ZJAZD PZPN

Boniek, Listkiewicz, Kolator czy Dziurowicz ?

Na dobry początek

KRZYSZTOF GUZOWSKI

Delegaci na zjazd Polskiego Związku Piłki Nożnej, który ma wybrać nowego prezesa, nigdy nie byli w tak komfortowej sytuacji, jak obecnie. Nie ma mowy o żadnych kandydatach przyniesionych w teczce. Jest ich czterech. Każdy jest inną osobowością. Programy działania są od dawna znane i wiadomo, czego się można spodziewać, gdy wygrają wybory.

Marian Dziurowicz, zdaniem przeważającej większości obserwatorów, uosabia całe zło w polskiej piłce i dlatego powinien ustąpić. Dziurowicz jest instytucją w polskiej piłce. Praktycznie sam potrafił zbudować wielkość klubu, GKS Katowice, który przez kolejnych10 lat kwalifikował się do europejskich pucharów. Było to przed 1989 rokiem i potem też. Był wytrawnym graczem. Zawsze wiedział, co i z kim należy załatwiać. Jak trzeba było, to szedł do sekretarza partii, albo do księdza. Doskonale poruszał się po meandrach futbolu, z każdym potrafił dobrze żyć. Jest niekwestionowanym przywódcą. Jak huknie, wszyscy kryją się po kątach.

Kiedy w roku 1991 objął funkcję wiceprezesa PZPN, rozpoczął swą grę. Ominęły go wszystkie zawieruchy, związane z dziwnymi często kontraktami, zawieranymi przez związek, choć jego podpis widniał na wielu dokumentach. Był tak silną osobowością, że majestatyczny prezes Kazimierz Górski nie miał cienia wątpliwości, kto powinien zostać jego następcą. Przypomnijmy, było to nie tak dawno temu, w 1995 roku.

Cztery lata jego prezesury są obecnie oceniane bardzo krytycznie. Nie brak głosów, że Dziurowicz powinien odpowiadać głową za sprzedawane mecze, machlojki sędziowskie, czy kiepskie wyniki reprezentacji. Popełnił bez wątpienia kilka błędów, choćby z dyskwalifikacją sędziego Czyżniewskiego, czy zerwaniem umowy z firmą Puma, za którą PZPN zapłaci pół miliona marek odszkodowania. Błędem była też zgoda na wypłacanie reprezentantom premii za sukcesy w poszczególnych meczach. Na świecie praktyka jest inna - za przyjazdy na mecze reprezentacji zawodnicy otrzymują tzw. startowe, a wielkie pieniądze dostają dopiero za sukces końcowy, czyli awans do finałów mistrzostw kontynentu lub świata. Dziurowicz tak bardzo chciał dogodzić Januszowi Wójcikowi i jego wybrańcom, że wpadł we własne sidła, bo potem ciągle musiał się kłócić z trenerem i piłkarzami, którzy żądali więcej i więcej. Reprezentacja Polski nigdy dotąd nie miała tak komfortowych warunków, jak obecnie.

Wszystkie brudy w polskiej piłce zaczęły się jednak w latach 70. (mógłby coś o tym powiedzieć Zbigniew Boniek), przechodziły bez większego echa w latach 80. (na ten temat mogliby się wypowiedzieć Michał Listkiewicz i Eugeniusz Kolator) i trwają do dziś. Winą Dziurowicza jest to, że nie potrafił, albo nie za bardzo się starał im zaradzić. Nie on pierwszy i, podejrzewam, nie ostatni.

Dziurowicz ma co innego na sumieniu. Jego sposób sprawowania funkcji po prostu nie przystaje do dzisiejszych czasów. Prezes najważniejszego związku sportowego nie może być antymedialny. Nie może nie słuchać głosów, które podpowiadają mu: "Marian, nie tak". Nie może grzmieć, gdy inni się z nim nie zgadzają. PZPN nie może być twierdzą warowną, do której wstęp mają tylko sami swoi. Prezes nie może się też otaczać wyłącznie ludźmi, którzy bez szemrania spełniają każde jego polecenie, choć na boku mówią, że to bez sensu. To może było dobre w GKS Katowice, ale nie w PZPN pod koniec XX wieku. Wiadomo, że na takim podejściu Dziurowicza do rzeczywistości zaważyła wojna futbolowa. W jej trakcie czasem dostrzegał wrogów tam, gdzie nie powinien, a atmosfera wojny udzieliła się w codziennej pracy wszystkim ludziom, zatrudnionym w PZPN.

Prezesem PZPN nie może być człowiek, którego nie akceptuje szeroko pojęta społeczność piłkarska. Dziurowiczowi nie udowodniono przekrętów, związek działał za jego kadencji może nie doskonale, ale poprawnie. Dziurowicza jednak mało kto akceptuje i to powinno być decydujące. Powinien odejść z klasą i nie kandydować, bo dał słowo. Albo jeszcze raz wygrać i zrezygnować na rzecz tych, którzy są akceptowani.

Zbigniew Boniek, Eugeniusz Kolator i Michał Listkiewicz, jak wynika z przedwyborczych sondaży, są akceptowani. Wszyscy mają jedną zaletę - jeśli któryś z nich zostanie prezesem, skończy się atmosfera wojny. Popiera ich zdecydowana większość społeczeństwa na zasadzie "obojętnie kto, byle nie Dziurowicz". Boniek stwierdził na łamach "Rz", że gdyby wybory prezesa odbywały się na wzór wyborów prezydenckich lub parlamentarnych, wygrałby w cuglach. Pewnie ma rację. Jego nazwisko kojarzy się z ostatnimi sukcesami polskiej piłki. Ludzie darzą go szacunkiem za gole, które zdobywał, za to, że jest bogaty, że po zakończeniu kariery piłkarza potrafił rozpocząć drugie życie i osiągnąć sukces w biznesie. Czy zostanie prezesem? Wydaje się,  że jest radykalny i może zbyt często uderzać pięścią w stół, choć on deklaruje, że tak się nie stanie. Powszechne przekonanie, nawet mylne, może okazać się decydujące. Z głosów czytelników wynika też, że prezes PZPN nie może kojarzyć się z piwem i powinien być świętszy od żony Cezara (Boniek deklaruje, że nie zrezygnuje z prezesowania firmie Go & Goal, robiącej interesy na rynku piłkarskim).

Michał Listkiewicz przyjrzał się piłce nożnej ze wszystkich stron. Był dziennikarzem, sędzią krajowym i międzynarodowym, szefował działowi zagranicznemu PZPN, sprawował funkcję sekretarza generalnego związku, jest członkiem władz Europejskiej Unii Piłkarskiej. Tyle lat spędzonych przez niego na samym szczycie futbolowej hierarchii może u niektórych wywołać lepsze lub gorsze wspomnienia. Listkiewicz funkcjonował przecież w tej piłce, o której wszyscy mówią, że była brudna. Ma jednak świadomość, jak powinien wyglądać kontakt z mediami i jak ma pracować związek. Potrafi dogadać się prawie z każdym. Jeśli zostanie prezesem, związek na pewno miękko wyląduje. Boniek i Listkiewicz chcą na początek narysować grubą kreskę.

Eugeniusz Kolator jest ich cieniem. Założenia jego programu są podobne. Wydaje się, że ma mniejsze szanse, ponieważ nie ma mocnego nazwiska i nie jest silną osobowością. Przez lata był kojarzony wyłącznie ze środowiskiem sędziowskim i choć zna działalność związku od podszewki, może mu to nie wystarczyć do zwycięstwa.

Polska piłka nożna nie stanie się ani o jotę silniejsza po wyborze nowego prezesa. Podczas poniedziałkowego zjazdu będzie chodziło o poprawienie atmosfery wokół futbolu. Na dobry początek.

Sąd nie zakazał

Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił w czwartek wniosek UKFiT o wydanie zakazu przeprowadzenia wyborczego walnego zgromadzenia PZPN - poinformował rzecznik PZPN Tomasz Jagodziński.

W imieniu prezesa Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki Jacka Dębskiego wniosek do sądu skierowała we wtorek prywatna kancelaria prawnicza reprezentująca ten resort w sporze z PZPN. Sąd Okręgowy uznał wniosek za bezpodstawny, podkreślił  Jagodziński.

Prezes UKFiT Jacek Dębski nie uznał decyzji sądu za porażkę w sporze z władzami PZPN. "To nawet dobrze, że zjazd się odbędzie, bo być może dojdzie na nim do zmian w polskiej piłce. W sądzie jest złożony wniosek o ustanowienie kuratora dla PZPN. Jeśli nowy prezes będzie gwarantował przeprowadzenie koniecznych reform, to bardzo poważnie rozważę możliwość wycofania tego wniosku", powiedział Jacek Dębski Polskiej Agencji Prasowej.

m.c., pap

Czy Dziurowicz wystartuje?

Marian Dziurowicz jest jednym z kandydatów na stanowisko prezesa PZPN, ale oficjalnie jeszcze ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, czy stanie w wyborcze szranki.

Na piątek zaprosił do Warszawy przedstawicieli pierwszej i drugiej ligi, by omówić zasady pomocy finansowej Związku na rzecz klubów. Spotkanie nie było zbyt udane z powodu słabej frekwencji. PAP cytuje jednego z uczestników spotkania, Ryszarda Raczkowskiego, który przewiduje, że prezes Dziurowicz - po przeliczeniu potencjalnych głosów poparcia - nie zgłosi jednak swojej kandydatury. Dzięki temu będzie mógł z twarzą odejść z zajmowanego stanowiska. 

Z kolei telewizyjne "Wiadomości" podały, że Dziurowicz zdecydował się kandydować.


#### SUMMARY START ####

#### SUMMARY END ####


#### SUMMARIES ####
#### SUMMARY START ####
Na najbliższym zjeździe delegatów Polskiego Związku Piłki Nożnej zostanie wybrany nowy prezes. Sytuacja dla działaczy jest bardzo komfortowa, ponieważ wszyscy kandydaci są delegatom znani i żaden nie został "przyniesiony w teczce". Programy kandydatów są od dawna znane,więc wiadomo czego się spodziewać.Pierwszy kandydat, Marian Dziurowicz, zdaniem większości obserwatorów uosabia całe zło w polskiej piłce nożnej i dlatego powinien ustąpić. Dziurowicz jest wytrawnym graczem. Praktycznie w pojedynkę zbudował wielkość klubu GKS Katowice, który przez kolejne 10 lat kwalifikował się do europejskich pucharów. Zawsze wiedział z kim i co można załatwić. W 1991 r. objął funkcję wiceprezesa PZPN i udało mu się uniknąć odpowiedzialniści za podejrzane kontrakty zawierane przez PZPN, choć widniał na nich jego podpis. Cztery lata jego prezesury oceniane są bardzo krytycznie. Uważa się,że prezes powinien odpowiedzieć osobiście za sprzedawane mecze, machlojki sędziowskie oraz kiepskie wyniki reprezentacji.Innymi kandydatami są Zbigniew Boniek, Eugeniusz Kolator i Michał Listkiewicz. Według przedwyborczych sondaży wszyscy są akceptowani z jednego głównego powodu-jeśli zostaną wybrani skończy się atmosfera wojny. Popiera ich zdecydowana większość społeczeństwa, która ma już dosyć Dziurowicza. Jednak jeżeli przyjrzeć się szczegółowo każdej z kandydatur widać wyraźnie, że Boniek jest zbyt radykalny. Z kolei Michał Listkiewicz zna piłkę z każdej ze stron. Był dziennikarzem, sędzią krajowym i międzynarodowym, szefował działowi zagranicznemu PZPN, sprawował funkcję sekretarza generalnego związku i jest członkiem władz Europejskiej Unii Piłkarskiej. Założenia programu Eugeniusza Kolatora są podobne do pozostałych programów, ale ma on mniejsze szanse z powodu słabej osobowości.,
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
Na najbliższym zjeździe delegatów Polskiego Związku Piłki Nożnej zostanie wybrany nowy prezes. Tym razem sytuacja jest komfortowa, ponieważ żaden kandydat nie został przywieziony "w teczce" a programy wszystkich starających się o fotel prezesa są już od dawna znane. O władzę w PZPN ubiegają się czterej kandydaci: Marian Dziurowicz, dotychczasowy prezes, Zbigniew Boniek, Michał Listkiewicz oraz Eugeniusz Kolator. Najmniejsze szanse mają Dziurowicz i Kolator. Ten pierwszy skompromitował się stylem w jakim sprawował funkcje-był antymedialny i konfliktowy. Z kolei Kolator kojarzony jest wyłącznie ze środowiskiem sędziowskim i choć zna działalność związku od podszewki, to brak mu charyzmy i nie ma mocnego nazwiska.
O mały włos w ogóle nie doszłoby do wyborów ponieważ UKFiT wystąpił z wnioskiem o wydanie zakazu przeprowadzenia zjazdu. Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił jednak wniosek.
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
Na najbliższym zjeździe delegatów na Polskiego Związku Piłki Nożnej ma zostać wybrany nowy prezes związku. Tym razem sytuacja jest komfortowa, ponieważ wszyscy kandydaci są znani i żaden nie został przywieziony "w teczce". O fotel prezesa będą ubiegać się: Marian Dziurowicz, dotychczasowy prezes, Zbigniew Boniek, Michał Listkiewicz oraz Eugeniusz Kolator. Największe szanse mają Boniek i Listkiewicz.
#### SUMMARY END ####
