W 1990 roku były zaledwie trzy napady na banki,w 1998 roku już 40, w ubiegłym - 91

Złapani podczas skoku

Budynek banku przy ulicy Jasnej 1

FOT. BARTŁOMIEJ  ZBOROWSKI

Telefon od przygodnej osoby uratował Powszechny Bank Kredytowy przed utratą dużej sumy pieniędzy. W niedzielę wieczorem warszawski oddział banku opanowali bandyci, którzy prawdopodobnie współpracowali z dwoma strażnikami. 

To już drugi duży napad w centrum Warszawy w ciągu trzech miesięcy. A 37 lat temu skradziono 1,3 mln zł w oddziale NBP, który mieścił się również w tym samym budynku przy ulicy Jasnej 1. W ostatnich latach liczba skoków na banki w całej Polsce gwałtownie rośnie.

Bandytów zauważył mężczyzna, który w niedzielę około północy poinformował przez telefon policję, że w banku kręcą się podejrzani ludzie. Dyżurny oficer stołecznej komendy potraktował sygnał poważnie i wysłał patrol na ulicę Jasną, w pobliże filharmonii. Pod dom "pod orłami", w którym na parterze mieści się VIII Oddział PBK, podjechał radiowóz. 

Do policjantów wyszedł jeden z ochroniarzy bankowych, który przekonywał, że w środku wszystko jest w porządku.

- Wyglądał na odurzonego i nie wzbudził zaufania. Czuć było od niego alkohol. Policjanci go zatrzymali - mówi rzecznik prasowy stołecznej policji, komisarz Dariusz Janas.

Sygnał o zatrzymaniu trafił do oficera dyżurnego, który przysłał następnych policjantów. Obstawili wszystkie wejścia do banku. Wtedy wyszedł do nich kolejny mężczyzna, który oświadczył, że w środku nie dzieje się nic niepokojącego. Został zatrzymany. Policjanci dostrzegli na dziedzińcu banku chryslera, który w nocy nie powinien tu stać. Po sprawdzeniu okazało się, że auto było kradzione.

Wezwano grupę antyterrorystyczną. Po negocjacjach z banku wyszło z podniesionymi rękami czterech mężczyzn. Poddali się bez oporu.

- Wiedzieli, że nie mają szans. Policjanci z Wydziału Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Stołecznej Policji otoczyli budynek - mówi Krzysztof Hajdas.

- W samochodzie zatrzymanych były worki, palnik do cięcia metalu, wiertarki i młot pneumatyczny - podał komisarz Dariusz Janas, który w nocy z niedzieli na poniedziałek cztery godziny spędził na miejscu planowanego napadu. W banku policjanci znaleźli trzy pistolety ukryte w koszu na śmieci. Dwa miały tłumiki. 

Napastników zarejestrowały kamery bankowego systemu bezpieczeństwa. Taśmy z zapisem napadu ma policja.

Portier pilnujący domu "pod orłami", w którym siedzibę ma też Krajowa Rada Spółdzielcza, nie zauważył niczego niepokojącego. 

- Sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście. Prawdopodobnie zajmie się nią nasz Wydział Przestępczości Zorganizowanej - powiedziała rzeczniczka stołecznej Prokuratury Okręgowej, Małgorzata Dukiewicz. - Napad na bank to poważna sprawa. Na razie za wcześnie na wnioski - dodała.

Rzeczniczka prokuratury zaprzecza, jakoby zatrzymani bandyci mieli związek z wcześniejszym napadem na placówkę Kredyt Banku przy ul. Żelaznej.

Zatrzymani to dwaj strażnicy Grzegorz G. i Tomasz J. i czterech napastników: Adam K., Włodzimierz J. Leszek B. i Janusz C. Dopiero dziś prokurator sformułuje zarzuty i wystąpi o ewentualne tymczasowe aresztowanie zatrzymanych mężczyzn.

- Napad się nie udał, bo zareagowało społeczeństwo. Ktoś zauważył, że coś dziwnego dzieje się przy banku, zadzwonił na policję. Dzięki bardzo sprawnej akcji nie ucierpiał bank i pieniądze klientów - powiedział rzecznik prasowy Powszechnego Banku Kredytowego Marek Kłuciński.

Banku pilnowała agencja PBK Ochrona SA należąca do Grupy PBK. W agencji pracuje ponad 1,5 tys. ludzi. - Pracownicy są starannie selekcjonowani oraz poddawani szczegółowemu procesowi sprawdzania - podał PBK.

- Policja wysoko ocenia nasze zabezpieczenia. Mamy własną agencję ochrony. Są podejrzenia, że jej dwóch pracowników mogło współpracować w przygotowaniu napadu. Trwa sprawdzanie, jak mogło dojść do takiej sytuacji. Chcemy się też dowiedzieć, co zaszło w banku - mówi Kłuciński. - Z moich informacji wynika, że pracownik ochrony wyłączył przy użyciu kodów zabezpieczających urządzenie nadające sygnał alarmowy do centrali ochrony.

Do dziś nie wykryto sprawców innego napadu. W sobotę 3 marca tego roku doskonale zorganizowana grupa bandytów napadła na filię Kredyt Banku przy ul. Żelaznej w Warszawie. Napastnicy zamordowali ochroniarza i trzy kasjerki. Z filii zginęło około 30 tys. zł. Nie pomogła wyznaczona nagroda, której łączna suma wynosi 230 tys. zł. Nikt niczego nie zauważył. Niczego podejrzanego nie widzieli też ochroniarze pilnujący budynku, w którym mieści się filia, chociaż feralnego ranka przechodzili obok okien banku kilka razy.

Harald Kittel, PAP

JAK TO BYŁO W 1964 ROKU

22 grudnia 1964 roku dotąd nieodnalezieni bandyci napadli na bank przy  ulicy  Jasnej w Warszawie ,mieszczący się w domu "pod orłami". Zrabowali całodzienny utarg z Centralnego Domu Towarowego. O pół do siódmej wieczorem kasjerka Jadwiga Michałowska z dwoma konwojentami przywiozła do III Oddziału Narodowego Banku Polskiego 1 336 500 zł. Gdy wchodzili do banku, niewysoki młody mężczyzna strzelił w pierś strażnikowi Stanisławowi Piętce, wyrwał worek z pieniędzmi i zaczął uciekać. Wtedy drugi napastnik wyszedł zza rogu i dwa razy strzelił do konwojenta Zdzisława Skoczka, który zmarł. Zaraz potem milicję zawiadomił redaktor Andrzej Olszewski z "Kuriera Polskiego". Napad widział z okna. Milicja zbadała znalezione na miejscu zdarzenia łuski. Okazało się, że trzy pochodziły z pistoletu PW-33 użytego wcześniej w 1957 r. w napadzie na Krystynę Wawerek, kasjerkę sklepu "Chełmek". W roku 1959 zabito z niego plutonowego milicji Zygmunta Kiełczykowskiego a dwa miesiące potem - konwojenta Łukasza Czeczunia i raniono strażnika pocztowego Stanisława Furmańczyka. Pięć innych łusek znalezionych przed domem "pod orłami" pochodziło z pistoletu zabranego zabitemu milicjantowi. Prowadzone na dużą skalę śledztwo po napadzie nie przyniosło efektów. Śledczym udało się tylko zdobyć zeznania świadków, którzy widzieli, jak worek z pieniędzmi przejął mężczyzna w samochodzie.	HK

CORAZ WIĘCEJ NAPADÓW

Z policyjnych statystyk wynika, że liczba napadów na banki i inne placówki obracające gotówką rośnie w zastraszającym tempie.  Jeszcze dziesięć lat temu były rzadkością . W 1990 roku zaledwie trzy .  W 1998 roku napadów było już 40, w ubiegłym - 91. W ubiegłym roku straty spowodowane napadami na banki wyniosły ponad dwa miliony zł, a łącznie w skokach na banki oraz konwoje, listonoszy, poczty i stacje benzynowe padło łupem bandytów ponad sześć milionów zł.

- We Włoszech jest ponad trzysta napadów rocznie. U nas, niestety, będzie tyle samo. Napada się na bank, bo są tam pieniądze. Nie wszyscy poważnie traktują to zagrożenie - uważa Ryszard Kuciński, zajmujący się zabezpieczaniem banków.

Przeciętny napad trwa nie dłużej niż kilka minut. Zwykle sprawcy rzadko robią użytek z broni, ale używają jej do zastraszenia personelu placówek finansowych. 

- Najczęściej obiektem ataku przestępców są małe filie lub oddziały dużych banków w niewielkich miejscowościach. Te filie często są gorzej ochraniane niż duże centrale banków - mówi komisarz Zbigniew Matwiej z biura prasowego Komendy Głównej Policji.	HK


#### SUMMARIES ####
#### SUMMARY START ####
W niedzielę wieczorem napadnięto na warszawski oddział Powszechnego Banku Kredytowego przy ulicy Jasnej. Bandyci współpracowali z ochroniarzami. Podejrzaną sytuację zauważył przechodzień, który powiadomił policję. Akcja zakończyła się udzałem grupy antyterrorystycznej, która otoczyła budynek. Po negocjacjach bez oporu poddało się czterech mężczyzn. W ich samochodzie znaleziono sprzęt do cięcia metalu. Sprawę prowadzi obecnie Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście. Jej rzeczniczka zaprzecza, jakoby zatrzymani mieli związek z wcześniejszym napadem na placówkę Kredyt Banku, podczas którego zamordowano ochroniarza i trzy kasjerki. W 1964 roku dotąd nieodnalezieni bandyci napadli na bank mieszczący się w tym samym budynku przy ulicy Jasnej, w którym teraz mieści się Kredyt Bank. Zrabowano całodzienny utarg Centralnego Domu Towarowego. Młody mężczyzna strzelił do strażnika, wyrwał worek z pieniędzmi i zaczął uciekać. Wtedy drugi napastnik wyszedł zza rogu i zastrzelił konwojenta. Milicję zawiadomił redaktor "Kuriera Polskiego", który widział napad z okna. Na podstawie znalezionych na miejscu łusek stwierdzono, że ta sama broń była wykorzystywana w wielu wcześniejszych napadach rabunkowych. Sprawców nie udało się ustalić mimo śledztwa prowadzonego na dużą skalę. W ostatnich latach liczba skoków na banki w całej Polsce gwałtownie rośnie. Nie wszyscy poważnie traktują to zagrożenie. Zwykle napada się na małe filie lub oddziały w małych miastach, które są gorzej ochraniane.
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
W niedzielę wieczorem napadnięto na warszawski oddział Powszechnego Banku Kredytowego przy ulicy Jasnej. Bandyci współpracowali z ochroniarzami. Podejrzaną sytuację zauważył przechodzień, który powiadomił policję. Budynek banku otoczono. Sprawcy po negocjacjach poddali się, nie stawiając oporu. Sprawę prowadzi obecnie Prokuratura Rejonowa Warszawa Śródmieście. Jej rzeczniczka zaprzecza, jakoby zatrzymani mieli związek z wcześniejszym napadem na placówkę Kredyt Banku, podczas którego zamordowano ochroniarza i trzy kasjerki. W 1964 roku dotąd nieodnalezieni bandyci napadli na bank mieszczący się w tym samym budynku przy ulicy Jasnej, w którym teraz mieści się Kredyt Bank. W ostatnich latach liczba skoków na banki w całej Polsce gwałtownie rośnie.
#### SUMMARY END ####
#### SUMMARY START ####
W niedzielę wieczorem napadnięto na warszawski oddział Kredyt Banku przy ulicy Jasnej, gdzie do napadu na bank doszło również w 1964 roku. Policję powiadomił przypadkowy przechodzień. Otoczono budynek. Bandyci, którzy współpracowali z ochroniarzami, poddali się bez oporu. W ostatnich latach liczba skoków na banki w całej Polsce gwałtownie rośnie.
#### SUMMARY END ####
