kłamstwo.Kłamcy dystansują się od relacjonowanych wydarzeń, starają się unikać słów "ja" czy "moje", ograniczają szczegóły i zastępują je kilkoma, często powtarzanymi, faktami. Kłamliwym wypowiedziom towarzyszą negatywne emocje. Kiedy ludzie kłamią, nie podają szczegółów, nazw, imion, dają krótkie odpowiedzi, użwają czasu przeszłego, starają się patrzeć w oczy, ich głos jest nieznacznie wyższy. Sposobem testowania prawdomówności jest tzw. wykrywacz kłamstw, czyli poligraf. Jest to urządzenie monitorujące nieświadome reakcje organizmu, takie jak ciśnienie krwi, puls, częstotliwość oddechu, pocenie się, które zmieniają się w zależności od poziomu stresu badanego. Badanie nie daje stuprocentowej pewności, czy badany kłamie czy mówi prawdę, zwłaszcza że poligraf można "oszukać". W ostatnich latach pojawiły się jednak nowe metody badania emocji towarzyszących kłamstwu, jak obserwacja zmiany barwy głosu czy poklatkowa analiza obrazu wideo, rejestrującego nieświadome zmiany mimiki. Do badania prawdomówności wykorzystywany jest też rezonans magnetyczny, ponieważ kiedy człowiek kłamie, więcej obszarów mózgu jest aktywnych. Owocne są też badania nad ciałem migdałowatym, tj. częścią układu limbicznego odpowiedzialną za strach i złość. Mierząc dopływ krwi do tego miejsca, można wykryć strach towarzyszący kłamstwu. Już w 1997 roku izraelska firma opracowała program komputerowy, pozwalający sprawdzić prawdomówność rozmówcy na podstawie analizy cech głosu. Początkowo przeznaczony dla wojska i policji, zainteresował również biznesmenów. Urzadzenie przetestowano na politykach wypowiadających się przed kamerami telewizyjnymi. Podobne oprogramowanie wykorzystano w urządzeniu firmy południowokoreańskej, które wykrywa kłamstwo poprzez analizę zmian barwy głosu. Urządzenie to wykrywa kłamstwo z dokładnością około 82%.Profesor Tomaszewski z UW mówi, że dziś wykorzystuje się poligraf raczej do określenia, czy badana osoba ma wiedzę o przestępstwie. Pozwala to na szybkie eliminowanie podejrzanych. Polskie przepisy pozwalają na wykorzystywanie takiego badania jako ekspertyzy. Trafność badań określana jest różnie, z reguły między 75 a 95 procent. Są też firmy, które stosują badania poligrafem pracowników.
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
Zdaniem amerykańskich naukowców wystarczy słuchać, jak ludzie mówią, aby wykryć kłamstwo. Osoby, które kłamią, dystansują się od relacjonowanych wydarzeń, nie podają szczegółów, nazw ani imion, dają bardzo krótkie odpowiedzi, ich głos jest nieznacznie wyższy.Sposobem testowania prawdomówności jest tzw. wykrywacz kłamstw, czyli poligraf. Jest to urządzenie rejestrujące reakcje organizmu, takie jak ciśnienie krwi, puls, częstotliwość oddechu, pocenie się , które zmieniają się pod wpływem stresu. Te reakcje mogą  wskazywać, czy badana osoba czuje dyskomfort z powodu mówienia nieprawdy. Nie ma jednak  stuprocentowej pewności co do wyników badania, tym bardziej że znane są sposoby "oszukania" poligrafu. Nowe metody badania prawdomówności wykorzystują analizę zmian cech głosu czy mimiki. Wykorzystywane jest także badanie rezonansem magnetycznym oraz badania nad ciałem migdałowatym.Już w 1997 roku japońska firma opracowała program komputerowy, pozwalający sprawdzić prawdomówność rozmówcy na podstawie analizy głosu. Podobne oprogramowanie wykorzystano w urzadzeniu firmy południowokoreańskiej.Obecnie wykorzystuje się pol;igraf do określenia, czy badany ma wiedzę o przestępstwie, co pozwala eliminować podejrzanych. 
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
Według naukowców wystarczy słuchać, jak ludzie mówią, aby wykryć kłamstwo.Do testowania prawdomówności służy wykrywacz kłamstw, czyli poligraf. Rejestruje on reakcje organizmu zmieniające się pod wpływem stresu, wywołanego kłamstwem. Wyniki badania nie są  stuprocentowo pewne.Nowe metody wykorzystują analizę nieświadomych zmian głosu lub mimiki, które zachodzą kiedy badany mówi nieprawdę. Wykorzystywane jest też badanie rezonansem magnetycznym a także badania nad ciałem migdałowatym. Opracowano programy komputerowe, sprawdzające prawdomówność.Poligraf jest wykorzystywany do celów operacyjnych przez wojsko i policję.Niektóre firmy badają poligrafem pracowników.
#### SUMMARY END ####
