PARLAMENT

Częściowym uposażeniem poseł lub senator może dorobić do pensji

Pieniądze z dwóch kas

RYS. DARIUSZ PIETRZAK

FILIP FRYDRYKIEWICZ

Poseł Krzysztof Dołowy wykłada na SGGW, poseł Waldemar Pawlak uprawia rolę, a poseł Jacek Pawlicki pracuje jako kapitan służby więziennej. Ponieważ ich dochody z tych źródeł są niewysokie, uzupełniają je uposażeniem poselskim. Razem 67 posłów i 32 senatorów łączy zarobki z pracy poza parlamentem z pensją wypłacaną przez Kancelarię Sejmu.

Trybunał Konstytucyjny orzekł niedawno: poseł, który nie zdecydował się na porzucenie zawodowego zajęcia na rzecz pracy w Sejmie, nie może narzekać, że Kancelaria Sejmu nie wypłaca mu pełnego uposażenia. Przyjęcie zasady, że każdemu parlamentarzyście, niezależnie od tego, czy pracuje na państwowej posadzie, prowadzi działalność gospodarczą, czy też zrezygnował z innych zajęć i poświęca się tylko pracy w parlamencie, należy się pełne uposażenie posła zawodowego, chcieli przeforsować członkowie PSL. Wystąpili więc przeciwko ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora do Trybunału Konstytucyjnego. Argumentowali, że dzielenie posłów na tych, którym należy się pensja, i tych, którzy pensji nie dostaną, bo nie zrezygnowali z pracy poza parlamentem, jest różnicowaniem obywateli wobec prawa. - Przecież każdy poseł ma takie same obowiązki, powinien więc mieć takie same przywileje - mówili.

Furtka dla uzasadnionych przypadków

Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora z czerwca ubiegłego roku wprowadziła nową zasadę wynagradzania parlamentarzystów. Każdy z nich dostaje dietę (obecnie 1200 zł), ale uposażenie (2800 zł) tylko ten, który zostanie posłem zawodowym.

Kategoryczność tego zapisu złagodzono jednak ustępem 4 artykułu 24 ustawy: "W uzasadnionych przypadkach Prezydium Sejmu może podjąć decyzję o przyznaniu, na wniosek posła, uposażenia w całości lub w części". Jednym słowem, każdy parlamentarzysta, który nie chce zrezygnować z dotychczasowego zajęcia, może poprosić o wyrównanie zarobków do wysokości pełnego uposażenia. Jeśli więc poseł stwierdzi, że zarabia sto złotych, to dostanie 2700 zł, jeśli z innego źródła ma 2700, to Sejm dołoży mu brakujące sto złotych. Prezydium Senatu stosuje nawet zasadę, że przyznaje pracującym senatorom całe 2800 zł.

Po wejściu w życie ustawy do prezydium popłynęły podania o dofinansowanie. Występowali naukowcy, nauczyciele akademiccy, rolnicy, emeryci, a nawet prowadzący drobną działalność gospodarczą. Przedstawiali zaświadczenia z różnych instytucji lub własne oświadczenia, według których zarabiają za mało. Prezydium Sejmu uznało racje 65 posłów, Prezydium Senatu 32 senatorów. Przyznało im dodatkowe pieniądze. Nie wiadomo tylko, ile któremu, tak Kancelaria Sejmu, jak i Kancelaria Senatu odmawiają bowiem takiej informacji. Można więc dowiedzieć się, ile zarabia poseł z pełnym uposażeniem, ale nie można sprawdzić, ile zarabia ten, który bierze tylko część pieniędzy.

Udało nam się nieoficjalnie dowiedzieć tylko tyle, że w marcu 19 posłów dostawało ponad 2600 zł, 20 posłów od 2200 do 2600 zł, 14 posłów od 1700 do 2200 zł, 7 posłów od 1000 do 1700 zł, a 6 poniżej 1000 zł.

W gronie tych pół i trzy czwarte sejmowych "etatowców" dwie grupy są najliczniejsze - rolnicy (30 osób) i pracownicy "budżetówki" (lekarze, nauczyciele, nauczyciele akademiccy, pracownicy naukowi - 22 osoby). Są posłowie, którzy zachowali sobie wykłady na uczelniach bądź inne zajęcia naukowe, jak Ryszard Bugaj (Instytut Ekonomii PAN, UP), Waldemar Michna (Instytut Ekonomiki Rolnictwa SGGW, PSL), Ludwik Turko (Instytut Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego, UW), są zatrudnieni na etatach w instytucjach państwowych jak Jacek Pawlicki (Centralny Zarząd Służby Więziennej, PSL), albo prowadzą gospodarstwa rolne jak Waldemar Pawlak, Alfred Domagalski czy Jarosław Kalinowski.

Prezydia Sejmu i Senatu nie weryfikują danych zawartych we wnioskach. Jeśli poseł napisze, że na uczelni zarabia 300 złotych, albo że jego gospodarstwo nie przynosi dochodu - wierzy mu na słowo.

Hektary bez dochodu

Poseł Ignacy Półćwiartek (PSL) miał wraz z żoną 17,5 hektara ziemi w Rzeszowskiem. W lipcu ubiegłego roku dokupił od Agencji Rynku Rolnego jeszcze 61 hektarów. Później wystąpił do Prezydium Sejmu z prośbą o uposażenie, ponieważ ziemia ta nie przynosi mu żadnego zysku. Dlaczego? Po pierwsze na zakup ziemi, maszyn rolniczych i inwentarza musiał pożyczyć w banku 120 tys. zł, po drugie "przychodowość" wyliczona w gminie na 50 752 zł "jest przychodowością teoretyczną", po trzecie "w celu utrzymania minimalnej sprawności [siebie jako posła - red.] zmuszony jestem zatrudniać siły najemne". W piśmie do prezydium poseł skarży się też, że grad zniszczył mu 65 procent plonów, których nie ubezpieczył, a do tego ma czworo dzieci na utrzymaniu. W zakończeniu konkluduje, iż nie osiągnął żadnych dochodów, bo "nakłady na produkcję rolną znacznie przekraczają osiągnięte przychody".

Henryk Siedlecki (nie zrzeszony, wcześniej PSL) mówi, że jest posłem zawodowym, bo wypełnia wszystkie obowiązki poselskie - pracuje w dwóch komisjach (rolnictwa i budowlanej), jest na posiedzeniach Izby. 30-hektarowe gospodarstwo powiększył w tej kadencji Sejmu do 60 hektarów. Prowadził jeszcze spółkę cywilną zajmującą się skupem zwierząt, ale przepisał ją na żonę. - To szczątkowa działalność, chcieliśmy ją zlikwidować, ale trzeba by miesiąc za tym chodzić - mówi.

Siedlecki produkuje buraki, pszenicę, rośliny strączkowe, hoduje trochę zwierząt. - Dwa lata temu przez nieobecność straciłem 20 tys. zł. Na kilku hektarach szlag trafił połowę fasolki, bo była źle zbierana - podaje przykład strat, na jakie naraża się dzieląc czas między Sejmem i domem. Dlatego wystąpił o uposażenie i dostaje teraz 1600 zł netto miesięcznie. Te pieniądze wyrównują mu dodatkowe koszty, jakie ponosi w związku z obecnością w Sejmie. - Na przykład kupuję droższe, ale skuteczniejsze środki ochrony roślin - mówi. - Bez pieniędzy z Sejmu musiałbym, albo obniżyć poziom życia, albo rodzina musiałaby pracować za mnie - wyjaśnia.

19,6-hektarowe gospodarstwo w Białej koło Wielunia ma Wojciech Zarzycki (PSL). W Sejmie zasiada trzecią kadencję. Na zajmowanie się ziemią nie ma czasu, wystąpił więc o uposażenie w wysokości 2600 zł. Z gospodarstwa wyciągał w 1996 roku - według zaświadczenia gminy - 1011 zł miesięcznie. Od lipca dostaje 1790 zł z Kancelarii Sejmu, ale prosi o 2600. Po pierwsze - argumentuje - gospodarstwo prowadzi wspólnie z żoną, a nie wiedział wcześniej, że dochód można dzielić na dwie osoby. Po drugie wyliczenie gminy nie odpowiadało stanowi faktycznemu. Według posła dochód miesięczny z gospodarstwa na jedną osobę wyniósł 208 zł.

Poseł Andrzej Wiśniewski (PSL), rolnik z Radomskiego i urlopowany wójt gminy Promna, prowadzi gospodarstwo o powierzchni 9,11 hektara. W sierpniu ubiegłego roku wystąpił do prezydium o uposażenie. Przedstawił zaświadczenie z Urzędu Gminy, że jego roczny przychód wynosi 4750 zł, czyli 396 zł miesięcznie. Na tej podstawie prezydium przyznało mu 2410 zł uposażenia. Ale w tym roku poseł sam przeanalizował koszty, jakie poniósł uprawiając rolę i stwierdził, że jego miesięczny dochód wyniósł tylko 100 zł (poprzednio gmina podawała przychód, a nie dochód, w dodatku poseł nie podzielił go na siebie i żonę). Wystąpił więc do prezydium o 2700 zł, z wyrównaniem od lipca 1996 roku.

Obowiązki wójta ośmiotysięcznej gminy Olszewo Borki w Ostrołęckiem z posłowaniem godzi Wiesław Opęchowski (PSL). Oprócz tego ma gospodarstwo, którym, jak mówi, zajmuje się żona. Jest tego 8 hektarów (w wydawnictwie "Sejm RP II kadencja" poseł podawał 12 ha), z tego 7 hektarów użytków, ziemia nie najlepszej klasy - V i VI. Przynosi dochód miesięczny na osobę 50 zł. Wójtowanie nie daje mu dochodu, bo zrzekł się pensji urzędnika samorządowego i przeszedł na uposażenie parlamentarne. Prezydium przyznało mu 2750 zł. Ponieważ poseł nie obciąża już kasy gminy, zatrudniła ona na pół etatu zastępcę wójta. Płaci mu 1500 zł.

Krzysztof Dołowy (UW) pracuje na pół etatu w warszawskiej SGGW. W lipcu 1996 roku zarabiał tam 525 zł. Dostał więc jeszcze 2280 zł od Sejmu. Jednak uznał, że należy mu się uposażenie w całości, gdyż wykonywana przez niego praca profesora jest pracą podlegającą prawu autorskiemu, tak jak pisanie felietonów w gazecie, książek czy występowanie w telewizji. Dowodzi, że dochody z uczelni nie powinny być traktowane jak zwykłe wynagrodzenie. W piśmie do prezydium proponuje, aby tą zasadą objąć wszystkich profesorów.

Wciąż za mało zawodowców

Ustawa o mandacie miała zachęcać, a trochę i zmuszać  posłów do rezygnowania z zajęć pozaparlamentarnych. Poseł miał się skupić na pracy w Sejmie. Wtedy sytuacja jest jasna - Sejm płaci posłowi, a ten zobowiązany jest wywiązywać się z obowiązków, nie może wykręcać się innymi zajęciami.

W praktyce obecnego parlamentu ustawa nie zmieniła wiele - po jej uchwaleniu nie nastąpiło masowe przechodzenie na pensję parlamentarną. Ale też i pensje się nie zmieniły, większe mają dostać dopiero posłowie i senatorowie następnej kadencji. - Decydując się na to, że ustawa wejdzie w życie w obecnej kadencji chcieliśmy pokazać intencję przekształceń. W merytorycznych rozwiązaniach myśleliśmy jednak o przyszłych parlamentach. Teraz już kandydaci na posłów będą wiedzieć, na co się decydują. Jeśli ktoś ma zawód, którego nie da się pogodzić z pracą w Sejmie, to niech się zastanowi, co bardziej chce robić - mówi przewodniczący Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich Ryszard Grodzicki.

W sumie w Sejmie na pełne i częściowe uposażenie przeszło 358 posłów, a w Senacie 81 senatorów. Oznacza to, że jedna piąta członków obu Izb nie zdecydowała się na zawodowstwo (ponad 30 posłów zostało wysokimi urzędnikami państwowymi - ministrami, sekretarzami i podsekretarzami stanu itp.). Oczywiście sam fakt pobierania wynagrodzenia nie jest jeszcze miarą profesjonalnego przygotowania i zaangażowania danego posła czy senatora. Można znaleźć zawodowca wśród posłów, którzy nie zrezygnowali z pierwszej pracy i odwrotnie - wskazać amatora wśród zawodowców. Ale przytoczone liczby pokazują skalę zjawiska.

Przewodniczący Grodzicki, który jest zwolennikiem parlamentarzystów profesjonalnych, przyznaje, że liczba posłów, których trudno uznać za zawodowych, jest duża. Wskazuje jednak, że trudno zmusić wszystkich do poświęcenia się wyłącznie pracy w parlamencie.

- Trudno zabronić artyście pisania wierszy czy komponowania muzyki, ale nie wyobrażam sobie, by lekarz łączył rozsądnie pracę zawodową z pracą w Sejmie, podobnie kierownik jakiegoś zakładu lub wójt. Z drugiej strony dla lekarza rezygnacja na cztery lata z praktyki oznaczałaby śmierć zawodową. W lepszej sytuacji są prawnicy, dla niektórych praktyka w parlamencie jest nawet czasem korzystna. Ale prawdziwy kłopot jest z rolnikami. Co mają zrobić z gospodarstwem, gdy zostaną wybrani? Wiadomo, że nie sprzedadzą go ani nie wydzierżawią komuś obcemu. Nie ma też jeszcze funduszy powierniczych, którym można by powierzyć gospodarstwo na czas pełnienia mandatu - mówi Grodzicki.

Czy furtka w przepisach pozwalająca dofinansować posła "w uzasadnionych przypadkach" nie prowadzi jednak do wypaczeń? Co robić, gdy poseł-rolnik w trakcie kadencji zaciąga kredyt, dokupuje ziemię, zatrudnia pracowników, po czym występuje do Sejmu o uposażenie?

- Jeśli poseł deklaruje, że nie ma dochodu lub jego dochód jest mały, nie mamy powodu mu nie wierzyć - mówi wicemarszałek Sejmu Olga Krzyżanowska. - Zakładamy, że jest poważnym człowiekiem i mówi prawdę.

Marszałek Krzyżanowska przyznaje, że system przyznawania uposażeń ustalony przez ustawę o wykonywaniu mandatu posła i senatora nie jest doskonały. Prezydium Sejmu nie ma możliwości zweryfikowania, czy poseł mówi prawdę o swoich zarobkach. Nie sprawdza też po jakimś czasie, czy jego sytuacja zmieniła się na lepsze. Zobowiązuje tylko posła, by sam to zgłosił. - Wszystko zależy od przyzwoitości posła - mówi Olga Krzyżanowska.




#### SUMMARIES ####
#### SUMMARY START ####
Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora z czerwca ubiegłego roku wprowadziła nową zasadę wynagradzania parlamentarzystów. Każdy z nich dostaje dietę (obecnie 1200 zł), ale uposażenie (2800 zł) otrzymuje już tylko ten, kto zostanie posłem zawodowym. Przewidziano jednak, że w uzasadnionych przypadkach Prezydium Sejmu może podjąć decyzję o przyznaniu uposażenia w całości lub w części również posłom niezawodowym. Składają oni w tym celu odpowiednie wnioski, których treść nie jest weryfikowana – wierzy się im na słowo, że podają rzeczywistą wysokość zarobków uzyskiwanych poza parlamentem, a następnie uzupełnia je do wysokości pełnego uposażenia. Wnioski składają zwłaszcza rolnicy i pracownicy "budżetówki". Zwraca uwagę fakt, że wielu posłów-rolników twierdzi, że ich gospodarstwa albo w ogóle nie przynoszą dochodu, albo dochód ten jest minimalny. Tłumaczą pokrętnie, że należy im się pełne uposażenie, bo wypełniają wszystkie obowiązki poselskie, przez co zaniedbują pracę na wsi. Skarżą się też, że wystawiane przez gminy zaświadczenia o uzyskiwanych przez nich dochodach nie odpowiadają rzeczywistości. Przepisy ustawy krytykują pracownicy naukowi, którzy twierdzą, że praca profesora wyższej uczelni podlega prawu autorskiemu i uzyskiwane w ten sposób wynagrodzenie powinno być traktowane wyjątkowo. Ideą ustawy było zachęcenie posłów do porzucania zajęć pozaparlamentarnych i skupiania się na obowiązkach poselskich. W praktyce niewiele się zmieniło. Posłowie nie przechodzą masowo na pensje parlamentarne. Jedna piąta członków obu izb polskiego parlamentu nie zdecydowała się na zawodowstwo. Powody są różne. Dla lekarza czteroletnia przerwa w praktyce oznacza śmierć zawodową. Posłowie-rolnicy nie mają z kolei komu powierzyć swoich gospodarstw. Furtka w przepisach, która pozwala na uzupełnianie dochodu uzyskiwanego poza parlamentem do wysokości pełnego uposażenia, może prowadzić do nadużyć. Wicemarszałek Sejmu nie widzi jednak powodów, aby nie ufać posłom i senatorom. Przyznaje, że brak weryfikacji wniosków stanowi wadę przyjętego rozwiązania legislacyjnego, ale chce wierzyć w przyzwoitość parlamentarzystów. Członkowie PSL wystąpili przeciwko ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora do Trybunału Konstytucyjnego. Uznali bowiem, że wszyscy parlamentarzyści powinni otrzymywać równe wynagrodzenie, niezależnie od ewentualnych dochodów uzyskiwanych poza parlamentem. Argumentowali, że dzielenie posłów na tych, którzy otrzymują uposażenie, i tych, którzy go nie dostają, jest przejawem dyskriminacji. Trybunał orzekł jednak, że kwestionowana ustawa jest zgodna z konstytucją.  
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora wprowadziła nową zasadę wynagradzania parlamentarzystów. Każdy z nich dostaje dietę, ale uposażenie otrzymuje już tylko ten, kto zostanie posłem zawodowym. Przewidziano jednak, że w uzasadnionych przypadkach Prezydium Sejmu może podjąć decyzję o przyznaniu uposażenia w całości lub w części również posłom niezawodowym, aby uzupełnić ich dochody do wysokości pełnego uposażenia. Składają oni w tym celu odpowiednie wnioski, których treść nie jest weryfikowana. Robią to zwłaszcza rolnicy i pracownicy "budżetówki". Wydaje się, że czasami nieuczciwie zaniżają swoje dochody. Ideą ustawy było zachęcenie posłów do porzucania zajęć pozaparlamentarnych i skupianiu się na obowiązkach poselskich. W praktyce niewiele się zmieniło. Jedna piąta członków obu izb polskiego parlamentu nie zdecydowała się na zawodowstwo. Powody są różne. Furtka w przepisach, która pozwala na uzupełnianie dochodu uzyskiwanego poza parlamentem do wysokości pełnego uposażenia, może prowadzić do nadużyć. Wicemarszałek Sejmu nie widzi jednak powodów, aby nie ufać posłom i senatorom. Członkowie PSL wystąpili przeciwko ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora do Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał orzekł jednak, że kwestionowana ustawa jest zgodna z konstytucją.  
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora wprowadziła nową zasadę wynagradzania parlamentarzystów. Każdy z nich dostaje dietę, ale uposażenie otrzymuje już tylko ten, kto zostanie posłem zawodowym. Chciano w ten sposób zachęcić parlamentarzystów do przechodzenia na zawodowstwo. Posłowie i senatorowie, którzy uzyskują przychody z równoległej działalności pozaparlamentarnej, mogą jednak złożyć wniosek o wyrównanie ich dochodów do wysokości pełnego uposażenia. Informacje dotyczące wysokości uzyskiwanych zarobków, które parlamentarzyści podają we wnioskach, nie są weryfikowane. Może to prowadzić do nadużyć. Trybunał Konstytucyjny uznał nową ustawę za zgodną z konstytucją.
#### SUMMARY END ####
