WIEK FUTBOLU

Pele nienawidził urugwajskich strzelców goli i poprzysiągł im zemstę. To brzmi tyle ładnie, ile łzawo i ma poziom brazylijskiego serialu. Ale tak mogło być. Podeptany został honor Brazylii

Skrzydłowy, bramkarz i łącznik

Być może najlepsza jedenastka w historii - mistrzowski zespół Brazylii z 1970 roku. Od lewej - stoją: Carlos Alberto Torres, Felix, Wilson Piazza, Brito, Clodoaldo, Everaldo i specjalista przygotowania fizycznego Admildo Chirol; klęczą: Mario Americo (masażysta), Jairzinho, Gerson, Tostao, Pele, Rivelino i K.O. Jack (masażysta). 

FOT. BRAZYLIJSKA FEDERACJA FUTBOLOWA

STEFAN SZCZEPŁEK

Nie wiadomo, jak potoczyłyby się losy piłki nożnej, gdyby nie dwa fakty z lat dwudziestych - dopuszczenie do rozgrywek w Brazylii piłkarzy kolorowych oraz zmiana przepisu o spalonym, umożliwiająca rozwój taktyki. Bez tego nie byłoby wielkich piłkarzy i trenerów, a futbol bez gwiazd nigdy nie stałby się fascynującym zjawiskiem. Wszystko, co nastąpiło później, stanowiło jedynie konsekwencję tych faktów i zmian dokonujących się w świecie nie mającym ze sportem wiele wspólnego.

Brazylijska segregacja

Brazylia, uchodząca słusznie za największą pod względem potencjału futbolową potęgę świata, czerpała początkowo z tych samych wzorów co inni. Piłki nożnej uczyli tam na przełomie wieków angielscy marynarze i robotnicy. Grało się więc jak w Anglii - szybko, twardo i nieskomplikowanie. Innych szkół w świecie nie było. Zdarzali się jednak fenomenalni piłkarze, jak choćby syn niemieckiego osadnika i brazylijskiej Mulatki, Arthur Friedenreich.

Był on pierwszym piłkarzem w historii (i prawdopodobnie jednym z trzech, obok Czecha Josefa Bicana i Pelego), który strzelił tysiąc bramek. Wyliczono mu ich 1329, co zresztą nie wystarczyło, aby znaleźć się w angielskiej encyklopedii piłkarskiej Guinnessa. Przypadek Friedenreicha, choć pochodzi z początków wieku, wiele mówi o zwyczajach panujących w sporcie do dziś i o odstępstwach od przyjętych reguł, jeśli miałoby to przybliżyć zwycięstwo. Cel uświęca środki.

Do początku lat dwudziestych kolorowi mieszkańcy Brazylii (a więc absolutna większość) nie mieli prawa gry w piłkę z białymi. Sport ten uchodził za elitarny. Skoro w Anglii w lidze nie grali Murzyni, w Brazylii zwyczaj ten przejęto, rozszerzając go na Mulatów, Metysów oraz Indian. Pojawił się jednak Friedenreich, który z jakichś powodów zagrał przeciwko najlepszym białym i wykazał nad nimi wyższość. Szkoda było rezygnować z kogoś takiego. Ci, którzy stworzyli rasistowskie prawo, teraz szukali sposobów na jego ominięcie. Znaleziono dwa. Po pierwsze - Friedenreicha broniło dobre niemieckie nazwisko. Ponieważ jednak zupełnie nie pasowało ono do śniadej skóry, piłkarz zmuszony był przed każdym publicznym występem i meczem nacierać sobie twarz białym ryżowym pudrem. I od tej pory było wszystko w porządku. Charakteryzacja uspokoiła sumienia rasistów.

Głupie pytanie

Przełom nastąpił w roku 1923. Klub Vasco da Gama z Rio de Janeiro postanowił sprzeciwić się tym zasadom i przystąpił do rozgrywek o mistrzostwo stanu Guanabara z kolorowymi piłkarzami w składzie. Wygrywał przez dwa kolejne lata, co spowodowało rewolucję. W jej wyniku pękły wszystkie bariery i zakazy. Słynny Leonidas, strzelający gole Polakom podczas mistrzostw świata we Francji, w roku 1938, należał do pierwszego pokolenia "wyzwolonych" kolorowych Brazylijczyków. Cała druga połowa wieku, od legendarnych mistrzostw świata na Maracanie w roku 1950, należy do Brazylii, a w jej składach trudno znaleźć białych.

Problem ten, dziś niezrozumiały, jeszcze do niedawna dotyczył także Anglii. Kiedy w roku 1966 jej reprezentacja zdobywała tytuł mistrza świata, w angielskiej lidze nie było jeszcze ani jednego Murzyna! Pierwszy, Clyde Best, pojawił się tam dopiero trzy lata później. Drugi, Ade Coker, po następnych dwóch latach. Obydwaj zresztą urodzili się w brytyjskich koloniach - na Bermudach i w Nigerii. Dopiero w roku 1978 Viv Anderson z Nottingham jako pierwszy Murzyn zagrał w reprezentacji Anglii. Lawina ruszyła. Czy może istnieć futbol bez kolorowych? Głupie pytanie. Bez Pelego, Eusebio, Rijkaarda, Gullita, Romario, Ronaldo...?

Pomysły Chapmana

Na Highbury, stadionie Arsenalu, znajduje się popiersie Herberta Chapmana. Inżyniera górnika, który w roku 1903 jako całkiem przeciętny gracz został sprzedany z Northampton do Notts County za 300 (słownie trzysta) funtów. I nie jako piłkarz zdobył sławę. Był najsłynniejszym angielskim trenerem przed wojną. Z drużynami Huddersfield i Arsenal wywalczył czterokrotnie tytuł mistrza Anglii. Zmarł na posterunku, w biurze na stadionie Highbury.

Ciągle czegoś szukał i eksperymentował. Jako pierwszy na świecie używał białej piłki i butów z gumowymi kołkami, co rozwinął dopiero dwadzieścia lat później Adolf Dassler, czyli firma Adidas. Za czasów Chapmana Arsenal jako pierwszy klub grał przy świetle elektrycznym. To jednak tylko interesujące ciekawostki. Nie z ich powodu Chapman przeszedł do historii futbolu.

W roku 1925 International Board zmienił przepis o spalonym w części mówiącej o liczbie zawodników mogących znajdować się w momencie podania piłki między linią bramkową a najbliższym niej graczem drużyny atakującej. Dotychczas było to trzech zawodników, od tej pory dwóch, i przepis ten wciąż obowiązuje. Można więc przyjąć, że w roku 1925 narodziła się piłka nożna w jej obecnym kształcie.

Decyduje taktyka

Stary przepis powodował, że napastnicy musieli się cofać aż do linii środkowej. Zdobycie gola było utrudnione, ponieważ większość kombinacyjnych ataków kończyła się spalonym, a przebojowi szybcy napastnicy nie dawali sobie rady w pojedynkach z obrońcami. Padało mało bramek. Z nowego przepisu pierwszy skorzystał Herbert Chapman, który zmienił tradycyjne ustawienie drużyny. Do tej pory, przez ponad czterdzieści lat, obowiązywał system klasyczny - dwóch obrońców, trzech pomocników i pięciu napastników w jednej linii. Chapman wycofał środkowego pomocnika do obrony, która od tej pory składała się z trzech graczy. Zmienił też ustawienie ataku, wycofując w głąb pola dwóch łączników. Tak powstał system WM, biorący nazwę od wyimaginowanej linii. Gdyby przeciągnąć ją między poszczególnymi zawodnikami napadu, da nam literę W, a pomocy i obrony - M.

To była rewolucja. O ile dotychczas futbol różnił się jedynie stylami gry, charakterystycznymi dla poszczególnych krajów lub regionów świata, o tyle od tej pory o wyniku zaczęła decydować taktyka. Dzięki WM Arsenal, nawet po śmierci Chapmana, przez kilka przedwojennych lat nie miał równych w Anglii. Cały świat przyjął ten system jako najbardziej klasyczny w dziejach futbolu. W niektórych krajach obowiązywał on przez ponad trzydzieści lat. W Polsce jeszcze w latach sześćdziesiątych. Dopiero Legia jako pierwsza zaczęła stosować nowocześniejsze brazylijskie ustawienie 4-2-4. Kiedy Andrzej Bogucki i Maria Koterbska śpiewają o "trzech przyjaciołach z boiska - skrzydłowym, bramkarzu i łączniku" - to śpiewają o epoce systemu WM.

Młodszy kolega w bawialni

Największą zasługą Anglii jest "poczęcie" nowoczesnego futbolu i wychowanie go do pełnoletności. Kiedy już dorósł i stał się samodzielny, matka nie była mu potrzebna. Popadł z nią nawet w ostry konflikt, ponieważ chciała go wychowywać jak za czasów królowej Wiktorii i króla Jerzego. Trzymała długo w zamkniętym domu, wmawiając, że jest najlepszy i nie musi uczyć się niczego od innych. Raz jednak wpuściła do bawialni, zwanej Wembley, nieznanego młodszego kolegę z dalekiego kraju i rozchorowała się na serce.

Wśród wielu "meczów stulecia" ten z roku 1953 zasługuje wyjątkowo na to określenie. Węgrzy myśleli, że jadą do nauczycieli, a okazało się, że wiedzą więcej od nich. Wygrali 6:3 jako pierwsza w trzydziestoletniej historii Wembley drużyna z kontynentu. Anglikom nie dała do myślenia ani ta porażka, ani sporo innych, ponoszonych na kolejnych mistrzostwach świata. Nie rozumieli nowych szkół taktyki, a może nie chcieli im się poddać. Stawali się potęgą, której jedyną wartością pozostawała bogata jak nigdzie indziej przeszłość i kultywowana tradycja. Nie miało to jednak wpływu na wyniki.

Legendy Wembley

Anglii legendy pomagają na każdym kroku. Najpierw była to najdłuższa historia, pierwsza w świecie liga, potem powstanie Wembley i pierwszy finał FA Cup z 1923 roku. "Finał białego konia" o imieniu Billy, na którym konstabl George Scorey usuwał ludzi z boiska za bramki, bo na trybunach nie było już miejsca. Na stadionie znalazło się ponad 127 tysięcy ludzi. Następnie Chapman, Stanley Matthews, tragedia Manchesteru United na lotnisku w Monachium, po której stał się najbardziej lubianym klubem na ziemi. Stulecie The Football Association z legendarnym meczem na Wembley Anglia - Reszta Świata w 1963. Wreszcie tytuł mistrza, poprzedzony kradzieżą Pucharu Rimeta i cudownym odnalezieniem go w londyńskich krzakach przez kundla zwanego Pickles. Najbardziej kontrowersyjna bramka XX wieku w finale. Dwa lata później Puchar Mistrzów dla Manchesteru United - "Dzieci Busby'ego" z cudownie ocalonym z katastrofy Bobbym Charltonem. I dramat Anglii w ćwierćfinałowym meczu mistrzostw świata z Niemcami w Meksyku. I jeszcze coś - 1 maja 1966 roku, na trzy miesiące przed finałem mistrzostw świata, The Beatles i The Rolling Stones wystąpili wspólnie na koncercie w Wembley. Jak nie kochać tego wszystkiego? Jak się tym nie emocjonować?

Po latach Anglicy zdobędą kilkakrotnie europejskie puchary, siłami Brytyjczyków i coraz liczniejszej rzeszy zawodników zagranicznych. W pierwszym składzie Chelsea, jednego z czołowych klubów Europy 1998 - 99, gra tylko jeden rodowity Anglik. Manchester United, najlepsza drużyna świata '99, ma ich niewielu. To też znak czasów. Anglia własnymi siłami nie osiąga wyników na miarę oczekiwań jej kibiców już od 34 lat. Tradycja i konserwatyzm obróciły się przeciw niej. To, co stanowiło jej siłę, stało się słabością. Ale na szalikach sprzedawanych kibicom pod jednym z najsłynniejszych stadionów świata znajduje się napis: "Wembley Stadium - Venue of Legends". I tak już pozostanie.

Religia  Ameryki Łacińskiej

Międzynarodową Federację Piłkarską, czyli FIFA, założyli podczas majowego spotkania w Paryżu w roku 1904 sami Europejczycy. Przedstawiciele federacji krajowych Francji, Holandii, Danii, Belgii, Szwajcarii, Szwecji i reprezentującego Hiszpanię klubu FC Madrid, który od roku 1920, po dekrecie Alfonsa XIII będzie nosił królewską nazwę - Real. Anglii w tym gronie nie było, bo nie widziała potrzeby angażowania się w coś, co na terytorium Wielkiej Brytanii już funkcjonowało. Zdanie na ten temat będzie jeszcze wielokrotnie zmieniała.

W gronie założycieli nie było nikogo spoza Europy, ale, paradoksalnie, to na kontynencie południowoamerykańskim futbol stworzył formy organizacyjne wcześniej niż gdziekolwiek indziej. CONMEBOL, czyli Południowoamerykańska Konfederacja Futbolu, powstała z inicjatywy Urugwaju w roku 1916 (UEFA w 1954). Pierwsze mistrzostwa Ameryki Południowej odbyły się w tym samym roku (mistrzostwa Europy w 1960).

Opisywany wyżej przypadek rasizmu w Brazylii nie dotyczył innych krajów południowoamerykańskich. Dwaj najwybitniejsi gracze lat dwudziestych i początku trzydziestych byli Murzynami i reprezentowali Urugwaj. Pierwszy to Isabelino Gradin, zwany Isabel. Napastnik jednego z najsłynniejszych klubów Ameryki Południowej - Penarolu Montevideo - nie tylko strzelał bramki na zawołanie dla tej drużyny i reprezentacji. Był także mistrzem kontynentu w biegu na 200 i 400 metrów, pierwszym idolem urugwajskich kibiców, przyciągającym ich na stadiony, ponieważ kogoś takiego, kto w pełnym biegu mija z piłką przy nodze po kilku przeciwników i strzela gole, jeszcze tam nie widziano. Nigdzie zresztą nie widziano, bo i skąd. Futbol dopiero powstawał. Isabel, a po nim pierwszy uznany przez cały świat Murzyn - dwukrotny mistrz olimpijski i pierwszy mistrz świata - Urugwajczyk Jose Leandro Andrade otwierają listę gwiazd kontynentu, który dał ich futbolowi więcej niż jakikolwiek inny.

Podeptany honor Brazylii

Spędziłem parę tygodni w Meksyku, chodziłem tam na mecze ligowe, przeżyłem Mundial '86 i łatwiej mi wyobrazić sobie, na czym polega fenomen futbolu w Ameryce Łacińskiej. Tylko tam mogło dojść do wojny futbolowej Hondurasu z Salvadorem. Czy do mobilizacji wojsk na granicy urugwajsko-brazylijskiej, kiedy te dwa kraje grały ze sobą w roku 1970 w Meksyku, po raz pierwszy od pamiętnego finału mistrzostw świata roku 1950.

Tamte mistrzostwa organizowała Brazylia. Była faworytem. Zbudowała jeden z największych stadionów na kuli ziemskiej - Maracanę - i nazwała go imieniem dziennikarza Mario Filho. W kraju, w którym piłkarzom stawia się pomniki, największą arenę poświęcono dziennikarzowi, który o tych piłkarzach mówił i pisał. W drodze do finału Brazylijczycy, zgodnie z oczekiwaniami, gromili wszystkich, utwierdzając rodaków w przeświadczeniu, że nie ma lepszych. Ponad dwieście tysięcy ludzi chciało obejrzeć na własne oczy decydujący mecz z Urugwajem. Brazylijska poczta wypuściła już znaczki z okazji zdobycia tytułu przez "canarinhos", wytwórcy pamiątek prześcigali się w produkcji gadżetów z tej samej okazji. Miliony ludzi czekały tylko na formalny drobiazg - zwycięstwo nad Urugwajem.

Pele nie miał jeszcze ośmiu lat, ale już kopał szmaciankę na ulicach Bauru i podobnie jak starsi siedział w jakiejś kafejce obok radioodbiornika, słuchając głosu komentatora, któremu nie zamykały się usta. Wspominał później w swojej książce "Moje życie i piękna gra", że nienawidził urugwajskich strzelców goli, Juana Alberto Schiaffino i Alcide Ghiggii, i poprzysiągł im zemstę. To brzmi tyle ładnie, ile łzawo i ma poziom brazylijskiego serialu. Ale tak mogło być. Podeptany został honor Brazylii, więc jakie mogły być naturalne odczucia małego chłopca, który chciał pomścić swoją ojczyznę, chyba nawet nie wierząc, że osiem lat później zostanie mistrzem świata po raz pierwszy. I że stanie się jedynym człowiekiem na ziemi, który tytuł mistrza zdobędzie trzykrotnie.

Sport daje szansę

Moje skromne doświadczenia meksykańskie potwierdzają takie zachowania jak małego Pelego. Łatwiej też zrozumieć i uwierzyć w to wszystko, co o wojnie futbolowej pisze Ryszard Kapuściński. Tam, gdzie futbol jest religią, nie zawsze starcza miejsca na rozum. A jednocześnie nigdzie na świecie nie potrafią cieszyć się tak ładnie jak w Ameryce Łacińskiej. Piłka to sprawa wagi państwowej, honoru, ale i fiesta.

W Ameryce Łacińskiej jak nigdzie indziej widać też drogę, jaką często przechodzą młodzi gracze, nim staną się światowymi gwiazdami. Sport daje szansę. W bogatszej Europie tak bardzo tego nie czujemy. W biedniejszej Afryce piłkarze dopiero zdobywają pozycję w hierarchii. W Brazylii, Argentynie i innych krajach chłopcy z wielodzietnych rodzin, zarabiający na życie razem ze swoimi ojcami i rodzeństwem, dochodzą dzięki futbolowi do pozycji, o jakich marzą zapatrzeni w nich mali następcy. I tak w kółko, od kilkudziesięciu lat. Pele kopał szmaciankę i czyścił bogatym buty. Jego kolejny następca, najlepszy dziś piłkarz świata Rivaldo, zbierał w morzu muszelki, które sprzedawał turystom, aby przeżyć. A już fakt, że w trosce o życie trzeba mu było usunąć wszystkie zepsute w dzieciństwie zęby, wydaje się w przypadku takiego sportowca nieprawdopodobny. Dziś Rivaldo gra w Barcelonie i zarabia miliony dolarów.

Chwała Francuzom

Akt sprawiedliwości dokonał się w lipcu ubiegłego roku na stadionie w Saint Denis, pod bokiem spoczywających w katedrze królów Francji. Zdobycie Pucharu Świata na dwa lata przed końcem wieku to jak zapłata Opatrzności za wszystko, co Francuzi dla futbolu zrobili. Jules Rimet doprowadził do zorganizowania mistrzostw świata i przewodził FIFA przez 33 lata. Jego imieniem nazwano oficjalnie Puchar Świata, wręczany mistrzom do 1970 roku. Brazylia zdobyła go trzykrotnie i na własność. "Złota Nike", jak ją popularnie zwano, zajęła więc stałe miejsce w siedzibie Brazylijskiej Konfederacji Futbolu w Rio. Stałe, ale nie na zawsze. Najpopularniejszy w swoim czasie puchar świata stał się łupem złodziei, nigdy go nie odnaleziono, wszystko wskazuje, że został przetopiony. Jeśli wspominamy dziś cały wiek, to było to w nim największe sportowe świętokradztwo.

Współpracownik Rimeta, Henri Delaunay, jako pierwszy rzucił hasło przeprowadzenia mistrzostw Europy dla reprezentacji krajowych. Największe pismo sportowe Europy, paryska "L'Equipe", poprzez swojego komentatora Gabriela Hanota, nakłoniło UEFA do zorganizowania turnieju dla mistrzów krajowych, dając początek tak dziś rozbudowanym rozgrywkom pucharowym. Bez Hanota nie byłoby "piłkarskich śród", Ligi Mistrzów i podobnych rozgrywek na innych kontynentach, wzorujących się na Europie, z południowoamerykańskim Copa Libertadores włącznie.

"France Football", cieszący się przez lata opinią najbardziej opiniotwórczego tygodnika piłkarskiego w Europie (jakiż był mój szok, kiedy mając go po raz pierwszy w rękach, w roku bodajże 1970, zobaczyłem, że jest czarno-biały), wpadł na pomysł przyznawania corocznych nagród dla najlepszych piłkarzy naszej części świata. Tak w roku 1956 narodziła się "Złota Piłka" - marzenie każdego, kto biega po boisku.

Środowy rytm

Wydaje się, że do popularyzacji futbolu w największym stopniu przyczyniły się rozgrywki klubowe, a rola telewizji w tym procesie wymaga całkowicie odrębnego opracowania przez socjologów kultury. "Puchary" miały swój środowy rytm. Dzięki nim nawet do najuboższych krajów i zabitych deskami wiosek, jeśli miały drużyny zajmujące czołowe miejsca w lidze, przyjeżdżali zawodnicy o najbardziej znanych nazwiskach. Każdy mógł ich dotknąć, a przynajmniej zobaczyć w telewizji. A ponieważ w dobrych klubach występowali futboliści z krajów pozaeuropejskich, rozgrywki te dawały przegląd znany tylko z odległych geograficznie mistrzostw świata.

Każde pokolenie miało swoich idoli i mecze, które szczególnie pamięta. Dla mnie to był finał rozgrywek o Puchar Klubowych Mistrzów Europy, rozegrany w Amsterdamie w maju 1962 pomiędzy Realem Madryt a Benficą Lizbona. Pierwszy pokazywany w Telewizji Polskiej. Niezależnie od sentymentów to był ważny mecz. Kończył niepowtarzalną w tym stuleciu dominację jednego klubu - Realu. Kto nie widział na stadionie di Stefano, Puskasa czy Gento, a ile było takich szans, mógł przyjrzeć im się za pośrednictwem telewizji. I zdziwić się przy okazji, że Argentyńczyk di Stefano, być może najlepszy piłkarz wszystkich czasów, to nie jest kruczowłosy amant, tylko łysawy, niezbyt wysoki blondyn. Zdziwiliśmy się po raz wtóry, kiedy zobaczyliśmy, że najlepsi piłkarze Benfiki, z Eusebio i Coluną na czele, pochodzą z portugalskich kolonii w Afryce. W ten sposób dotarł do naszej świadomości fakt, że w piłkę nożną gra się nie tylko w Europie i Ameryce Południowej. I to jak się gra!

Reklama  ważniejsza od goli

Telewizja dopiero zaczęła zdobywać sport, a może odwrotnie. Doceniona w Ameryce, gdzie pomogła Kennedy'emu zwyciężyć w wyborach, i w Związku Radzieckim, kiedy pokazała wracającego z kosmosu Gagarina, dostrzegła swoją szansę w sporcie. Jej pierwszymi wielkimi sukcesami stały się igrzyska olimpijskie w Tokio w roku 1964 i - dwa lata później - piłkarskie mistrzostwa świata w Anglii. Od tej pory nie ma żadnej większej imprezy piłkarskiej bez telewizji. Bohaterowie lokalni stali się idolami ludzi żyjących w miejscach odległych o tysiące kilometrów.

Ta niewątpliwa korzyść futbolu stała się też pewnego rodzaju zagrożeniem. Kiedy UEFA powołała do życia w roku 1992 Ligę Mistrzów, sprawy coraz droższych transmisji telewizyjnych i reklam oddała nowo powstałej międzynarodowej agencji TEAM. Jej działania, z jednej strony bardzo pożyteczne z punktu widzenia porządku na rynku praw telewizyjnych, z drugiej skłaniały do zadania pytania: Czy piłka jest jeszcze dla telewizji, czy już telewizja dla piłki? Gdzieś zachwiały się proporcje. Reklama stała się ważniejsza od goli. Relacje z najważniejszych turniejów piłkarskich przekazywane są za pomocą ponad dwudziestu kamer i coraz więcej kibiców woli oglądać to wszystko, siedząc wygodnie w domu, niż iść na stadion, wydawać na bilet i narażać się na ataki chuliganów. Oglądając mecz w domu, człowiek widzi więcej, słucha czasami nawet fachowego komentarza, ale nie uczestniczy.

Perfekcyjnie pokazywane mistrzostwa we Francji, pełne zbliżeń i powtórek, jakich nie było wcześniej, odkryły na nowo piękno futbolu, który dla wielu osób jest już zbyt szybki. A jednak maestria technologiczna ma złe strony. Pół roku po mistrzostwach brałem udział w naradzie specjalnej grupy piłkarskiej Eurowizji w Genewie. Stwierdzono tam, że wszystko to, czym fascynowali francuscy realizatorzy, jest w gruncie rzeczy artystyczną wizją rzeczywistości, a powtórki zabierały nawet kilka minut meczu. Czy istnieje więc wybór? Mecz na stadionie czy przed telewizorem? Myć ręce czy nogi?

Magia gwiazd

Każde kolejne pokolenie uważa, że najlepsi piłkarze grali w jego czasach. Dla mnie to byli Deyna, Lubański, Gadocha, Szarmach, wcześniej Pol. Nikt nie kwestionuje ich wielkości, ale starzy, odchodzący już kibice, pamiętający więcej mówili - Lubański? Żaden gracz. Wilimowski to był gracz.

Ciekawe, że tego typu emocje towarzyszą na ogół wyborom piłkarzy bliższych sercu, bo znanych. Kiedy mowa o gwiazdach światowych, sporów jest mniej. Pele znów został wybrany na sportowca XX wieku, chociaż jest przedstawicielem sportu zespołowego. Ale Pele jest legendą wszystkich czasów. Gdy miał 16 lat, został po raz pierwszy mistrzem świata, dzięki czemu od początku kariery wzbudzał sympatię na całym globie. Świat mu kibicował i współczuł, kiedy na mistrzostwach w Anglii najpierw bułgarscy, a potem portugalscy obrońcy usiłowali połamać mu nogi. Świat ten widział dzięki telewizji dramat piłkarza i tym bardziej życzył mu szczęśliwego powrotu. To trochę tak jak z Manchesterem po katastrofie lotniczej, w której zginęli jego zawodnicy. Pele był graczem genialnym, a do tego zawsze fair. Nie zapomniał swoich korzeni, pomagał biednym, umiał zachować się po zejściu z boiska, nigdy nie wiązały się z nim żadne afery. A poza tym nie mieszkał i nie grał w Europie, która mogła go zepsuć. Był daleko, w Santosie i Nowym Jorku, a przez to jeszcze bardziej tajemniczy. To samo dotyczy Garrinchy, fenomenalnego prawoskrzydłowego z krótszą nogą, którego nieziemskie zwody zna się głównie z opowiadań, bo nigdy nie opuścił Brazylii.

Maradona, porównywalny z Pele pod względem posługiwania się piłką, był absolutnym zjawiskiem lat osiemdziesiątych. Sposób gry od czasów Brazylijczyka zmienił się, więc Maradona, potrafiący wygrywać mecze w pojedynkę, zasługiwał na wyjątkowe uznanie. Jednak, w przeciwieństwie do Pelego, Argentyńczyk okazał się człowiekiem słabym i nie dającym sobie rady z ciężarem sławy. Nie wytrzymuje więc żadnego porównania ani z Pele, ani z kilkoma innymi piłkarzami. Wykrycie u niego środków dopingujących podczas mistrzostw świata w USA stanowiło dla futbolu szok.

Doping u piłkarzy, awantury na trybunach i wokół nich, ceny na zawodników, niewspółmiernie wysokie w stosunku do ich umiejętności, ponad miarę rozbudowane rozgrywki międzynarodowe, to zagrożenia ostatnich lat. Nic jednak nie wskazuje na kryzys piłki nożnej. Wprost przeciwnie.

Dziesięć najważniejszych wydarzeń XX wieku

1904- powstanie FIFA

1923 - dopuszczenie graczy kolorowych do rozgrywek w Brazylii

1925 - zmiana przepisu o spalonym i powstanie systemu WM

1930 - pierwsze mistrzostwa świata

1953 - zwycięstwo Węgrów nad Anglią na Wembley

1855 - inauguracja rozgrywek pucharowych w Europie

1958 - pierwszy tytuł mistrza świata dla Brazylii - system 4-2-4

1962 - finał Pucharu Europy Benfica - Real i początek ekspansji telewizji

1970 - początek dominacji "szkoły holenderskiej".

1985 - śmierć 39 kibiców na stadionie Heysel

Dziesięciu najlepszych piłkarzy XX wieku

1. Pele (Brazylia)

2. Alfredo di Stefano (Argentyna/Hiszpania)

3. Franz Beckenbauer (RFN)

4. Johan Cruyff (Holandia)

5. Bobby Charlton (Anglia)

6. Ferenc Puskas (Węgry)

7. Michel Platini (Francja)

8. Diego Maradona (Argentyna)

9. Marco van Basten (Holandia)

10. Garrincha (Brazylia)



#### SUMMARIES ####
#### SUMMARY START ####
Dla losów piłki nożnej niezwykle istotne były dwa fakty z lat 20. – dopuszczenie do rozgrywek w Brazylii graczy kolorowych i zmiana przepisów o spalonym, która pozwoliła na rozwój taktyki. Wszystko, co stało się później, stanowiło jedynie skutek tych faktów i zmian dokonujących się w świecie pozafutbolowym.
	Uchodząca za największą futbolową potęgę świata Brazylia początkowo czerpała z tych samym wzorców, co inni. Zdarzali się tam jednak fenomenalni piłkarze, jak na przykład Arthur Friedenreich, pierwszy piłkarz, który strzelił tysiąc bramek. Był on jednak Mulatem, szukano więc sposobów, by obejść rasistowskie prawo zakazujące gry piłkarzom, którzy nie są biali, i dopuścić go do rozgrywek. W tym celu zmuszano piłkarza, by przed meczem nacierał sobie twarz białym pudrem. Przełom nastąpił w roku 1923, kiedy klub Vasco da Gama z Rio de Janeiro postanowił sprzeciwić się rasistowskim zasadom i w rozgrywkach o mistrzostwo stanu wystawił kolorowych zawodników. Klub wygrywał przez dwa kolejne lata i spowodował prawdziwą rewolucję. Od drugiej połowy XX wieku w składzie Brazylii trudno już znaleźć białych.
	W 1925 roku miało miejsce kolejne ważne wydarzenie – International Board zmienił przepisy dotyczące spalonego. Wcześniej w momencie podania piłki między linią bramkową a najbliższym niej graczem drużyny atakującej mogło znajdować się trzech zawodników. Przepisy, które obowiązują do dzisiaj, ograniczyły liczbę zawodników do dwóch. Wtedy właśnie narodziła się piłka nożna w obecnym kształcie. Przed zmianą zdobywanie bramek było utrudnione, bo napastnicy musieli cofać się aż do linii środkowej, a większość kombinacyjnych ataków kończyła się spalonym. Na zmianie skorzystał jako pierwszy Herbert Chapman, wielki trener angielski, który zmienił tradycyjne ustawienie drużyny. Od tamtej pory o wyniku meczów zaczęła decydować taktyka.
	To Anglii zawdzięczamy początki i rozwój nowoczesnego futbolu. Z tym krajem wiąże się wiele furbolowych legend – najdłuższa historia, pierwsza na świecie liga, powstanie Wembley i pierwszy finał FA Club z 1923 roku. Okazuje się jednak, że po jakimś czasie jedyną wartością potęgi Anglii pozostała bogata przeszłość i kultywowana tradycja, które nie miały wpływu na wyniki. Czołowe angielskie kluby wystawiają niewielu angielskich zawodników. Anglia własnymi siłami nie osiąga wyników na miarę oczekiwań już od 34 lat.
	Międzynarodowa Federacja Piłkarska, czyli FIFA, powstała w 1904 roku w Paryżu z inicjatywy samych Europejczyków. Nie było w ich gronie Anglii, która nie widziała potrzeby angażowania się w coś, co istniało już na terenie Wielkiej Brytanii. Bardzo wcześnie formy organizacyjne futbolu owstały w Ameryce Południowej –  Południowoamerykańska Konfederacja Futbolu, czyli CONMEBOL, powstała w roku 1916 roku. W tym samym roku odbyły się pierwsze mistrozstwa Ameryki Południowej. W krajach południowoeuropejskich poza Brazylią kolorowi gracze mogli bez przeszkód brać udział w rozgrywkach. Dwaj najwybitniejsi gracze lat 20. i 30. byli Murzynami i reprezentowali Urugwaj.
	W Ameryce Łacińskiej futbol wzbudzał emocje większe niż gdziekolwiek indziej. Tylko tam możliwe były takie wydarzenia jak wojna futbolowa między Hondurasem i Salvadorem czy mobilizacja wojsk na granicy urugwajsko-brazylijskiej, kiedy te dwa kraje grały ze sobą w Meksyku. Na tym kontynencie futbol traktowany jest niemal jak religia. Piłka nożna to sprawa wagi państwowej, honoru, ale także przepiękna fiesta. Widać tam także dobrze drogę, jaką często przechodzą młodzi gracze, zanim staną się światowymi graczami. Sport daje im szansę. Biedni chłopcy z wielodzietnych rodzin dochodzą dzięki piłce do pozycji, o jakiej marzą zapatrzeni w nich następcy.
	Wydaje się, że popularyzacja futbolu nastąpiła głównie dzięki rozgrwkom klubowym. Dzięki "pucharom" najznakomitsi zawodnicy przyjeżdżają nawet do najuboższych krajów i małych wiosek, jeśli mają one drużyny zajmujące czołowe miejsca w lidze. Niebagatelną rolę odgrywa przy tym telewizja. Jej pierwszym sukcesem stały się igrzyska olimpiskie w Tokio w 1964 roku, a także piłkarskie mistrzostwa świata w Anglii w roku 1966. Później jednak ze względu na coraz droższe transmisje telewizyjne zaczęto się zastanawiać, czy nie zachwiały się proporcje i to piłka nie służy telewizji, a nie na odwrót. Ponadto przekaz telewizyjny stał się perfekcyjny i zupełnie inni niż widok, jaki mają kibice na stadionie.
	W historii futbolu zapisało się wielu niezwykłych graczy, a każde pokolenie twierdzi, że to w jego czasach grali najlepsi piłkarze. Emocje towarzyszą na ogół wyborom piłkarzy bliższych sercu, bo znanych. W kwestii gwiazd pokroju światowego sporów jest znacznie mniej. Wielu wskazuje na Pelego i Maradonę, legendy wszechczasów.
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
Dla losów piłki nożnej niezwykle istotne były dwa fakty z lat 20. – dopuszczenie do rozgrywek w Brazylii graczy kolorowych i zmiana przepisów o spalonym, która pozwoliła na rozwój taktyki. Wszystko, co stało się później, stanowiło jedynie skutek tych faktów i zmian dokonujących się w świecie pozafutbolowym.
	Uchodząca za największą futbolową potęgę świata Brazylia początkowo nie pozwalała grać piłkarzom, którzy nie byli biali. Zdarzali się tam jednak fenomenalni ciemnoskórzy piłkarze, jak Arthur Friedenreich, który był Mulatem. Aby mógł grać, zmuszano go, by przed meczem nacierał sobie twarz białym pudrem. Przełom nastąpił w roku 1923, kiedy klub Vasco da Gama z Rio de Janeiro postanowił sprzeciwić się rasistowskim zasadom i w rozgrywkach o mistrzostwo stanu wystawił kolorowych zawodników. Klub wygrywał przez dwa kolejne lata i spowodował prawdziwą rewolucję. Od drugiej połowy XX wieku w składzie Brazylii trudno już znaleźć białych.
	W 1925 roku miało miejsce kolejne ważne wydarzenie – International Board zmienił przepisy dotyczące spalonego. Wcześniej w momencie podania piłki między linią bramkową a najbliższym niej graczem drużyny atakującej mogło znajdować się trzech zawodników. Przepisy, które obowiązują do dzisiaj, ograniczyły liczbę zawodników do dwóch. Wtedy właśnie narodziła się piłka nożna w obecnym kształcie. Przed zmianą zdobywanie bramek było utrudnione, bo napastnicy musieli cofać się aż do linii środkowej, a większość kombinacyjnych ataków kończyła się spalonym. Na zmianie skorzystał jako pierwszy Herbert Chapman, wielki trener angielski, który zmienił tradycyjne ustawienie drużyny. Od tamtej pory o wyniku meczów zaczęła decydować taktyka.
	Wydaje się, że popularyzacja futbolu nastąpiła głównie dzięki rozgrwkom klubowym. Dzięki "pucharom" najznakomitsi zawodnicy przyjeżdżają nawet do najuboższych krajów i małych wiosek, jeśli mają one drużyny zajmujące czołowe miejsca w lidze. Niebagatelną rolę odgrywa przy tym telewizja. Jej pierwszym sukcesem stały się igrzyska olimpiskie w Tokio w 1964 roku, a także piłkarskie mistrzostwa świata w Anglii w roku 1966. Później jednak ze względu na coraz droższe transmisje telewizyjne zaczęto się zastanawiać, czy nie zachwiały się proporcje i to piłka nie służy telewizji, a nie na odwrót. Ponadto przekaz telewizyjny stał się perfekcyjny i zupełnie inny niż widok, jaki mają kibice na stadionie.
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
Dla losów piłki nożnej niezwykle istotne były dwa fakty z lat 20. – dopuszczenie do rozgrywek w Brazylii graczy kolorowych i zmiana przepisów o spalonym, która pozwoliła na rozwój taktyki.
	Uchodząca za futbolową potęgę świata Brazylia początkowo nie pozwalała grać piłkarzom, którzy nie byli biali. Przełom nastąpił w roku 1923, kiedy klub Vasco da Gama postanowił sprzeciwić się rasistowskim zasadom i w rozgrywkach o mistrzostwo stanu wystawił kolorowych zawodników. Klub wygrywał przez dwa kolejne lata i spowodował prawdziwą rewolucję. Od drugiej połowy XX wieku w składzie Brazylii trudno już znaleźć białych.
	W 1925 roku miało miejsce kolejne ważne wydarzenie – International Board zmienił przepisy dotyczące spalonego. Wcześniej w momencie podania piłki między linią bramkową a najbliższym niej graczem drużyny atakującej mogło znajdować się trzech zawodników. Nowe przepisy ograniczyły liczbę zawodników do dwóch. Wtedy właśnie narodziła się piłka nożna w obecnym kształcie. Przed zmianą zdobywanie bramek było utrudnione, bo napastnicy musieli cofać się aż do linii środkowej, a większość kombinacyjnych ataków kończyła się spalonym. Od czasów zmiany o wyniku meczów zaczęła decydować taktyka.

#### SUMMARY END ####
